Na początek...

Michał Tabaczyński Michał Tabaczyński Fot. Dariusz Gackowski

Słowa na lipiec? A słowa na sierpień? Tyle miesięcy, że słów może nie starczyć. Cisną się zresztą na usta często słowa nieprzyzwoite, a ja jednak mam dużo kindersztuby, wiele przyzwoitości i otchłanne pokłady łagodności, wyrozumiałości, dobroci. 
Chciałoby się więc czasem porzucić te krainy łagodności i wygarnąć słowa na lipiec, a później jeszcze słowa na sierpień – jeszcze mocniejsze, jeszcze bardziej wywrotowe, bo przecież sezon ogórkowy sezonem ogórkowym, ale nie zabraknie nam okazji do przeklinania. Taka choćby pogoda! A przecież na pogodzie się nie kończy. 
Słowa więc na lipiec i na sierpień? I na każdy inny miesiąc w roku? Wolność, równość, braterstwo! A – jak dopytywał wielki noblista – dlaczego nikt nie doda: kultura? Więc dodaję: kultura!

A popkultura? Też! Znów Polska cała o Bydgoszczy mówi i tym razem jest to kontekst dobry, wesoły. Cała Polska się śmieje razem z Bydgoszczą. Bo w głosowaniu wysoko – na pierwszych dwóch miejscach – dwaj popkulturowi herosi: Dragon Ball i Obi-Wan Kenobi. I myślę sobie, że to jest prawdziwa dekomunizacja, to jest (w jakimś choćby stopniu) zemsta mojego pokolenia. Bo my, wychowani w umierającej komunie, byliśmy przecież małymi kontrrewolucjonistami, nienawidziliśmy tego systemu, gardziliśmy nim tak straszliwie, jak tylko nasze młode, gorące serduszka potrafiły gardzić, a potrafiły gardzić bardzo.
Ale przecież nie Karol Marks nam przeszkadzał, nie marksizm był nam tak obrzydły, nawet nie przeszkadzali nam plan 6-letni, Armia Ludowa, Duracz, Szenwald, Berling, Oskar Lange i cała reszta. Nie mam siły przepisywać tych nazwisk, które nie przeszkadzały nam wtedy, a i teraz nie mam do nich żadnego stosunku. Co innego nam przeszkadzało. Przeszkadzało nam, że nie mamy zabawek, jakie mieli ci szczęśliwcy, którym ojcowie przywozili z zagranicznych kontraktów, że nie mamy piórników z bohaterami Gwiezdnych wojen, że Han Solo i Chewbacca nie zdobią naszych długopisów, koszulek, plecaków. 
Dlatego widzę w tym zemstę mojego także pokolenia – być może wymierzana ręką pokoleń późniejszych, ale jakże mnie to cieszy. Największym ciosem dla późnych lat osiemdziesiątych jest ta zemsta kolorowych figurek, które okazały się trwalsze niż ten opresyjny, obrzydliwy system, który nam reglamentował gadżety. Jeżeli ktoś pokonał generałów i sekretarzy, to byli właśnie oni: Han, Chewie, Obi-Wan, Luke Skywalker i Lea. Czy powinni mieć własne ulice? Jeżeli ja miałbym o tym decydować, nie wahałbym się ani chwili.

Michał Tabaczyński

Michał Tabaczyński

Redaktor naczelny BIK.

Polonista, dziennikarz, slawista, autor kilku książek (Parada równości, Koniec zabawy w pokolenie) i współautor kilku innych (Tekstylia bis, Kultura niezależna w Polsce 1989-2009).

Kino Orzeł - logo200p