Fonomo na dwa głosy (męskie): Zobaczyłem muzykę

Myriam Bleau Myriam Bleau Fot. Dariusz Gackowski

Za nami 6. edycja FONOMO Music & Film Festival. W tym roku wydarzenie to, organizowane przez Fundację Nowa Sztuka Wet Music, odbywało się pod hasłem: „Zobacz muzykę. Posłuchaj filmu.”. I nie było to hasło na wyrost.

Emocje, które towarzyszyły filmowym pokazom w ramach FONOMO 2017, w tekście powyżej opisuje Szymon. Ja skupię się na widzeniu muzyki, czyli na koncertach. Nie ukrywam, że z przyjemnością podkradnę Szymonowi przymiotnik „fonomowy”. I nie zawaham się go użyć.

Myriam Bleau

Pierwsze muzyczno-fonomowe doświadczenie w tym roku. Fonomowe do bólu, bo zgodnie z festiwalowym hasłem pozwoliło „zobaczyć muzykę”. Nie był to koncert sensu stricto, a raczej audio-wizualny performance, który odbył się w przestrzeni idealnej do tego typu działań, czyli w Galerii Miejskiej bwa. Myriam przyjechała do Bydgoszczy z Kanady i przywiozła ze sobą… bączki. Poważnie! Wiecie, takie, co to dzieci puszczają je sobie na stole i się cieszą, że się tak ładnie kręcą. Myriam też puszczała je sobie na stole, choć sam mechanizm był nieco mniej klasyczny. Obraz puszczanych bączków rzucony był na ekran, który znajdował się za plecami performerki. Ładnie to wyglądało, ale nie na tym polegał cały „bajer”. Jego istotą była muzyka! Bączki bowiem podłączone były (za pomocą wi-fi, jak sądzę) do konsolety, a ich ruch uruchamiał kolejne dźwiękowe loopy [z ang.: pętle – dop. red.]. Kiedy artystka kręciła danym bączkiem, wprawiała w ruch konkretny dźwięk. Wyglądało to trochę tak, jakby kręciła talerzami adaptera, ale wciąż to były bączki (wybaczcie, jeśli nadużywam tego słowa, ale brzmi ono tak ładnie…). No właśnie – brzmi. I te bączki też brzmiały tak, że trudno było ustać w miejscu. Trudno sklasyfikować tę muzykę (co w przypadku FONOMO jest akurat normą), ale myślę, że określenie „elektroniczna” choć w małym stopniu oddaje jej charakter. Od razu uprzedzam: nie, nie było to techno. Jeśli już miałbym wybrać jakiś podgatunek, to chyba najbliżej jej było do IDM-u, dzięki jej nieregularnemu „połamaniu”, ale i to wyłącznie muska prawdę o tym, co działo się w bwa. Generalnie był to performance niezwykle udany. Rozmawialiśmy o nim jeszcze długo po zakończeniu, próbując rozgryźć mechanizm zjawiska, którego doświadczyliśmy. Świetny start!

BNNT

Zaraz po Myriam w tej samej galeryjnej przestrzeni zainstalował się duet BNNT. Półnadzy chłopcy w kominiarkach. Jeden grał na perkusji, a drugi… hmm, no właśnie nie wiem, jak nazwać ten dziwny instrument strunowy. Ktoś powiedział, że „on gra na kredce”, co nie było dalekie od prawdy, mnie zaś kojarzył się on z jednym z fantastycznych statków powietrznych projektu Profesora T. Alenta. Dźwięki, które ów sprzęt z siebie wydobywał, były nie mniej intrygujące. Jak cały koncert zresztą. Nie znaczy to jednak, że mnie „porwał”, co więcej, dla mnie był chyba najsłabszym w tym roku, co nie znaczy, że złym. Był po prostu zbyt przewidywalny, bazujący na monotonnym rytmie i ogromnym hałasie. Wiem, że dla wielu było to genialne przeżycie. Mnie – owszem, na swój sposób zahipnotyzowało – raczej znudziło. Na szczęście dalej było już lepiej. Znacznie lepiej!

Lawrence English

Lawrence mnie zaskoczył. To, co zaprezentował w MCK, było swoistym hołdem złożonym George’owi Romero i jego Nocy żywych trupów. Hołdem – a jakże – audio-wizualnym. W „audio” dominowały niskie, ciężkie, dość monotonne dźwięki, którym najbliżej chyba do drone’ów. Sferę wizualną tworzyła kilkusekundowa sekwencja ze wspomnianego filmu, którą Lawrence wydłużył do 50 minut i zgrał ze swoją muzyką. Wiem, nie brzmi to zbyt porywająco, a jednak! Znów – z braku lepszych słów, które mogłyby opisać to, co działo się podczas tego setu – pozwolę sobie użyć przymiotnika „fonomowy”, bo dokładnie taki był ten koncert. Dźwięki w bardzo przyjazny dla słuchacza sposób przeszywały jego (słuchacza) ciało, a wolno przenikające się obrazy tylko potęgowały ten stan. Ta muzyka nie była taneczna, przeciwnie, ona była komfortowa. Bardzo!

LOTTO + Dawid Gąsiorek

Wystąpili zaraz po Lawrensie i zdecydowanie ożywili widownię. Normalnie krzyknąłbym „hurra!”, bo ja to raczej z tych ożywionych jestem, ale nie w tym przypadku. Elektroniczna muzyka Englisha była dla mnie tak komfortowa, że chyba nie chciałem z tej strefy wychodzić. I choć sam skład LOTTO (wsparty przez piękne wizualizacje Dawida Gąsiorka) – instrumentalny, energetyczny, żywy – jest bliższy memu sercu, to jednak tego dnia serce to palmę pierwszeństwa przyznało Lawrence’owi. Nie zmienia to faktu, że LOTTO zagrało znakomity set, którego z przyjemnością doświadczyłbym raz jeszcze. Było tanecznie, bywało melancholijnie i bardzo nastrojowo, ale nie tak komfortowo, nie tak „fonomowo”.

DJ Papa Zura

Drugi dzień tegorocznego FONOMO zakończył się afterkiem w Mózgu (pierwszy zresztą też, ale mnie to ominęło, więc się nie wypowiadam). Afterkiem idealnym po tylu bodźcach, które zaatakowały mnie w MCK. Nie było kombinowania. Była olschoolowa (w pełnym tego słowa znaczeniu) muzyka, grana z miliona winyli (a nie z Serato, co szanuję niezmiernie) przez znakomitego didżeja. Potańcówka pełną gębą. Było genialnie!

joasihno

Przyznam, że ostatni dzień festiwalu muzycznie „wszedł” mi najbardziej. Najpierw na scenie zainstalował się niemiecki duet joasihno. Słowo „zainstalował” nie jest tu użyte potocznie, bowiem panowie mieli tyle instrumentów, że wypełniliby nimi niejeden sklep muzyczny. Co ciekawe – wiele z nich skonstruowali sami z – pozornie – niemuzycznych przedmiotów (jak miski, patyki, wiadra i takie tam). Obsługiwali je we dwóch, co nie było aż tak trudne, bo część z nich (tych instrumentów) obsługiwała się sama. I wiecie co? To brzmiało znakomicie! Bywało przytulnie, bywało tanecznie, bywało nastrojowo, a było na pewno pięknie. I choć dźwiękom tym nie towarzyszyły wizualizacje, to wcale nie były one konieczne – tyle działo się na scenie (a przypominam, że to jednak „tylko” duet!). Plastyczność tego grania „podkręcił” nieco niezastąpiony Jakub Szymczak, dając tu i ówdzie piękne światełko. Cudowny wstęp do pięknego finiszu.

Ex-Easter Island Head

Dla mnie muzyczny numer jeden tegorocznej edycji FONOMO. Kolektyw ów muzyczny przyjechał do Bydgoszczy z Wielkiej Brytanii i dał prawdziwy show. Panowie udowodnili, że gitara elektryczna może być świetnym instrumentem perkusyjnym. Tych gitar mieli chyba z sześć, ale korzystali z nich w dość niekonwencjonalny sposób. Położyli je na stole i… uderzali w nie pałeczkami. A robili to tak energicznie, tak cudowanie rytmicznie i w tak pięknie „połamany” sposób, że nogi same rwały się do tańca. To było naprawdę genialne, nowatorskie i tak zwyczajnie dobre. Całość potęgował – a jakże – obraz, czyli zbliżenia na instrumenty i muzyków, zbliżenia, które zmieniały się „do beatu”. Mnie porwali, lubię ich!

Burn Reynolds

Kolejny afterek w Mózgu. Ten sam schemat: stare, polskie i zagraniczne klasyki, grane z winyli przez sprawnego didżeja. Wiem, brzmi to dość nudno, ale wierzcie mi, to takiej dawce emocji, jakie towarzyszyły nam – publiczności – podczas koncertów w MCK-u, ta „nuda” była potrzebna, była niezbędna, była idealna. No, było tańcowane, nie powiem.

FONOMO 2018

I tyle. Trzy dni, sześć koncertów i trzy afterki. Wystarczy. Wierzcie mi. Wystarczy, bo artyści, którzy grają na kolejnych edycjach FONOMO Music & Film Festival, w tym, co robią, są tak dalecy od banału, tak bardzo oryginalni, nowatorscy i kreatywni, że gdyby było ich więcej, to ludzki mózg nie byłby chyba w stanie tego na bieżąco przetwarzać. I nie jest to wyłącznie moje zdanie, bowiem frekwencja tegorocznego „festiwalu bez headlinera” przekroczyła z pewnością oczekiwania organizatorów. Serce rośnie, że w Bydgoszczy jest tylu miłośników sztuki wszelakiej, otwartych na nowości, którzy z przyjemnością (mam nadzieję, bo dla mnie była to przyjemność niezmierna) poświęcają trzy wieczory z rzędu na doświadczenie – wróć! – ZOBACZENIE muzyki. Cieszy fakt, że ta fonomowa publiczność jest tak duża. Wierzę, że za rok będzie jeszcze większa. Powinna, bo jest to zdecydowanie jeden z najciekawszych festiwali, w jakich dane mi było brać udział. Polecam.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start