Rozmowa po latach

Czas mija. Banał, fakt. Czasem się czegoś uczymy, czasem nie. Jakie to ma znaczenie dla naszych działań?
Zapytałam o to przy ponownym spotkaniu młodych, ale już doświadczonych filmowców, po kilku latach od pierwszego pokazu ich Kandydatów Śmierci.


Z Rafałem Waraczewskim, Stasiem Cuskem i Adrianem Weberem rozmawia Monika Grabarek.

Po tylu wspólnych latach robienie kolejnych Kandydatów Śmierci to jeszcze fantastyczna zabawa i sposób na fajne spędzenie wakacji z ekipą przyjaciół, czy już może zupełnie poważne podejście do realizacji filmowej?
RW: Po latach robienia kolejnych Kandydatów cały czas sądzę, że jest to świetny sposób na spędzenie wakacji i pretekst, byśmy mogli się spotkać na dłuższy czas i stworzyć kolejny film. Z racji tego, że wraz ze Stasiem Cuskem i jego ojcem zajmujemy się filmem na co dzień, przykładamy do tego większą wagę, jednak cały czas jest to mniej poważne niźli na naszych planach poza projektem Kandydaci Śmierci. Wynika to głównie z niewielkiego przygotowania przed samym planem; w rzeczywistości jest praktycznie niemożliwe, by ekipa filmowa z aktorami, sprzętem, rekwizytami i terminami jechała bez pomysłu na scenariusz, tak jak my to robimy w tym projekcie.
SC: Mam nadzieję, że nadal to pierwsze. Przynajmniej dotychczas tak było. To właściwie jest dla mnie – i chyba dla nas – najważniejsze. Możliwość spędzenia wakacji z najlepszymi przyjaciółmi, w czasie gdy wszyscy studiujemy w innych miastach i brakuje nam czasu na zwykłe weekendowe spotkanie, jest niezwykle ważna. Oczywiście obok tego staramy się zawsze zrobić dobry film, stworzyć coś nowego, wskoczyć na kolejny, wyższy poziom. Staramy się nie stać w miejscu i cały czas walczymy o to, żeby zrobić lepszy film.
AW: Z roku na rok dużo się zmienia. W pierwszej części jedyną formą oświetlania planu filmowego były latarka i telefon komórkowy. Teraz korzystamy z lamp, mikrofonów i dużo lepszej kamery niż kilka lat temu. Pod tym względem podejście do realizacji filmu się zmienia, ale myślę, że dla nas wszystkich nadal jest to przede wszystkim zabawa i wspaniały sposób na spędzenie wakacji. Wyjazd na plan Kandydatów to chwila, by oderwać się od wszystkich innych obowiązków i zadań. Spędzamy czas paląc ogniska, kąpiąc się w lodowatych strumykach i rozmawiając, na co – jak się okazuje – ludziom coraz bardziej brakuje czasu. 
Mój odbiór „zabawy w kino” jest zupełnie inny niż Rafała i Stasia, ponieważ oni z filmem wiążą swoją przyszłość. Dla mnie jest to ciekawe doświadczenie. Przebywanie na planie filmu kina amatorskiego trudno jest z czymkolwiek porównać. Przygody, wyzwania i problemy, z którymi można się tam spotkać, bardzo ukształtowały moją osobę. Jestem wdzięczny Stasiowi i Rafałowi, jak i panu Maciejowi Cuskemu za to, że porwali mnie do swojego świata i że od lat mają siłę znosić moje marudzenie na planie.

Co waszym zdaniem jest najcenniejsze, czego nauczyliście się podczas realizacji wszystkich części Kandydatów?
RW: Trudno mi wszystko wymienić, bo jest tego naprawdę sporo, ale w głównej mierze nauczyłem się, że przyjaźń jest bardzo istotna w życiu człowieka i trzeba ją pielęgnować właśnie takimi kreatywnymi podróżami.
SC: Przede wszystkim nauczyłem się współpracy w grupie filmowej, nauczyłem się być w różnych funkcjach – jako reżyser, operator, scenograf, aktor. To na pewno duże doświadczenie, które teraz staram się wykorzystywać.
AW: Najcenniejsze są wspomnienia i chwile spędzone z przyjaciółmi, do których zawsze będzie można wrócić myślami. Nigdy nie zapomnę, jak po powrocie z pierwszej części pojechałem do mojego kochanego dziadka, aby – jak to mieliśmy w zwyczaju – obejrzeć wspólnie film. Po spędzeniu kilkunastu dni na planie i zrozumieniu, jak wiele trudu trzeba włożyć w powstanie filmu, zupełnie inaczej patrzyłem na obraz wyświetlany na ekranie. Podczas realizacji wszystkich części nauczyłem się doceniać piękno i wartości w małych rzeczach, na które wcześniej nie zwracałem uwagi. No i nauczyłem się też chodzić boso – panie Maćku, dziękuję!

Jaki wpływ na wasze relacje, przyjaźń mają doświadczenia z planu filmowego? Czujecie między sobą ducha rywalizacji, czy jednak stanowicie całość zgranej ekipy, która tylko razem może realizować Kandydatów Śmierci?
RW: Stanowimy zgrany zespół, gdyż od pierwszej części Kandydatów mniej więcej wyznaczyliśmy zadania, jakie będziemy wykonywali podczas produkcji. Czasem granice te się zacierają, ale raczej poprawiają jakość filmów.
SC: Nie ma między nami rywalizacji, na planie mamy inne role, pomagamy sobie, często się kłócimy, ale zawsze o dobro filmu, nie dlatego, że któryś z nas chce być ponad drugim. Wydaje mi się, że po tych wszystkich latach jesteśmy naprawdę zgrani, mamy podobne wizje, podobnie czujemy film. Doświadczenia filmowe i wszystkie przygody tylko tę przyjaźń pogłębiają. Zawsze trudne sytuację mają na przyjaźń pozytywny wpływ, tak mi się wydaje. A duch rywalizacji jakiś może jest, ale na pewno poza planem. Ale nigdy nie zauważyłem w tym negatywnych uczuć.
AW: Plan filmowy to miejsce, gdzie przyjaźń kilka razy dziennie przechodzi testy. Te małe i te duże. Trudno o dzień bez kłótni, szczególnie kiedy każdy ma inne zdanie i pomysł. Powiedziałbym, że po każdym kolejnym planie przyjaźń się wzmacnia, ale wydaje mi się, że prawdziwa przyjaźń albo po prostu jest, albo jej nie ma. W naszej małej ekipie raczej nie ma rywalizacji, każdy ma swoje zadania. Natomiast bardzo często zdarzają się sprzeczki, jak daną scenę nagrać albo która wersja dialogu jest lepsza, ale te sprzeczki to też część procesu powstania filmu. Cała ekipa wzajemnie dodaje sobie energii do działania i chyba tylko dlatego co roku udaje się zrealizować kolejną część.

A jaki wpływ na wybory dotyczące przyszłości ma dla was doświadczenie zdobyte właśnie przy tej serii filmów?
RW: Decyzje życiowe, tzn. bycia reżyserem, podjąłem już przed pierwszym planem serii, a sam projekt dał mi dodatkowe morale i umiejętności praktyczne do tego, by móc wykonywać ten fach.
SC: Postanowiłem pójść do szkoły filmowej, udało mi się dostać i teraz studiuję sztukę operatorską na WRiTV w Katowicach. To było moje marzenie od wielu lat.
AW: Trudno jest mówić o przyszłości. Gdyby obejrzeć wszystkie części jedna po drugiej, to widać, jakimi dziećmi byliśmy, kiedy zaczynaliśmy przygodę z Kandydatami. Przez te wszystkie lata planowałem zostać adwokatem, aktorem, gospodarzem przestrzennym itd. Dlatego przestałem planować przyszłość i staram się skupić na tym, co jest dla mnie ważne teraz. A co do przyszłości, to liczę, że bez względu na sprawy zawodowe, później rodzinne i napływ nowych obowiązków, zawsze znajdziemy tydzień, by znów stać się Kandydatami Śmierci.

Działy:
Monika Grabarek

Monika Grabarek

Pedagog, dziennikarka radiowa (Radio Kultura).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Kwiecień 2017 Rozmowa po latach