literacki flâneur (16): Nowela noweli Nałkowskiej?

Emilia Walczak Emilia Walczak

„Nie dziesiątki i nie setki tysięcy, ale miliony istnień człowieczych uległy przeróbce na surowiec i towar w polskich obozach śmierci” – brzmi jedno z pierwszych zdań opowiadania Dorośli i dzieci w Oświęcimiu, składającego się wraz z 7 innymi krótkimi formami prozatorskimi autorstwa Zofii Nałkowskiej na jej słynne Medaliony. Coś mnie tknęło i sprawdzam, czy są wciąż Medaliony na liście lektur obowiązkowych MEN, bo pamiętam, że w liceum – a było to dość dawno – omawialiśmy tę wybitną rzecz. Otóż figuruje wciąż w spisie lektur uzupełniających inne opowiadanie z tego tomu – Przy torze kolejowym – notabene, fenomenalnie zekranizowane w 1963 roku przez Andrzeja Brzozowskiego, lecz, niestety, z winy PRL-owskiej cenzury, swą premierę mające dopiero w ’92. Istnieje więc całkiem realna szansa, że jak któremuś z uczniów pisarstwo Nałkowskiej przypadnie do gustu, to z rozpędu przeczyta wszystkie 8 opowiadań, a ostatnim z nich będzie właśnie cytowane wyżej Dorośli i dzieci… I teraz nasuwa się pytanie: cóż począć z niezgodną z wiadomą ustawą, elektryzującą w ostatnich dniach cały nasz kraj i połowę reszty świata, książką Nałkowskiej? Przecież od daty premiery Medalionów, tj. od roku 1946, mogło się ukazać do dziś ich kilkanaście edycji, w kilkudziesięciotysięcznym nakładzie każda! Czy nakazać wszystkim krajowym książnicom, od najmniejszej w Polsce biblioteki w Rejowcu pod Skokami w woj. wielkopolskim począwszy na Bibliotece Narodowej w Warszawie skończywszy, by ujęły czarny flamaster w dłoń (że posłużę się tu taką oto animizacją, wszak wiadomym jest, że w świecie rzeczy nieożywionych rękę posiadać może jedynie rynek, choć również wtedy pozostaje ona niewidzialna) i wykreśliły nim słówko „polskich”? Czy też może zarządzić publiczne palenie w 451 st. Fahrenheita Medalionów na wzór sławetnej akcji przeprowadzonej na Opernplatz w Berlinie w 1933? Tej drugiej opcji jednakowoż nie zalecałabym decydentom, ponieważ już w roku 1817 Heinrich Heine przestrzegał, że „gdzie pali się książki, dojdzie w końcu do palenia ludzi”. W historycznym kontekście Medalionów możemy uznać Heinego za jasnowidza.

Trochę się tu oczywiście natrząsam, bo – po pierwsze – prawo niby nie działa wstecz i (niewidzialna?) ręka cenzury nie powinna dosięgać tużpowojennego utworu Nałkowskiej (choć całkiem widzialna już ręka dekomunizacji dosięga ostatnio wielu wybitnych postaci świata literatury, całkowicie ewaporując je z przestrzeni publicznej – np. w Bydgoszczy Leona Kruczkowskiego zastąpi już wkrótce w roli patrona szwederowskiej ulicy Zbigniew Herbert. Otwartym wciąż jednak pozostaje pytanie, co zrobić z całym, niemałym, nakładem monografii bibliograficznej autora Niemców pióra Jadwigi Kaczyńskiej?!). A po drugie, rzekomo: „Nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego określonego w ust. 1 i 2, jeżeli dopuścił się tego czynu w ramach działalności artystycznej lub naukowej”. Sprawa może mieć jednak charakter rozwojowy i wcale nie tak trudno będzie dziś być prorokiem we własnym kraju – wystarczy tylko przyjąć, że „wszystko się może zdarzyć”, jak krakała już w latach 90. Anita Lipnicka. A teraz powiem Wam, jak będzie na pewno, skoro temat jasnowidzenia został tu już dwukrotnie (Heine, Lipnicka!) poruszony.

Ręka cenzury nie pozostawia dziś czarnych śladów w maszynopisach; jest niewidzialna i działa w sposób niezauważalny, a imię tej cenzury: ekonomiczna. Polskie oficyny wydawnicze, wbrew wyobrażeniom ludzi niewtajemniczonych w procesy publikacji, środków na swą działalność nie czerpią z kosmosu – czerpią je częściowo z MKiDN. To natomiast rozdaje je według całkiem nowego klucza: kultura ma być dziś narodowo-katolicka i hołdować tzw. tradycyjnym wartościom, a co nie mieści się w tym schemacie, choćby nie wiadomo jak było merytoryczne/wysokoartystyczne, dofinansowania nie otrzyma – wystarczy przyjrzeć się wynikom konkursów grantowych na stronie WWW MKiDN. Nie penalizacja książkowych „polskich obozów śmierci” będzie tu więc realnym straszakiem, a zagrożenie natury finansowej. Ta „dobra zmiana” polskiego rynku wydawniczego będzie więc postępować całkowicie niezauważenie (bo kto prócz samych zainteresowanych, tj. wydawców i autorów, i może kilku jeszcze dziennikarzy od kultury, odwiedza zakładkę „Promocja czytelnictwa” na mkidn.gov.pl?), acz stopniowo i nieubłaganie. I nim zdążycie się spostrzec, za jakiś czas na sklepowych półkach znajdziecie całkiem inną niż dziś literaturę: coś zniknie z nich całkowicie lub stanowić będzie kłopotliwą nawet dla samego księgarza mniejszość (dajmy na to, książki o szmalcownictwie), a co innego stać będzie na stojaku z bestsellerami (ot, choćby tacy „żołnierze wyklęci”). Lecz o walory artystyczne tej pisaniny nie ma co w ogóle zapytywać – historia kultury pokazuje wszak dobitnie, ile warta jest sztuka na usługach władzy.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start