dziennik podróży w miejscu (6): Co się stało z naszą klaką?

Michał Tabaczyński Michał Tabaczyński Fot. Dariusz Gackowski

1.

Owszem, jak pisał poeta, „obwiniano mnie o wszystko z wyjątkiem pogody”, a teraz jeszcze polityk obwinia mnie o przynależność do klaki popierającej program i przedstawienia Teatru Polskiego w Bydgoszczy. Czy Państwa wyobraźnię to też pobudza? Widzicie te tajne spotkania w podziemiach miejskiego teatru, tam, gdzie kiedyś był bufet (kto był, ten wie, kto widział, ten czuje atmosferę katakumb), kiedy spotykamy się, żeby stanąć w kręgu i chwyciwszy się za ręce wymamrotać słowa przysięgi na wierność linii programowej? Należymy do klaki? Może tak być, trudno mi bronić się przed tak pryncypialnym zdaniem polityka. Doradca wojewody do spraw kultury musi wiedzieć, co mówi, inaczej przecież nie byłby doradcą.

Politycy dają swój silny i kategoryczny głos, więc trudno się z nimi nie zgadzać. W końcu należą do grupy zawodowej, która cieszy się największym zaufaniem społecznym. Czy może coś pomyliłem? Nieważne. Ważne, że znów mamy szansę słyszeć ten jasny i czysty ton moralnego napomnienia – rzecz bezcenna w naszych rozchwianych czasach. Bo Jarosław Jakubowski nie jest jedyny, rzecz oczywista. Polityczka rządzącej partii i jednocześnie radna miejska, która już wcześniej zasmakowała w krytyce teatralnej (w gatunku, który najbardziej podziwiam – doniesieniu do prokuratury), tym razem się powstrzyma. Tak powiedziała. Ależ zupełnie niepotrzebnie, twierdzę. Nie od dziś wiadomo, że potrzeba ekspresji, która nie znajduje ujścia, wywołuje frustrację, a nic gorszego niż sfrustrowany krytyk. Słyszałem panią radną i – jako trochę bardziej doświadczony kolega po piórze (choć nie w gatunku przez nią preferowanym) – chciałbym ją ostrzec. Otóż polityczka stwierdziła, że odstępuje od krytyki bieżącego przedstawienia, bo czeka na efekty poprzedniej recenzji. Znam świat krytyki kulturalnej i znam skalę jego upadku, stąd wiem, że są to najczęściej nadzieje zupełnie płonne. Owszem, wszyscy liczymy, że nasze krytyczne wysiłki przyniosą jakieś wymierne efekty, bo to jedyna może racja naszych starań, ale niezwykle rzadko – prawie nigdy! – przynoszą one upragnione rezultaty. Świat kultury jest niewdzięczny i w upadku, taka smutna prawda.

Ale nie zniechęcam, przeciwnie: nasza kultura potrzebuje nowej siły krytycznej, nowego krytycznego zwrotu, nowych zaangażowanych krytyków o sporym autorytecie społecznym i nowych narzędziach retorycznych i krytycznych. Żartuję? Jak zwykle. Ale chyba nie do końca. Nie? Nie.

2.

Może Państwo zauważyli, że mamy już dwoje, a to prawie nielegalne zgromadzenie. Jeszcze kilku dołączy, a będzie rewolucja albo kontrrewolucja, jak kto woli. Nie znajdą się kolejni? Już się znaleźli. Tylu ich (szczególnie po tzw. liście 77), że tworzą klakę własną, wielką, tak wielką, że w podziemiach teatru – kto był, ten wie – na pewno by się nie pomieściła. Ujawnienie się drugiej klaki to nic złego, przeciwnie: wbrew pogłoskom twierdzę, że walka klak jest o wiele ciekawsza niż walka klas. Przynajmniej w kulturze.

Kto należy do tej drugiej klaki? Wspomniani już politycy (doradca wojewody, pani radna), znany niedoszły kandydat na wojewodę o ambicjach literackich i dziennikarskich, znany w Polsce prałat (z potencjałem na europejską karierę medialną) i 77 osób, które do teatru nie chodzą (niektórzy nawet od lat nie mieszkają w kraju).

Ale wspomniałem prałata, a to temat ciekawy, był on bowiem bohaterem (trzeba przyznać, pomniejszym, ale za to wyrazistym) ostatniego spektaklu, więc też się postanowił wypowiedzieć. Osobliwa sytuacja, kiedy bohater sztuki schodzi ze sceny, żeby potwierdzać to, co na scenie z ust grającego go aktora (akurat aktorki) padło. Zresztą, piszę „prałat”, ale przecież nie mogę udawać, że nie pamiętam poczynionej przez wielebnego księdza autocharakterystyki: „niereformowalny, niepoprawny politycznie polski faszysta, tradycjonalista, konserwatywny monarchista, ciemnogrodzianin, nietolerancyjny katol, wszystkofob, dziwok i oszołom” – oszołomiony nadmiarem przenikliwości i odwagi księdza nie podejmuję się nawet weryfikacji tej wielopiętrowej konstrukcji, przepisuję jak leci.

3.

Mogą Państwo pomyśleć: ach, Kneblewski, znany na cały kraj (z potencjałem na karierę europejską) żartowniś, facecjonista, nie warto się przywiązywać do tego, co pisze i mówi. Proszę mnie nie ranić. Ja jestem fanem. No, przynajmniej byłem (bo mi się przejadło). Mówicie Państwo, że kto przestaje być fanem, ten nigdy nim nie był? Stawiacie mnie w trudnym, doprawdy, położeniu.

Nie, nie jest nasz bohater facecjonistą, jest – mówię jako były fan (także fan aliteracji) – oryginalnym obsesjonatem. Jeśli ktoś twierdzi, że tym postawom jest do siebie blisko, że czasem nakładają się na siebie, że często trudno je od siebie odróżnić, może mieć rację. Widziałem jeden czy dwa stand-upy w życiu (kto pamięta, ten pamięta, że dałem tu sprawozdanie z występu Antoniego Libery) i wiem, że obsesje są motorem facecyjnego występu. Na przykład obsesje fizjologiczne śmieszą specyficzną publiczność niezawodnie. Ma i nasz prałat swoje jazdy. I wcale nie mam na myśli tych nacjonalistyczno-imperialnych, te mnie nigdy nie kręciły. Inna obsesja włada jego vis comica. Jaka mianowicie? Batożenie!

Auć! Jest i wysublimowanie, i śmiesznie. Artyści mogliby się uczyć. Batożenie ma być śmieszne? A co, może nie? Kto czytał Kafkę (niech Wielki i Groźny Bóg Literatury wybaczy mi umieszczanie tych dwu nazwisk w jednym paragrafie, nie mają bowiem ze sobą nic wspólnego poza pierwszą literą nazwiska i tym batożeniem), ten wie. Tak, nasz sławny na całą Polskę prałat (z szansą na karierę europejską) co i rusz obwieszcza, że tego, tę i tamtą należałoby wybatożyć. W ramach kary czy rozrywki, tego nie dociekam. Na razie nie batoży. Czy ja już wspominałem, do czego prowadzą niespełnione zachcianki?

4.

Zacząłem od pewnego wielkiego poety (bo Bóg Literatury może się okazać po starotestamentowemu bezwzględny, tym bardziej że poeta z wybranego plemienia pochodził), więc i na nim skończę. Mawiał on mianowicie, że polityków warto odpytywać z przeczytanych książek, a nie z programów wyborczych. To bardzo pięknie, kiedy władza ma kulturalne aspiracje. Nie jest jednak tak, że światli politycy nie mogą być jeszcze bardziej światli. Jako społeczeństwo nie powinniśmy ustawać w dopingowaniu polityków do jeszcze większego wysiłku.

Ufam, że polityk u progu swojej politycznej kariery – a jest Jarosław Jakubowski debiutantem, choć późnym – przyjmie z wdzięcznością tych kilka rad, podpowiedzi i zachęt do samorozwoju.

Po pierwsze – przyzwoitość recenzencka nakazuje powstrzymać się przed ocenianiem spektaklu przed jego premierą. Owszem, w polityce takie wybryki uchodzą, wiem, ale w kulturze staramy się tego unikać. Po co włączać do podsumowań działalności teatru spektakl przed jego premierą? Po to tylko, żeby bronić facecji księdza Kneblewskiego i biczować teatr? Praktyka to nienowa, idzie Jakubowski w ślady swojego starszego kolegi: Derdowski najucieszniej pisał recenzje spektakli przed ich premierą.

Po drugie – wypominanie tego, że aktorzy w sztuce Samuel Zborowski rzucali kamykami w podobiznę Jezusa, jest może politycznie zrozumiałe, ale w kulturze wstydliwe. Historia polskich romantycznych bojów z Bogiem zasługuje na większą przenikliwość recenzenta. Nie czytał Jakubowski Jarosława Marka Rymkiewicza? Za dużo czasu poświęca na lekturę „Krytyki Politycznej”? Lektura ta prowadzi na manowce i radzę jej szybko zaprzestać.

Po trzecie – ofensywę na polu kultury radzę wysubtelnić. Nie warto zbyt nachalnie szafować swoimi zatrudnieniami pozapolitycznymi (dramaturg, poeta, nagradzany, znany), nie trzeba zbyt płaczliwie skarżyć się, że bydgoski teatr nie jest zainteresowany naszymi sztukami (piszę „naszymi”, myślę: Jakubowskiego, ja sztuk nie pisuję). Jeszcze ktoś złośliwy gotów pomyśleć, że chwalimy teatr Łysaka, bo Jakubowskiego wystawił, a Wodzińskiego ganimy, bo wystawiać nie chciał. Tu trzeba większej subtelności, tu potrzeba finezji.

Bez finezji – co nam zostanie? Batożenie tylko? Nawet nie tyle? Samo pisanie o batożeniu? Oby nie.

Działy:
Michał Tabaczyński

Michał Tabaczyński

Redaktor naczelny BIK.

Polonista, dziennikarz, slawista, autor kilku książek (Parada równości, Koniec zabawy w pokolenie) i współautor kilku innych (Tekstylia bis, Kultura niezależna w Polsce 1989-2009).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Kwiecień 2017 dziennik podróży w miejscu (6): Co się stało z naszą klaką?