Na początek

Michał Tabaczyński Michał Tabaczyński
Ta historia trwa nadal, trwa i nie chce się skończyć. Albo: nieustannie się powtarza. Nie wiem, czy to już ten moment, kiedy powtarza się jako farsa, ale może nie mnie o tym rozstrzygać. Kiedy ostatnio ledwo o niej wspomniałem (o rozstrzyganiu nie mówiąc, daleki od tego byłem), niezawodni bydgoscy działacze niepodległościowi podnieśli wrzawę. Nie inaczej może być i tym razem, bo od jakiegoś czasu trwa epoka ich wzmożonej aktywności.

Historia dekomunizacji bydgoskich ulic trwa i nie chce się skończyć, co raczej każe zapytać: po co są nazwy ulic oraz placów i dlaczego wywołują takie emocje? Ponieważ są elementem polityki, oczywiście, a przy niesprzyjających warunkach – także elementem propagandy. Chyba się wszyscy z tym zgodzą; a szczególnie już ci, którym na zmianie dawnych (obarczonych propagandową funkcją) nazw ulic szczególnie zależy. Nie mamy żadnej gwarancji, że i tym razem nie staną się one narzędziem uprawiania propagandy, stąd konsultacje społeczne mogłyby być jakimś mechanizmem zabezpieczającym. Niewiele jednak wskazuje na to, by ktoś jeszcze ryzykował – szczególnie w kontekście wyników ankiet, które znów rozsławiły nasze miasto jako enklawę szczególnych dowcipnisiów.

Teraz jednak, kiedy decyzja zależy od wojewody oraz – jak rozumiem – właściwego jego doradcy (do spraw kultury, dziedzictwa narodowego i polityki historycznej), musimy się zdać na ich światłe werdykty. Nie wątpiąc ani przez chwilę w tę światłość, chciałbym jednak podpowiedzieć kilka nazwisk, którym warto może dać szansę. Jeżeli bowiem byłby jakiś pozytywny aspekt tego zamieszania, to pewnie ten: można by wreszcie upamiętnić kilku bydgoskich pisarzy (tak się składa, akurat sami mężczyźni, ale może doradca coś podpowie). Wszyscy mieli z Bydgoszczą takie oto związki, że nasze miasto miało na nich wpływ formacyjny – tu spędzili młodość.

Bolesław Miciński – legendarny eseista (Podróże do piekieł!), wybitny umysł, w Bydgoszczy chodził do gimnazjum, którego poziomowi (językom starożytnym głównie) zawdzięczał podobno swoje późniejsze sukcesy, a te były naprawdę wielkie, choć czasu na ich odniesienie miał mało – umierał na gruźlicę ledwo przekroczywszy trzydziestkę.

Tadeusz Nowakowski – chyba największy związany z Bydgoszczą prozaik, na dodatek czyniący miasto elementem swojej prozy, błyskotliwy dziennikarz Radia Wolna Europa, wytrwały reporter papieskich pielgrzymek. Ale jednak przede wszystkim wspaniały, bardzo oryginalny pisarz.

Zbigniew Raszewski – wybitny teatrolog, ale przecież także zasłużony dla Bydgoszczy memuarysta, którego Pamiętnik gapia jest w Bydgoszczy najbardziej znaną jego książką (choć był przecież świetnym eseistą i dobrze piszącym teoretykiem teatru).

Mieczysław Piotrowski – pewnie najlepiej pamiętany jako grafik i ilustrator książek (także tych dla dzieci), ale przecież i autor niezwykłych powieści (napisał ich cztery) oraz dramatów (kilka lat temu opublikowano ich zbiór w serii Ośrodka Badań nad Polskim Dramatem Współczesnym IBL), w Bydgoszczy debiutował rysunkami w „Dzienniku Bydgoskim”, którego redaktorem był… ojciec Tadeusza Nowakowskiego!

Każdy z tych pisarzy przez Bydgoszcz zaledwie przemknął, jednak w naszym niezbyt zasobnym w takie legendy mieście należy o pamięć o nich zadbać. Szczególnie, że niemal każdy jest twórcą zapomnianym (oprócz Micińskiego może, ale i jego sława ma bardzo ograniczony zasięg). Miciński podobno przedwojennej Bydgoszczy nie lubił, ale trzeba to zrozumieć: była ona dla niego miejscem wygnania. Zresztą, nie powinno to mieć znaczenia. Ważne, żebyśmy my o nim pamiętali. O nich wszystkich! I ulice byłyby dobrym początkiem.

Czy są na to szanse? Wątpię. Oczywistym jest, że ani wojewoda, ani jego doradca raczej mnie nie posłuchają, a szansa, że sami na to wpadną i posłuchają samych siebie, nie jest duża. Czy nie byłoby to piękne, gdyby Bydgoszcz wyróżniła się wśród wszystkich miast objętych tą dekomunizacyjną akcją, nadając ulicom imiona wielkich pisarzy? I koniecznie jakiejś pisarki. Przybora – też świetny pisarz, któremu każdy z wymienionych może zazdrościć popularności – już został zaakceptowany: i przez mieszkańców, i przez radnych. Czy możemy uznać to za dobry pierwszy krok?

Michał Tabaczyński

Michał Tabaczyński

Redaktor naczelny BIK.

Polonista, dziennikarz, slawista, autor kilku książek (Parada równości, Koniec zabawy w pokolenie) i współautor kilku innych (Tekstylia bis, Kultura niezależna w Polsce 1989-2009).

Więcej z tym numerze: Browar Osowa Góra »

Kino Orzeł - logo200p