na dwoje: kino (2): Suspens życia codziennego

Klient (Forushande) 
reż. Asghar Farhadi, Francja/Iran 2016

Pewnie najsłynniejszym cytatem z mistrza Hitchcocka jest ten, że film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, by potem napięcie już tylko rosło. Ciekawe, że słynna fraza tak trafnie charakteryzuje kino Asghara Farhadiego. Irański reżyser, którego chyba pomału też już można nazywać mistrzem, powrócił z nowym filmem na ubiegłoroczny festiwal w Cannes (nagroda za scenariusz i za rolę męską). Klient, pewnie z uwagi na frekwencyjny wpływ Oscarów, swoją polską premierę miał jednak dopiero pod koniec kwietnia.

Tym razem Farhadi zaczyna niemal dosłownym trzęsieniem ziemi (tu wyrazy szacunku za zrealizowanie prostymi środkami napięcia, którego nie powstydziłby się grubobudżetowy blockbuster). Młode małżeństwo zostaje zmuszone do przeprowadzki po katastrofie budowlanej poprzedniego mieszkania. Próbują oswoić się z nowym miejscem. Ich spokój legnie jednak w gruzach, kiedy kobieta zostanie napadnięta (pod prysznicem – znów Hitchcock!) przez nieznajomego napastnika.

Przypomniało mi się niedawno zdanie, jakim Tadeusz Sobolewski określił film Locke Stevena Knighta. W kontekście filmu z Tomem Hardym napisał o wydobyciu suspensu (iście hitchcockowskie określenie!) z życia codziennego. To sformułowanie pasuje idealnie do kina Farhadiego. Oczywiście mam świadomość pewnej przesady w porównywaniu twórczości Hitchcocka i Farhadiego, które po wierzchu patrząc nie mają ze sobą wiele wspólnego. Jednak na podstawowym etapie obliczeń – wspólnych mianowników jest zadziwiająco sporo. Obaj tworzą thrillery psychologiczne, jednak podczas gdy pierwszy stawia bardziej na thriller, dla drugiego ważniejsza jest psychologia postaci, gatunkowo bliższa dramatowi. Nie zmienia to faktu, że już od lat konsekwentnie Irańczyk jest jedynym w swoim rodzaju twórcą gatunku, który można by nazwać społecznym kryminałem. Historie rozgrywają się na wyraźnym społecznym tle, które nieraz determinuje przebieg zdarzeń. Dramat bohaterów rozgrywa się między stereotypem, nadinterpretacją, niedomówieniem i próbą utrzymania się w przyjętym przez ogół standardzie. W Kliencie Emad początkowo bagatelizuje całe zdarzenie i z czasem jest zmęczony ponurym nastrojem żony. Postanawia rozwikłać zagadkę dopiero po wytykającej uwadze sąsiadki, czując nagle w odnalezieniu sprawcy swoją męską powinność.

Szablon kryminalny jest wyraźny: mamy „zbrodnię”, mamy tajemnicę, jest śledztwo, ofiara, zbrodniarz i detektyw. Nie ma jednak wśród nich czarnych ani białych charakterów, wszyscy są w różnych odcieniach szarości. Czasem bardziej przybrudzeni, czasem mniej. Reżyser szanuje bohaterów pierwszego, drugiego i każdego z dalszych planów. Próbuje ich zrozumieć, wybacza im.

Jest w Kliencie sprawnie zmontowana scena, w której bohater w poszukiwaniu sprawcy wchodzi do piekarni, widzi kilku pracujących tam mężczyzn. Nie wiedząc, jak wyglądał napastnik, zdaje się w każdym dostrzegać potencjalnego wroga. Wizerunek tej osoby, który musiał sobie w głowie nakreślić, konfrontuje teraz z rzeczywistością i jak to zwykle bywa – jest ona zupełnie inna, niż mógł sobie wyobrażać. Pozory mylą, zawodzą i przeszkadzają w dojściu do prawdy. Prawdy, która w filmach Farhadiego jest raczej nieosiągalna. Przypomnijmy sobie Co wiesz o Elly?, Rozstanie czy Przeszłość. Rozwiązania zagadki do końca nie poznajemy bądź go nie ma, jest niepojmowalnie złożone albo wręcz nieistotne, bo nie daje oczekiwanego ukojenia, nie zamyka opowieści.

Chcąc poznać prawdę zdarzeń, przyczyn, skutków, win, przypadków, Farhadi niby mimochodem pokazuje nam prawdę o człowieku. Z pozornie błahych życiowych historii wydobywa dramatyczne, uniwersalne opowieści, rozumiane niezależnie od narodowości, wiary czy przekonań. Nieważne, czy – tak jak w większości swoich dzieł – akcję umiejscawia w kulturowo dość jednak egzotycznym Iranie, czy przenosi się z opowieścią do Francji (Przeszłość; notabene jego kolejny film powstanie w Hiszpanii), relacje między bohaterami, ich psychologiczne portrety, słabości, próba działania w sytuacjach wyjątkowych składają się na bijącą z ekranu złożoną prawdę o człowieku. A tak mi się wydaje – „prawda”, czy to w realistycznym kinie Farhadiego, w abstrakcji, czy w kostiumie science fiction, jest najważniejszym kryterium, cechą i celem dzieła sztuki.
Na zakończenie szczególnie niefortunna oscarowa afera wokół filmu. Irański reżyser nie mógł w tym roku osobiście odebrać statuetki za najlepszy film nieanglojęzyczny z uwagi na dekret prezydenta Trumpa zakazujący wjazdu do USA obywatelom wybranych krajów muzułmańskich, w tym Iranu. Chyba bardziej niż kiedykolwiek potrzeba światu jego filmów.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Czerwiec 2017 na dwoje: kino (2): Suspens życia codziennego