Phonics Foundation x Awry Sz – "Projection"

Phonics Foundation x Awry Sz - "Projection" Phonics Foundation x Awry Sz - "Projection" Fot. Marcin Szpak

W czwartek 22 lutego 2018 roku w kinie Orzeł odbyła się premiera filmu 12 cali w reż. Wojciecha Gostomczyka. Filmu, dodajmy, nad którym opiekę artystyczną roztoczył sam Wojciech Smarzowski. Premierze filmowej towarzyszyła premiera płyty Projection w wykonaniu Phonics Foundation i Awrego Sz, wydanej przez Oaktopus Records, z której utwory w całości udźwiękowiły rzeczony film, zaś jeden ze współautorów filmowych zdjęć – Marcin Szpak – wykonał fotografie ilustrujące płytową okładkę. O samych tych oficjalnych premierach niestety nie jestem dziś w stanie napisać nic więcej, bowiem tekst ten powstał na dwa dni przed nimi. Mogę natomiast napisać o płycie…

Zacząć należy od tego, że ten album to prawdziwy party killer. Poważnie! Sprawdziłem to i… No cóż, nie polecam włączania go podczas beztroskich imprez, bo gwarantuję Wam, że Wasi współtowarzysze pospiesznie zaczną zerkać w kierunku drzwi. Ba! Nie polecam włączania go nawet jako „tła” podczas randek czy kameralnych spotkań towarzyskich. „Nie siądzie”, gwarantuję Wam. Ale to wcale nie jest jego wada, przeciwnie. Ta płyta jest świetna! Wystarczy włączyć ją sobie wieczorem, w samotności, na dobrych głośnikach/słuchawkach i delektować się dźwiękami, które z niej płyną. Ciężko w tym miejscu przypisać tej muzyce jakikolwiek konkretny gatunek (co również w mym mniemaniu uznać należy za zaletę tego krążka). Zamiast tego przybliżę Wam kulisy powstania tej nietuzinkowej muzyki. Otóż lat temu kilka bydgoski didżej i producent muzyczny Awry Sz (który dziś zresztą skłania się ku zdecydowanie bardziej analogowemu uprawianiu muzyki) miał przyjemność „koncertować z Norwegami”. Ci Norwegowie to nie kto inny jak: Audun Ramo (bas), Mads Johansen (bębny) i Sebastian Gruchot (skrzypce). To właśnie oni tworzą skład Phonics Foundation. Podczas tych wspólnych występów zaproponowali Awremu, żeby do ich autorskiego materiału dograł skrecze i trochę elektroniki, co ten uczynił z przyjemnością i niemal od razu (a więc lat temu kilka). Niestety, pokrętny los sprawił, że nagrania te kompletne, miast na płytę, trafiły na półkę. I leżały tam sobie kilka lat. Aż wreszcie nastał ich czas. W zeszłym roku. Wtedy to panowie ponownie się zgadali, dograli jeszcze kilka numerów i wydali to wszystko pod szyldem Oaktopus Records, jako Projection. I bardzo dobrze, bo świat byłby uboższy bez tej muzyki. Bez tych subtelnych, ambientowych dźwięków, w których ciepło basu i skrzypiec przeplata się z przepięknie, nieregularnie połamanym beatem. Ze skreczem, który bezlitośnie tnie te spokojne przecież nuty, wywołując u słuchacza niepokój, z którym trudno się oswoić. Przesłuchałem tę płytę z dziesięć razy (przede mną kolejnych kilkadziesiąt, to pewne!) i wciąż mam tak zwane „ciary”. Każdy numer jest osobną historią, jednak każda z tych muzycznych opowieści znakomicie przenika się z następną (i poprzednią), razem tworząc tę spójną, cudownie niepokojącą całość. Słuchanie Projection w samotności, w nocy, na przyzwoitym sprzęcie jest jak oglądanie filmu (i bynajmniej nie jest to komedia!). Nic dziwnego, że muzyka Norwegów i Awrego stała się ścieżką dźwiękową krótkiego metrażu Gostomczyka – te dźwięki są jakby stworzone w tym celu, a przecież nie taki był ich pierwotny zamysł. Czuć tu tę skandynawską nostalgię, ten zdominowany przez chłód i ciemność klimat, któremu nie można odmówić oryginalności. Gwarantuję Wam, że czegoś takiego jeszcze nie słyszeliście. Tylko, powtórzę to po raz wtóry, nie włączajcie jej na imprezie! No, chyba że chcecie ją skutecznie zakończyć.

Działy:

Powiązane artykuły (wg działów)