dziennik podróży w miejscu (4): Egzaltacja recenzencka a nuda polityki. Zarys problemu

Michał Tabaczyński Michał Tabaczyński Fot. Dariusz Gackowski

Musi być władza słabym narkotykiem albo muszą do polityki garnąć się ludzie, których głody nie dają się łatwo zaspokoić, możliwe, że nie dają się zaspokoić wcale – niezależnie od mocy stosowanych środków. Dlaczego stawiam taką radykalną tezę, która zdaje się przeczyć powszechnej opinii i zdrowemu rozsądkowi? Dlatego, że widzę to, co widzę. A co takiego widzę? Nieustanny impuls polityków do samorealizacji na innych polach aktywności. Jednym z tych pól – co usprawiedliwia moje zainteresowanie tym tematem w tym miejscu – jest kultura. A już szczególnie: krytyka literatury, sztuk wizualnych czy choćby teatru.

Nie zamierzam ukrywać, że nie wiem, jak długa i bogata to tradycja. Bardzo długa i bardzo bogata. Od, powiedzmy, bazyleusa Aten (to taki religijny prokurator), który osobliwie skrytykował Sokratesa, i cesarza Augusta, który postanowił wypowiedzieć się w sprawie twórczości Owidiusza, aż po bliższych nam: towarzysza Wiesława podczas plenum KC walącego w mównicę egzemplarzem Dnia oszusta Ireneusza Iredyńskiego czy krytycznoliteracki gest ajatollaha Chomeiniego skierowany pod adresem autora Szatańskich wersetów. Politycy dysponują ekscentrycznym słownikiem literackiej krytyki – choćby te powyższe gesty recenzenckie oznaczały po kolei: śmierć, wygnanie na kraj ówczesnego świata, więzienie (po sfingowanym procesie oskarżającym pisarza o rzekomy gwałt) i słynną fatwę; ekscentryczność ekscentrycznością, ale trudno odmówić politykom skuteczności i fantazji w realizacji swoich krytycznych kaprysów.

Widać wyraźnie, że ten kaprys nie omija też polityków lokalnych. Ostatnie kilka miesięcy musiało wynudzić działaczy różnych szczebli, bo i oni zabrali się za krytykę – akurat teatralną: marszałek województwa, wojewoda, posłowie, radni miejscy, wszyscy oni recenzowali przedstawienie teatralne Festiwalu Prapremier, używając szczególnego gatunku literackiego, jakim jest doniesienie do prokuratury. Choć niektórzy rozszerzyli repertuar o wywiady, list otwarty i zapowiedź cofnięcia dotacji, co jest twórczym wkładem w istniejąca tradycję. Zastanawiam się, czy fakt, że tylko jedna z tych ośmiu osób widziała spektakl, nie przeczy rozpoznaniu owych doniesień jako dzieł krytyki teatralnej. Dwa argumenty każą jednak widzieć w tym gest krytyczny: tradycja (niewielu polityków na przestrzeni wieków czytało to, co krytykowało) oraz wielość zgłoszeń (gdyby chodziło o zgłoszenie podejrzenia popełnienia przestępstwa, wystarczyłoby jedno tylko zawiadomienie; a tak dwaj posłowie – spóźnieni chyba o cały dzień względem innych zgłaszających – chcieli, jak wierzę, dodać swój głos do krytycznej dyskusji, bo po sześciu zgłoszeniach trudno przypuszczać, by mieli prawo się bać, że rzecz zostanie przeoczona przez tzw. organa).

Do polityków, którym działalność polityczna i jej narzędzia nie wystarczają, dołączył ostatnio również Jarosław Jakubowski – pełnomocnik wojewody kujawsko-pomorskiego ds. kultury, dziedzictwa narodowego i polityki historycznej. Chociaż nie wiem, czy go przypadkiem nie krzywdzę: wykazał się już bowiem wcześniej jako krytyk sztuk wizualnych (dokładniej: fotografii portretowej), gdy wypowiadał się na temat usunięcia portretów z galerii wojewodów, a i w geście swojego zwierzchnika wymierzonym we wspomniany wyżej spektakl też musiał mieć swój udział.

Więc można powiedzieć: nie tyle dołączył, co zmienił formę – napisał mianowicie szkic krytyczny, recenzję teatralną i ją opublikował. Po tym szkicu dawnych zatrudnień pełnomocnika (a był wcześniej dziennikarzem i pisarzem) raczej nie widać, a przynajmniej widać je słabo – ta recenzja akurat operuje czysto politycznym instrumentarium retorycznym. Czytamy tam, że aktorzy na scenie to „indywidua”, jeden z muzyków okazuje „lekceważenie Kościołowi jako takiemu”, sama Komuna „otworzyła drogę do sekularyzacji społeczeństwa francuskiego, co w rezultacie doprowadziło do ekspansji islamu” (to pyszna logika, wystrzałowa wręcz!), a wreszcie teatr bydgoski buduje „pozycję przyczółku lewicy obyczajowej” i sceny dla „radykalnie lewicowej publiczności”.

Coś to Państwu przypomina? No, niby recenzja, a jednak przemowa na partyjnym konwentyklu. Można się zacząć zastanawiać, czy za tą recenzją nie pójdzie kolejne zgłoszenie do prokuratury. Jeśli bowiem pełnomocnik tak doradza wojewodzie, jak pisze (pisze jako pełnomocnik? doradza jako recenzent? nie mylą mu się te role?), to widzę tu potencjał dla kolejnych odsłon twórczości krytycznej. A znudzonych polityką polityków nie powinno zabraknąć.

Działy:
Michał Tabaczyński

Michał Tabaczyński

Redaktor naczelny BIK.

Polonista, dziennikarz, slawista, autor kilku książek (Parada równości, Koniec zabawy w pokolenie) i współautor kilku innych (Tekstylia bis, Kultura niezależna w Polsce 1989-2009).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Luty 2017 dziennik podróży w miejscu (4): Egzaltacja recenzencka a nuda polityki. Zarys problemu