Blisko malarskiej materii

Jolanta Chmara Jolanta Chmara Fot. Dariusz Gackowski

O Ogólnopolskim Konkursie Malarskim im. Leona Wyczółkowskiego z Jolantą Chmarą rozmawia Monika Grabarek.


Kto jest pomysłodawczynią, matką założycielką konkursu? Bo mam mocne poczucie, że to była jednak kobieta… Kiedy ta idea pojawiła się po raz pierwszy?
Będę nieskromna, ale sobie przypiszę ten tytuł. Zaczęło się wszystko od Roku Wyczółkowskiego, w 2012. Wtedy postanowiliśmy zrobić regionalny przegląd. A potem, dwa lata później, doszliśmy do wniosku, że warto ten pomysł kontynuować i rozszerzać. Tak odbyła się edycja już ogólnopolska w 2014, potem następna w 2016, bo postanowiliśmy, że to będzie formuła biennale. I tak w tym roku mamy kolejną ogólnopolską odsłonę konkursu.

Jaka była filozofia tego konkursu? Po co on w ogóle powstał?
Pierwszą myślą było wzmocnienie tej dziedziny sztuki, jaką jest malarstwo, ale też uhonorowanie lokalnego środowiska. Poza tym taki ogólnopolski konkurs daje również odbiorcom, miłośnikom sztuki, możliwość zaobserwowania tego, co tworzą artyści z całego kraju.

Mam wrażenie, że konkursy w dziedzinie malarstwa są wyjątkowo trudne do rozstrzygnięcia, że to wyjątkowo subiektywna w odczuciach dyscyplina.
Na pewno. Zawsze powtarzam to wszystkim uczestnikom – że z konkursem jest trochę jak z loterią: wszystko zależy od składu jury, od upodobań i indywidualnego spojrzenia na sztukę twórców, którzy wchodzą w skład tego oceniającego prace gremium.

Kto zatem ocenia nadesłane dzieła?
Upierałam się przy pomyśle, by byli to artyści malarze, którzy pracują twórczo. W innych konkursach oceniają krytycy, teoretycy sztuki, a mnie zależało na tym, aby u nas byli to artyści czynni, którzy wystawiają i mogą z własnej perspektywy ocenić warsztat; którzy po prostu są blisko tej materii.

Do kogo jest skierowany konkurs? Czy tylko profesjonalni artyści mogą wziąć w nim udział?
Mogą się zgłosić wszyscy, którzy czują się artystami – nie ma formalnego wymogu co do wykształcenia – ale doświadczenie pokazuje, że jednak przez sito weryfikacyjne przechodzą zazwyczaj twórcy profesjonalni. Pierwsza selekcja odbywa się na podstawie oceny nadesłanych fotografii, potem już są debaty nad nadesłanymi obrazami. Konkurs jest anonimowy, jury ogląda obrazy, nie znając nazwisk ich autorów, i je punktuje. Suma tych punktów decyduje, które obrazy wejdą na wystawę.

Jaka jest Twoja refleksja na temat tegorocznego konkursu? Masz swojego faworyta? Coś mocno wywarło na Tobie wrażenie?
Myślę, że w tym roku poziom jest trochę wyższy i inny też jest przekrój obrazów. Mniej jest malarstwa figuratywnego, a więcej abstrakcji.
Mam faworyta i moje odczucia pokryły się z decyzją jury. Rozmawiamy już po obradach komisji, a więc mogę to powiedzieć…

Co nas czeka w kolejnych edycjach?
Mam wiele pytań od twórców, którzy nie mają polskiego obywatelstwa, a tworzą u nas. Poza tym chcemy, aby konkurs się rozwijał, zatem naturalnym etapem jest stworzenie konkursu międzynarodowego, który będzie miał znacznie szerszy zasięg. Ale to są nasze plany i marzenia, chociaż mam dużą nadzieję, że już w następnej edycji zostaną zrealizowane. A już dziś pragnę wszystkich czytelników „BIK-u” zaprosić na wernisaż pokonkursowej wystawy, który odbędzie się 12 czerwca o godzinie 18 w Galerii Miejskiej bwa w Bydgoszczy.

 

Działy:
Monika Grabarek

Monika Grabarek

Pedagog, dziennikarka radiowa (Radio Kultura).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Czerwiec 2018 Blisko malarskiej materii