Człowiek musi robić to, co potrafi

Marcin Sauter Marcin Sauter

Z Marcinem Sauterem rozmawia Monika Grabarek.


Żalanasz pusty brzeg zdobywa nagrodę i za tą nagrodą idzie jak burza przez festiwale filmowe… Wymieńmy dotychczasowe laury.
Zdobyliśmy Złotą Żabę na Festiwalu Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych Camerimage 2017 w konkursie krótkometrażowych filmów dokumentalnych. W Amsterdamie, na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dokumentalnych – najważniejszym festiwalu tego typu w Europie – nagroda główna, a wcześniej, wiosną, w Krakowie odbyła się premiera i dostaliśmy nagrodę za najlepszy montaż podczas Krakowskiego Festiwalu Filmowego.

À propos montażu – na festiwalu Camerimage zobaczyliśmy trochę inną wersję od tej pokazywanej w Krakowie i w czerwcu podczas premiery w kinie Orzeł. Dlaczego zdecydowałeś się na taki krok?
To niestety wynika z mojego charakteru. Jestem perfekcjonistą i bardzo dużo czasu zabiera mi cyzelowanie szczegółów. Montaż to bardzo żmudna praca, trwa bardzo długo i w czasie tego procesu tracimy dystans do tego, co robimy. Dlatego po pierwszych projekcjach stwierdziłem, że film jest odrobinę za długi, trochę za mało dynamiczny. Zdecydowałam się też na inną końcówkę, która już wcześniej chodziła mi po głowie, ale dopiero po pokazie w kinie Orzeł zdobyłem tę pewność, jak ma wyglądać wersja ostateczna. Film jest krótszy i ma inny koniec.

Twój film opowiada o życiu w miejscu bez czasu, po końcu świata… Podczas premiery w kinie Orzeł powiedziałaś, że zawsze chciałeś zrobić film o apokalipsie. W tej pięknej rybackiej wiosce nad brzegiem Morza Aralskiego w wyniku działań człowieka taka apokalipsa się dokonała…
Taka jest geneza tego obrazu. W dokumencie można w ten sposób postępować. Najpierw jest temat, który interesuje autora, potem dopiero szuka się miejsc, które o tym temacie mogą opowiedzieć. Od dawna nie dawało mi spokoju, że świat się coraz bardziej degeneruje, że my to widzimy, ale się do tego przyzwyczajamy. Bardzo mnie martwi to, co się wydarzy ze światem za kilkadziesiąt lat, przejmuję się tym, w jakim świecie będzie żyła moja córka. Bardzo często o tym myślę i chciałem o tym zrobić film. Mając już pewność, o czym chcę go nakręcić, zacząłem szukać tematu. To, co nasunęło mi się od razu, to katastrofa ekologiczna spowodowana przez człowieka. Wyschnięcie Morza Aralskiego to właśnie jedna z tych największych katastrof. To, co tam się wydarzyło, zmieniło życie mieszkańców tej osady na zawsze.

W Żalanaszu widzimy głównie starych ludzi i dzieci osadzone w pustce, dziwne to miejsce…
Ludzie młodzi i w średnim wieku wyjechali, zostali głównie starcy i dzieci. Bohaterów, którzy pojawiają się w filmie, poznaliśmy już na miejscu. Jeździliśmy tam wielokrotnie, na dokumentację, budowaliśmy tkankę filmu z tego, co było dookoła. Tym, co najbardziej mnie uderzyło, co było dla mnie wskazówką, jak ten film realizować, było to, że to będzie film o zbiorowej pamięci. To, co tam zastaliśmy, jest właściwie na granicy surrealizmu. Ludzie przestali tam żyć codziennością, a zaczęli żyć swoją pamięcią. Ta sytuacja dotyczy całego społeczeństwa. Tam naprawdę cały czas rozmawia się o morzu, przeszłość ważniejsza jest od teraźniejszości. Mimo upływu kilkudziesięciu lat, oni śnią o morzu, opowiadają sobie te sny, wspominają swoją młodość – lata szczęśliwe, które wraz z morzem odeszły bezpowrotnie. W tym niesamowitym miejscu ciężar egzystencji został przesunięty w coś niematerialnego, w sferę pamięci. Bardzo mnie to fascynowało.

Na spotkaniu z widzami podczas premiery powiedziałeś, że Żalanasz to najbrzydsze miejsce na świecie, a na pewno najgorsze do życia. W twoim obrazie nie widzimy tego, uwodzisz nas. Przepięknymi zdjęciami w tym filmie zbudowałeś oniryczną, baśniową krainę, powstała uniwersalna historia, niemal przypowieść, która trafia do ludzi na całym świecie…
Zależało mi na tym podczas realizacji, a potem w ciągu długotrwałego monażu, żeby jak najbardziej zuniwersalizować ten temat, aby odsunąć wszystkie rzeczy, które są publicystyczne. Chciałem, by to miejsce było modelem tego co może się z nami stać, a nie opowieścią o tej konkretnej katastrofie. Stąd też moja decyzja o zmianie zakończenia, teraz ten film jest dużo bardziej metaforyczny niż był w pierwszej wersji. Zabieg artystyczny polegał na tym, żeby przesunąć film z płaszczyzny realizmu stąd te piękne miejsca. Chciałem, by obraz zadziałał transowo na ludzi. Znaczenia widziane na ekranie zostały przesunięte w stronę serca, nie rozumu.

Tym filmem zabierasz głos w ważnej sprawie, masz nadzieję, że będziesz usłyszany?
Wychodzę z prostego założenia, że każdy człowiek musi robić to, co potrafi. Jeśli ktoś ma talent np. do robienia filmów, to musi to robić, po to, by dokładać swoją cegiełkę. Nie jestem idealistą, nie wierzę, że ten film cokolwiek zmieni, natomiast myślę, że wszyscy jesteśmy zobowiązani do tego, by w obrębie naszych umiejętności, naszej świadomości, swoimi wyborami dokładać te swoje małe cegiełki. To jest ważne.

Co dalej? Kolejne festiwale?
Tak, oczywiście. Nagrody otworzyły przed filmem wiele nowych możliwości. Film zostanie zgłoszony do Amerykańskiej Akademii Filmowej. Co z tego wyniknie, nie wiadomo. Będziemy się starać o nominację do przyszłorocznych Oscarów, bo w tym roku już nie zdążymy. Cały czas jesteśmy zapraszani na kolejne festiwale, kolejne projekcje mamy w Grecji i na Węgrzech.

Działy:
Monika Grabarek

Monika Grabarek

Pedagog, dziennikarka radiowa (Radio Kultura).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy Artykuły wstępne Styczeń 2018 Człowiek musi robić to, co potrafi