literacki flâneur (7): Ułanka Bator

Emilia Walczak Emilia Walczak

Okazuje się, że strawestowane pamiętne powiedzonko inżyniera Mamonia z kultowego filmu Rejs o tym, że najbardziej podobają się nam melodie, które już raz słyszeliśmy, nie znajduje swojego przełożenia na świat literatury. I nie tylko. Od tygodni co i rusz, chcąc nie chcąc (bardziej chyba jednak nie chcąc), natrafiam w internecie na różnego autoramentu recenzje najnowszej powieści Joanny Bator Rok królika, brutalnie ją miażdżące. Ją – to jest zarówno książkę, jak i samą jej autorkę. Najgorsze są chyba jednak – jak to zwykle w sieci bywa – komentarze internautów. Kim są ci wszyscy ludzie emotikonowymi pięściami próbujący zagnać Joannę Bator z powrotem na Piaskową Górę? Ci wszyscy wygrażający jej wirtualnym palcem, że jeśli nie napisze kolejnej Chmurdalii, to przestaną kupować jej książki? I ci, co to bez mrugnięcia okiem ferują taki oto drakoński wyrok: „Bator skończyła się wraz z Ciemno, prawie noc – kropka”? Uznanymi pisarzami? Rutynowanymi krytykami? A może zwykłymi hejterami, od jakich roi się na forach, którzy to nawet po Rok królika nie sięgnęli, co wcale nie przeszkadza im w zabieraniu głosu w tej publicznej debacie pt. „Co z tą naszą Bator kochaną”?

Oczywiście, chciałoby się im odpowiedzieć z na wpół obrażoną miną: „Się nie podoba, to nie czytać, albo sami napiszcie lepszą książkę!” – a w każdym razie coś równie emocjonalnego... Ale ja tu, na zacnych łamach „BIK-u”, nie jestem od obrażania się, tylko od możliwie grzecznego pisania, co o „tym wszystkim” sądzę. Otóż, jako zagorzała od lat, i dość wnikliwa, jak mi się zdaje, czytelniczka Joanny Bator, sądzę, że najnowszy jej Rok królika jest dokładnie tym, co autorka serwuje nam od lat. Może nie niczym lepszym („stety”? niestety?), ale też na pewno nie niczym gorszym, a – kropka w kropkę i przecinek w przecinek tym samym. Nie dość powiedzieć, że akcja powieści wciąż dzieje się – jak w przypadku wspomnianych Piaskowej Góry, Chmurdalii i Ciemno, prawie noc – na Dolnym Śląsku: tym razem w prowincjonalnych, by nie rzec zapyziałych Ząbkowicach Śląskich (niem. Frankenstein – sic!). Autorka wciąż porusza się też – jak w przypadku świetnie wypracowanego schematu Ciemno, prawie noc – w konwencji quasi-kryminału. Treść Roku królika jest z kolei jakby przedłużeniem wątku znikania uwiecznionego wcześniej w Wyspie Łzie – swoistym prequelu do najnowszej powieści. Dlaczego zatem nie podoba się nam ta melodia, którą już przecież (nie)raz słyszeliśmy? „Oaza zgrozy na pustyni nudy” – napisała na swoim Facebooku Justyna Sobolewska, posiłkując się słowami Charles’a Baudelaire’a z Podróży. „Interesująca literacka porażka” – podsumowała swoją recenzję Kinga Dunin na łamach „Dziennika Opinii”. Mocne słowa, z którymi można, jak widać po komentarzach w internecie, bezrefleksyjnie się zgadzać, ale można też nie. Otóż ja tutaj, drogie panie, wypowiadam posłuszeństwo wobec autorytetu i absolutnie się nie zgadzam. W Roku królika mamy bowiem wszystko to, co w Bator od lat kochamy i za co w 2013 roku w pełni zasłużenie pisarka nagrodzona została statuetką Literackiej „Nike”: wdzięk, styl, charm, szyk… Pomysł, precyzję, klarowność wypowiedzi, niepozbawioną jednak interesujących językowych eksperymentów (czy tylko ja mam wrażenie, że pobrzmiewa w nich Gombrowicz?!). Etc. Także bezbrzeżną autoironię i dystans. A że fabularnie zachowuje się Bator dość nonszalancko; że to wszystko, co się tu wydarza, jest tak nieprawdopodobne, iż ma się wrażenie, że zostało stworzone dla samej li tylko przyjemności opowiadania – bez celu właściwie? No cóż… Powiedziałabym: ułańska fantazja. „Ułanka” Bator to jest taka w świecie polskiej literatury persona, że jej po prostu wolno. Inną sprawą jest to, że gdyby Rok królika został podstępnie wydany pod jakimś nieznanym literackim nom de guerre, krytyka – jestem o tym święcie przekonana – wprost piałaby z zachwytu nad tym, że oto na księgarskim rynku pojawił się nowy, wielki talent – geniusz wręcz! Ale nie… to „tylko” Bator… Stara, poczciwa babcia Bator. No, nuda, człowieku. Kiedy ona wreszcie coś „nowego” napisze?…

Tak samo, jak w życiu, tak i w czytelnictwie: trudno jest utrzymać miłość i wierność w stosunku do jednej li tylko osoby, kiedy wokół czai się tyle interesujących „nowości”. To znaczy można, ale zdarza się to wyjątkowo rzadko. Ja Joannie Bator jestem wierna od lat i mam nadzieję, że tak już pozostanie.

Działy:
Więcej z tym numerze: Komuno (Paryska), wróć! »

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Luty 2017 literacki flâneur (7): Ułanka Bator