na dwoje: kino (2) Na otuchę – Omar Sy

Jutro będziemy szczęśliwi (Demain tout commence) 
reż. Hugo Gélin, Francja / Wlk. Brytania 2016

Najnowszy film młodego (rocznik 1980) reżysera Hugona Gélin’a obliczony został chyba na kasowy sukces, jaki zagwarantować mu miały: obecność na ekranie znanego z hitowych Nietykalnych Omara Sy, rozczulający, by nie rzec: żerujący na emocjach scenariusz, spektakularne zdjęcia i dynamiczny, „teledyskowy” montaż. Zresztą, już sama rysunkowa czołówka z akompaniamentem Jamesa Browna zwiastować musi przecież – niemal dwugodzinną – rozrywkę, niemającą raczej niczego wspólnego z kinem artystycznym. Co w rezultacie otrzymujemy? Czy – oraz komu – film ów ma szansę się spodobać?

Wspomnijmy, że Jutro będziemy szczęśliwi to remake stosunkowo świeżego (2013) obrazu pt. Instrukcji nie załączono Eugenio Derbeza – stanowi więc transpozycję tej meksykańskiej historii na filmowy język europejski. A właściwie na dwa języki: francuski i angielski, bo akcja Jutro będziemy szczęśliwi toczy się w dwu miejscach: początkowo na malowniczym Lazurowym Wybrzeżu, następnie w Londynie. Skąd ten zagraniczny transfer bohaterów? Oto bowiem protagonistę Samuela (w tej roli wspomniany Omar Sy) pewnego ranka – ranka niechybnie następującego po upojnej nocy spędzonej w towarzystwie dwóch dam – odwiedza londynka Kristin (kreowana przez aktorkę o ciekawej urodzie, Clémence Poésy, której jednak zdolności aktorskie są już o wiele mniej zajmujące), oświadcza mu, że jest ojcem jej dziecka, poczętego w podobnie przygodnych okolicznościach, po czym… córkę ową, zawiniętą w bety, porzuca w jego ramionach i ucieka taksówką w siną dal. Samuel, zszokowany i bojący się jak ognia wszelkiej odpowiedzialności, rzuca się w szaleńczą pogoń za tajemniczą blondynką, w efekcie czego… ląduje z dzieckiem w Londynie (i to literalnie, bo podróż swą odbywa samolotem). W wyniku zbiegu kilku niewesołych okoliczności zmuszony jest pozostać z córką Glorią w stolicy Wielkiej Brytanii na dłużej, w czym ni stąd, ni zowąd pomaga mu przypadkowo spotkany rubaszny gej Bernie.

Tak… niestety, cała opowiedziana przez Gélin’a historia jest tak nieprawdopodobna, że aż wywoływać może uśmieszek politowania. Na szczęście, w pewien sposób odczucia te rekompensuje widzowi debiutująca na ekranie przebojowa Gloria Colston – w roli podrośniętej już nieco córki Samuela. No i w ogóle – nie można temu zaprzeczyć – film jest skrojony dość zgrabnie i efektownie (dzięki czemu nie odczuwamy zbyt dotkliwie bezpowrotnie straconego czasu), tylko zupełnie nie wiem, po co. Bo po co było powtarzać historię już raz opowiedzianą przez Derbeza, i to całkiem niedawno? Chociaż w zasadzie na pytanie to odpowiedziałam już na wstępie: dla kasy – bo raczej nie podejrzewałabym Gélin’a o ambicje na miarę Gusa Van Santa powtarzającego po artystowsku Hitchcockowskie Psycho czy też na miarę Michaela Hanekego przerabiającego swoje własne Funny Games na Funny Games U.S. Niemniej jednak pewna jestem, że film Jutro będziemy szczęśliwi znajdzie w Polsce swoje wierne grono odbiorców. Złaknieni dziś wszak jesteśmy jak kania dżdżu filmów „ku pokrzepieniu serc”.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start