literacki flâneur (13) Z książką w plecaku

Emilia Walczak Emilia Walczak

Nie, nie zdjęli mnie, chociaż zapewne niejeden i niejedna by sobie tego życzyli. Brak flâneura (czule nazywanego też w naszej redakcji „BIK-u” – „flanelą”) w numerze wrześniowym podyktowany był tym, że w końcu doczekałam się urlopu, i to jeszcze takiego połączonego z wyjazdem nad jezioro w przemiłym towarzystwie. Stwierdziłam więc: „… nie robię”, i świat się jakoś nie zawalił, chociaż do ostatniej chwili nie było to wcale takie pewne.

Nie wiem, czy kogoś z Państwa dręczy dniami i nocami pytanie, co też redaktor Emilia czyta na wakacjach… Nie? Nie szkodzi; i tak powiem. Otóż na wakacjach redaktor Emilia czyta (głęboki wdech, wydech)… kryminały. No przepraszam bardzo, ale lato i plaża to nie są czas ani miejsce na Thomasów Manna czy Bernharda. Jak odpoczywać, to także intelektualnie.

Jak to mawiają moi przemili koledzy z zakładu pracy: „po całości”.

Nad jezioro spakowałam więc do plecaka – prócz rozlicznych preparatów odstraszających komary oraz kleszcze i zestawu do badmintona, zwanego przez niektórych „badbingtonem” (Karolina, Agata, pozdrawiam!) – także najnowszą książkę Anny Kańtoch pod tytułem Wiara, wydaną nakładem oficyny Czarne, co już jest jakimś tam, myślę, znakiem jakości. Zresztą, znaku jakości nie potrzebowałam, bo autorkę zdążyłam już sprawdzić wcześniej, czytając jej poprzednią Łaskę (chyba nawet, o ile dobrze sobie przypominam, odrobinę lepszą niż Wiara).

Anna Kańtoch jest pisarką nadzwyczaj sprawną, a jej potoczyste kryminały przynoszą czytelnikowi coś więcej niż tylko łatwą rozrywkę; powiedziałabym, że mają swój styl, w odróżnieniu od innych tego typu książek, napisanych (uwaga, teraz nastąpi wykorzystanie pojęcia z zakresu filmoznawstwa) stylem zerowym, czyli „polegającym na poprowadzeniu narracji w sposób niezwracający uwagi widza na formę, skupiający ją na treści”. U Kańtoch ta forma jest natomiast bardzo ważna, a że mam w tym momencie, kiedy piszę te słowa, dobry humor, to powiem, że nawet… piękna! A co tam. Zresztą, ja z Susan Sontag podzielam opinię, że to forma dyktuje treść, że to ona jest właśnie lokomotywą powieści. I takich powieści – z formą – ja właśnie szukam.

„Anna Kańtoch jest jedyną polską pisarką, na której książki czekam” – napisał w blurbie do Wiary Łukasz Orbitowski. Ale nie przywołuję tych jego słów dla legitymizacji własnej opinii. Bynajmniej. Raz, że ta jego kategoryczna enuncjacja jest po prostu mocno nie fair (to eufemizm; pierwotnie chciałam napisać: „chamska”) w stosunku do innych autorek rodem z RP, a dwa, że podobno mówił tak już kiedyś o „królowej polskich kryminałów” Katarzynie Bondzie. Co jest tylko kolejnym dowodem na to, że faceci lubią wklejać kobietom wciąż tę samą gadkę, nie biorąc wcale pod uwagę, że kiedyś może to wszystko wyjść na jaw… Ech, c’est la vie!

A można to było sformułować inaczej, na przykład tak, jak mój kolega, pisarz i recenzent Krzysztof Maciejewski, na swoim literackim blogu „Art of Reading”: „Anna Kańtoch jest dziś najlepszą polską pisarką. Bez względu na to, w jakim gatunku próbuje swoich sił, zawsze osiąga nieosiągalne dla innych szczyty. Tak, wiem, są jeszcze Olga Tokarczuk, Joanna Bator i Dorota Masłowska. Jest świetna Wioletta Grzegorzewska, doskonała Magdalena Parys, nie sposób również pominąć w tym zestawieniu Aleksandrę Zielińską. A jednak to zadziwiająco skromna Ania Kańtoch króluje na mojej prywatnej liście. Jej najnowszy kryminał Wiara wydany przez Wydawnictwo Czarne potwierdza ten werdykt”.

Panie i Panowie, czytajmy Anię Kańtoch!

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start