Nic na siłę

Magda Wichrowska Magda Wichrowska

Dotychczas w naszej dyskusji udział wzięli: Grzegorz Giedrys, dziennikarz kulturalny toruńskiej Gazety Wyborczej, Tomasz Cebo, współwłaściciel klubu NRD, Waldemar Lewandowski, zastępca redaktora naczelnego Gazety Pomorskiej i Olga A. Marcinkiewicz, była szefowa biura ESK Toruń 2016, a obecnie ekspertka przy Komisji Kultury EU, artyści Zbigniew Zieliński i Elżbieta Jabłońska. W tym numerze swój głos w dyskusji prezentuje Magda Wichrowska.


Niedawno, gdy recenzowałam film Anki i Wielhelma Sasnal Z daleka widok jest piękny, w głowie zaświtała mi myśl, że my, Polacy, mamy nieustannie problem z sąsiadami. Niezależnie od tego, na jakim poziomie odczytamy film reżyserskiego duetu – czy jako gorzkie rozliczenie z historią sąsiedztwa Polaków i Żydów, czy jako uniwersalną przypowieść o zawiści i braku poszanowania własności oraz godności drugiego, konkluzja jest jedna. Sąsiad to nasz wróg. Sąsiad to Inny. Możemy go ewentualnie zlustrować i skrytykować.

Przyznam się, że nie wierzę w ideę kółka sąsiedzkiej samopomocy i spotkań przy kawie z fusami w świetlicach osiedlowych. Każdy odgórny i zapewne szlachetny koncept jednoczący ludzi i przywołujący pozytywne uczucia, ducha działania i wspólnoty z założenia jest wadliwy, bo narzuca nam role, w których kiepsko się odnajdujemy. Nie są przecież skrojone na miarę naszego ego i poczucia wolności. W dodatku zalatują trochę naftaliną PRL-u. Takim przedsięwzięciom jestem przeciwna. Nic na siłę.

Sądzę, że podobnie jest z Toruniem i Bydgoszczą. Trudno nam zrezygnować z ducha rywalizacji i wyświechtanych stereotypów wyssanych z mlekiem matki torunianki/bydgoszczanki. A jeszcze trudniej z porzucenia ego i patriotyzmu lokalnego.

Metoda małych kroków
Podjęcie dialogu i otwartość to nieco podniszczone i puste slogany, które nie pomogą w zrobieniu czegoś razem. Czy zatem pomogą nam bratające się Urzędy Miasta i ich dobra sąsiedzka wola? Nie sądzę. Być może przy kolejnym projekcie, który często bywa programową wydmuszką, znajdą pracę rzesze bezrobotnych humanistów, ale wydarzenia kulturalne, które poruszają ludzi na całym świecie, nie pochodzą z grzecznego konceptu sąsiedzkiego, ale z bebechów tych, którzy kochają to, co robią.

Często obserwuję i uczestniczę w kameralnych imprezach kulturalnych, których frekwencja dalece przewyższa oczekiwania bohaterów całego zamieszania. To wydarzenia tworzone z pasją i miłością do sztuki. Co ciekawe, organizują je osoby, które zazwyczaj równie mocno co sztukę kochają siebie nawzajem. Co jeszcze bardziej frapujące, są to reprezentanci mieszanych środowisk kulturalnych Torunia i Bydgoszczy. Poznali się na studiach, przy okazji festiwali, bywają u siebie na imprezach kulturalnych i towarzyskich. Dobrze się znają i czują do siebie to, co najważniejsze – chęć bycia razem. To banalne stwierdzenie jest w przypadku organizowania życia kulturalnego, ale też życia w ogóle, szalenie istotne. Udany związek powinien być żarliwy, oparty na wzajemnej fascynacji i sympatii. Naturalnie tworzące się kolektywy przyjacielskie znad Wisły i Brdy to chyba najciekawsza perspektywa, która bez wątpienia na stałe już wrosła w pejzaż kultury regionu. Nie potrzebuje agitki. Nikt się do nikogo nie musi przekonywać, a – co najważniejsze – krąg entuzjastów nieustannie pęcznieje i rozlewa na kolejnych zainteresowanych. Nikt też nie pyta nikogo o meldunek w dowodzie osobistym. Każdy uczestnik takiego wydarzenia staje się obywatelem miasta Kultura.

Torunianka w większym mieście
Tak się złożyło, że od kilku lat dosyć namiętnie wycieram siedzenia w pociągach relacji Toruń-Bydgoszcz. Nie ma dla mnie znaczenia to, gdzie zakotwiczam kolejne swoje projekty, ale z kim przy nich pracuję. Fantastycznie pracowało mi się z zaprzyjaźnionym klubem Od Nowa i zgraną ekipą znajomych przy 3. Festiwalu Filmowym PRZEJRZEĆ. Lubię zapał i otwartość ekipy toruńskiego Dworu Artusa, dla którego napisałam cykl spotkań filmowych Movie Mówi Project. Ale dlaczego mam się zamknąć w twierdzy Toruń? Teraz związana jestem z szalenie aktywnym – nie tylko naukowo, ale też kulturalnie – bydgoskim Instytutem Kulturoznawstwa Wyższej Szkoły Gospodarki. Rzadko spotyka się tak otwarte osoby, z tak wielkim zapałem do pracy i radością przecierania kulturalnych szlaków, wykraczającą dalece poza wąskie horyzonty jednej dziedziny. A warto dodać, że interdyscyplinarność i dialog sztuk to w naszym regionie cały czas coś nie do końca oczywistego. Jestem gorącą entuzjastką tego, co dzieje się w Akademickiej Przestrzeni Kulturalnej i pod wrażeniem wszystkich osób, które współtworzą to miejsce. Niedawno w APK ruszył cykl spotkań filmowych zatytułowany Dokument i reportaż filmowy jako źródło wiedzy o współczesnym świecie. To spotkania szczególnie mi drogie. Film dokumentalny to gatunek bezdomny, który na dużym ekranie jest niezbyt częstym gościem. Pomieszkuje w telewizyjnym pudełku, w mało przychylnym czasie antenowym, tymczasem w Akademickiej Przestrzeni Kulturalnej znalazł swój dom. Czy brakuje mi tego w Toruniu? Niekoniecznie. Godzinna podróż do miasta nad Brdą, którą jeszcze kilka lat temu spędzałam dzień w dzień w poznańskich korkach, nie jest dla mnie przeszkodą, ale jeśli zrodzi się taka potrzeba w publiczności toruńskiej i będzie okazja zrobienia czegoś interesującego, czemu nie? Sądzę, że kluczem jest wsłuchanie się w potrzeby rzeczywistości ludzkiej. Podobnie jak dla reżysera dokumentalisty, ważne dla mnie jest słuchanie bohatera, którym w tym wypadku jest spragniony ciekawych wydarzeń kulturalnych widz.

Poza BiT City też jest życie
Niby każdy z nas ma tę świadomość, ale jednak warto czasami przypomnieć sobie o życiu kulturalnym poza granicami BiT City. Pochodzę z Grudziądza, w którym niebawem z kulturalnej mapy miasta zniknie ostatnie kino studyjne, w którym rozpoczęła się moja filmowa edukacja. Dlatego też wraz z ekipą CK Teatr, grudziądzkiego DKF-u i Fundacją Kultura na Pokaz stworzyliśmy projekt Filmownia, dzięki któremu mieszkańcy Grudziądza nadal będą mogli obcować z kinem autorskim, dyskutować i spotykać się z ludźmi sztuki oraz nauki. Przepis na udane życie kulturalne jakiegokolwiek miasta na świecie to chęć zrobienia czegoś dla innych i radość tworzenia. Trzeba być otwartym na nieustannie zmieniającą się rzeczywistość i szybko reagować. Planowanie i tworzenie wydarzeń artystycznych w oderwaniu od potrzeb publiczności, z grzeczności i dobrosąsiedzkich relacji chyba nie ma większego sensu. Może warto byłoby się więc poczuć obywatelem nie tylko swojego miasta, ale też całego regionu. Wówczas zniknie problem sąsiedzkich animozji i rywalizacji, a przy okazji wywołamy twórczy regionalny ferment.


dr Magdalena Wichrowska – filmoznawczyni i filozofka, wykładowczyni i kierownik Pracowni Kultury Medialnej w Instytucie Kulturoznawstwa WSG w Bydgoszczy, wydawca i redaktor naczelna miesięcznika kulturalnego Musli Magazine.


 

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start