literacki flâneur (9): Ja, Prügelknabe

Emilia Walczak Emilia Walczak

Stosunkowo niedawno w emcekowym kinie Orzeł mogliśmy oglądać znakomity film zatytułowany Ja, Olga Hepnarová w reżyserii Petra Kazdy i Tomáša Weinreba, z ekwilibrystycznym wręcz popisem aktorskim Michaliny Olszańskiej w roli tytułowej masowej zabójczyni (chapeau bas!). Przypomnijmy: 10 lipca 1973 roku Hepnarová, wynajętą ciężarówką marki Praga RN o numerach rejestracyjnych AD 19-95, celowo wjechała w grupę ludzi stojących na przystanku przy placu Strossmayera w stolicy ówczesnej Czechosłowacji, w wyniku czego zginęło osiem osób, a dwanaście kolejnych poniosło lekkie bądź też bardziej poważne obrażenia. Autor reportażu pod tym samym, co film, tytułem, Roman Cílek – reportażu, który ukazał się w Czechach w 2010, a u nas dopiero rok temu (nakładem wrocławskiego Wydawnictwa Afera) – sugeruje, że ofiar śmiertelnych tego niefartownego zajścia było nie osiem, lecz dziewięć: dziewiątą była bowiem, według Cílka, skazana na śmierć przez powieszenie w więzieniu na praskim Pankrácu niespełna 24-letnia Olga Hepnarová.

Roman Cílek, jeden z najbardziej wytrawnych czeskich twórców literatury non-fiction, fokalizujący się głównie na zagadnieniu zbrodni i odpowiedzialności za nią, jako zdecydowany – co sam w swej książce wyraźnie podkreśla – przeciwnik niehumanitarnej kary śmierci, uznał więc Hepnarovą w pewnym sensie za kozła ofiarnego komunistycznego wymiaru sprawiedliwości. Sama Hepnarová natomiast wielokrotnie mówiła o sobie samej jako o „chłopcu do bicia”, posługując się jednak przy tym niemieckim słowem Prügelknabe (czym przysporzyła niemało problemów m.in. stenotypistce protokołującej przebieg rozprawy sądowej, która to kobieta obsługująca maszynę stenograficzną nie wiedziała ani, co to jest Prügelknabe, ani, tym bardziej już, jak to się pisze).

Co ciekawe, cały zastęp psychiatrów, psychologów i seksuologów (no bo oskarżona była w pewien sposób niedopasowana do ogółu…) badających Hepnarovą po dokonaniu przez nią zbrodniczego czynu nie dopatrzył się u niej żadnych oznak choroby psychicznej. Owszem, była jednostką aspołeczną, wycofaną z życia i miała niewątpliwe skłonności mizantropijne, ale nie była chora w klinicznym znaczeniu tego słowa. Co prawda, jako młoda, 13-14-letnia dziewczynka przebywała dwa razy w Szpitalu Psychiatrycznym dla Dzieci w Opařanach koło Tábora, ale tylko dlatego, że sprawiała swojej rodzinie liczne problemy wychowawcze. A więc psychiatryk zamiast poprawczaka… Marna to alternatywa, zwłaszcza że w Opařanach zostanie Hepnarová dotkliwie, do pierwszej krwi, pobita („chłopiec do bicia”, Prügelknabe!) przez grupę Cyganek, co zapamięta sobie na całe życie jako jedną z głównych zniewag swojej osoby. I za tego typu serię występków przeciwko samej sobie zemści się później brutalnie na całym czechosłowackim społeczeństwie… A może i na ludzkości w ogóle.

Losy Hepnarovej i ich tragiczny finał, przedstawione (w miarę wiernie) zarówno w filmie Kazdy i Weinreba, jak i (z reporterską precyzją) w książce Cílka, są do bólu poruszające. Oczywiście, całe cierpienie (anty)bohaterki, które tak podczas seansu, jak i lektury współodczuwamy, nie może w żaden tłumaczyć jej potwornego czynu. Niemniej jednak myślę, kiedy za oknem wciąż jest luty (choć Państwo przeczytają ten felieton już w miesiącu zapewne znacznie pogodniejszym – bo w kwietniu), jest ciemno i zimno i ludzie chodzą jak struci, odmieniając słowo depresja przez wszelkie możliwe przypadki, że może warto czasem rozejrzeć się wokół, czy przypadkiem gdzieś obok nas ktoś nie jest traktowany lub też po prostu – nie czuje się jak ten Prügelknabe. Może warto by wyciągnąć doń pomocną dłoń? (Hepnarová tuż przed dokonaniem swej potwornej zemsty na ludzkości też podobno szukała jakiejkolwiek pomocy, a pewien psychiatra-służbista, do którego wraz ze swoim jedynym przyjacielem Miroslavem Davidem się udała, nie przyjął jej, gdyż… nie należała do jego rejonu, a poza tym „on kończy już dyżur, do widzenia pani” – sic!).

Ja nie twierdzę, że są pośród nas jacyś potencjalni masowi mordercy, choć być może są, bo czasy mamy teraz takie ciekawe, że ludzie coraz bardziej się radykalizują, i to w obydwie strony: tak w prawo, jak i w lewo. Chodzi mi o to, że, jak każda zdrowa osoba, mam w sobie zarówno obfite pokłady empatii, jak i zwyczajnego człowieczego smutku i tym samym nietrudno mi było zrozumieć, jak czuła się nieakceptowana przez społeczeństwo Hepnarová. „Ja również jestem Prügelknabe. I teraz chcę poprosić was, byście nie hodowali ludzi tego rodzaju, bo jeśli nie będziecie ich hodować, nie będą myśleć tak jak ja i nie zrobią tego, co ja zrobiłam”, mówiła oskarżona podczas procesu. Chora czy też nie – nie wolno było jej wówczas nie pomóc. Bo nie wolno nie pomagać, po prostu.

Więcej z tym numerze: Rozmowa po latach »

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Kwiecień 2017 literacki flâneur (9): Ja, Prügelknabe