na dwoje: kino (3) Humor ponad podziałami

Po tamtej stronie (Toivon tuolla puolen) Po tamtej stronie (Toivon tuolla puolen)

Szymon Idczak

Humor ponad podziałami

Po tamtej stronie(Toivon tuolla puolen)
reż. Aki Kaurismäki, Finlandia/Niemcy 2017

Pastelowe zdjęcia, niespiesznie spacerująca narracja, karykaturalne postacie, powściągliwy humor i proste życiowe historie. Aki Kaurismäki od lat tworzy na mapie światowego kina własny mikroświat. Mimo kolekcji nagród z największych europejskich festiwali wciąż nie zdradza niezależnych ideałów. Jego kino jest w pełni autorskie, niepodrabialne, ale też pewnie nie dla każdego. Jest w nim coś z pozoru niedopracowanego, półamatorskiego. Poddając się jednak temu, co widać na ekranie, biorąc pod uwagę blisko cztery dekady konsekwentnej twórczej drogi, czy wywiady z Kaurismäkim (w których nieraz przypomina bohaterów swoich filmów), można chyba wykluczyć teorię, że jego kino to tylko nieprofesjonalny zryw, na rzecz tej o skrupulatnie skonstruowanym filmowym języku, którym choć tylko Kaurismäki potrafi mówić, gdy się dobrze wsłuchać, każdy może go zrozumieć.

Khaled właśnie nielegalnie przekroczył fińską granicę. Wikström odszedł od żony i rzucił pracę. Syryjczyk udaje się na policję, by prosić o azyl. Fin stawia wszystko na jedną kartę i kupuje podupadającą restaurację. Obu bohaterów poznajemy w momencie, gdy w ich życiu zaczyna się nowy rozdział. Wkrótce przypadkiem te dwie opowieści połączą się w jedną.

 

 

Nieodłącznym elementem kina Fina jest humor. Pojawia się jakby mimochodem, tak że nieopatrzony z kinem Kaurismäkiego widz może być skonsternowany. Dowcip w Po tamtej stronie jest skromny, często slapstickowy, przez co uniwersalny, pozbawiony geopolitycznych kontekstów. Broni zatem twórcę przed oskarżeniami o prześmiewczy ton w filmie na poważny, aktualny temat, pokazując humor jako cechę ogólnoludzką, łączącą nas ponad podziałami.

Podobną rolę pełni obecna często na ekranie (w głośnikach) muzyka. Mamy tu zestaw głównie bluesujących wykonawców, co wpisuje się w fascynację Kaurismäkiego USA, by wspomnieć choćby podróż za ocean jego Leningrad Cowboys czy przyjaźń z Jimem Jarmuschem. Drążąc głębiej, muzyka, tak jak humor, pełni tu funkcję ponadkulturowego języka, łączącego pozornie odległe światy. Do tego pochodzi z największego na świecie mocarstwa, które przecież składa się niemal wyłącznie z (potomków) imigrantów.

W jednej ze scen Khaled wspomina o emigracji Finów, którzy na przełomie XIX i XX wieku masowo wyjeżdżali z rządzonego przez rosyjskiego cara Wielkiego Księstwa Fińskiego (notabene, w tym roku Finlandia obchodzi 100-lecie niepodległości). Kaurismäki zestawia ówczesną migrację z dzisiejszą, widząc w obu naturalną, niegroźną przemianę. Zdaje się być zwolennikiem teorii Gordona Mathewsa o współczesności jako „supermarkecie kultury”, z którego dowolnie możemy korzystać jako mieszkańcy „globalnej wioski”, nie zatracając przy tym naszych kulturowych tożsamości. Potwierdza to choćby filmowy wątek kolejnych pomysłów Wikströma na restaurację – sushi, kuchnia indyjska, może fusion. To ujęcie zdaje się potwierdzać sam Kaurismäki, choćby przy okazji swoich wypowiedzi podczas tegorocznego Berlinale, na którym odebrał Srebrnego Niedźwiedzia za reżyserię.

Kaurismäki większego zagrożenia niż w emigracji upatruje w rosnących w siłę tendencjach nacjonalistycznych. Bo o ile w Europie coraz częściej nękanej zamachami można zrozumieć obawy przed terrorystami zakamuflowanymi wśród grup uchodźców, to nie można już nimi usprawiedliwiać i motywować agresji. Reżyser z oskarżeniem patrzy też na odhumanizowany system, narzucający obcość, zapominający o ogólnoludzkich wartościach. Ratunek niosą ostatecznie jednostki. Szlachetność pojawia się w „zwykłym” człowieku, choć kryje się pod warstwą ponuractwa i nieżyczliwości. Przypomina się poprzedni film Fina, umiejscowiona we Francji opowieści o nielegalnym afrykańskim imigrancie – Człowiek z Hawru (2011).

Oczywiście Po tamtej stronie nie ogarnia całości wspomnianego problemu, ale przy tak skromnej formie zdaje się raczej nie mieć takich ambicji. By zyskać szerszy punkt widzenia, warto zestawić trzy tytuły: Ostatni w Aleppo, Fuocoamare. Ogień na morzu, Po tamtej stronie. O ile pierwszy przedstawia perspektywę Syryjczyka, drugi Europejczyka, dzieło Kaurismäkiego to perspektywa spotkania. W tym zestawie jego film (jedyny fabularny) jest najbardziej odrealniony, wręcz naiwny (w wielu krajach dystrybuowany jest pod tytułem Druga strona nadziei). Ponieważ jednak rządzi się innymi emocjami, uruchamia proste uczucia, pozwala nabrać dystansu i spojrzeć na problem kolejnym okiem. Gdy nad ludzkim dramatem górę bierze cyniczna polityka, każąca opowiedzieć się po którejś stronie, warto chyba stanąć z boku i opowiedzieć się po stronie zwykłej, ludzkiej, kaurismäkowskiej przyzwoitości.

PS Kaurismäki to dziesięciokrotny zdobywca fińskiego Oscara – statuetki Jussi. Z pewnością w przyszłym roku Po tamtej stronie dostawi na półkę kolejne egzemplarze. Najnowszy film fińskiego mistrza będzie można zobaczyć w październiku w kinie Orzeł (przedpremierowo na festiwalu FONOMO).

 

Emilia Walczak

Chorzy na bluesa

Kiedy zasiadłam do seansu najnowszego filmu Akiego Kaurismäkiego Po tamtej stronie, przez pierwsze pół godziny z chronometrem w ręku zdawało mi się, że do czynienia mam z czymś na wzór Rzymu Federica Felliniego czy choćby Holy Motors Leos’a Caraxa – czyli że oglądam sekwencję niepowiązanych ze sobą (lub bardzo luźno powiązanych) scen rodzajowych o lekko surrealnym zabarwieniu, które z powodzeniem mogłyby funkcjonować jako odrębne całości i które są tak ładnie nakręcone, że właściwie nie zastanawiam się, o co w nich chodzi – jestem bowiem przez fińskiego reżysera zahipnotyzowana wykreowaną przez niego ekranową wizualnością. Ale zaraz potem przyszła konstatacja, że nie, że przecież były wcześniej obrazy takie jak Człowiek bez przeszłości (2002) czy Człowiek z Hawru (2011) i w nich jednak o coś chodziło. Delikatnie mówiąc, bo przecież kino Kaurismäkiego to (nie bójmy się tego określenia, choć sama już jestem zmęczona tego typu dyskursem) kino zaangażowane – jak nie społecznie, to politycznie.

I faktycznie, po wspomnianej półgodzinie okazało się, że pokazywane początkowo na przemian losy syryjskiego uchodźcy Khaleda (Sherwan Haji) i restauratora-„mafiosy” Wikströma (Sakari Kuosmanen) jednak się krzyżują i mimo wszystko będzie tu jakaś większa narracja. Zresztą, Po tamtej stroniemiało swoją premierę na Berlinale 2017 – a w tym roku festiwal ów obfitował w filmy zaangażowane właśnie (dość wspomnieć choćby Gniazdo Teresy Villaverde czy też nasz swojski Pokot Agnieszki Holland i Kasi Adamik) – więc już przed seansem mogłam się domyślić, czym to wszystko pachnie… Ale nie – nie znajdziemy tu na szczęście taniego dydaktyzmu, czarno-białych schematów typu „Zachód to raj na Ziemi”: Finom dostaje się tu nieźle po nosie, ale też uchodźcy nie są u Kaurismäkiego „święci” i ochoczo udają się na przykład do pubu, by spożywać tam „napój bezbożników” (vel alkohol). Bardziej więc niż o kwestie polityczne, najmłodsze dziecko fińskiego reżysera zapytuje nas, widzów, o uniwersalia typu czyste dobro (bezinteresowna pomoc drugiemu człowiekowi z narażeniem na szwank własnego interesu) czy też bezrefleksyjne zło, zaklęte w postaciach fińskich neonazistów. To zresztą ciekawe: w tej drugiej kategorii znajdziemy u Kaurismäkiego także i polski akcent: Khaled zmuszony był uciekać w Gdańsku przed atakującymi go „łysymi” i tak trafił na statek, który zawiózł go do Finlandii. To znaczy, jest to może dość ciekawe, ale wcale nie dziwne. Wcale.

„Bardzo dobry film” – taka myśl pojawiła się w mojej głowie zaraz po napisach końcowych, a na Filmwebie dostał ode mnie mocną ósemkę. I jest w nim świetna także muzyka – i nie bez przyczyny jest to blues: nie da się ukryć, że Po tamtej stronie przesycone jest humorem, ale to raczej poczucie humoru człowieka pogrążonego w depresji, czyli… „chorego na bluesa” właśnie. Polecam!

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Październik 2017 na dwoje: kino (3) Humor ponad podziałami