Nowa energia, nowe życie

Krzysztof Kobus Krzysztof Kobus Fot. Adam Strzałkowski

Z Krzysztofem Kobusem, bydgoskim muzykiem, o jego powrocie do twórczości oraz najnowszej płycie Pluperfect rozmawia Karolina Sałdecka-Kielak.


Po niemal dwudziestu latach nieobecności pojawiasz się ponownie na scenie muzycznej wraz z nową płytą Pluperfect (2016). Co skłoniło Cię do powrotu właśnie teraz?
Powrót był spowodowany zmianą sytuacji życiowej. Prowadzę teraz inne, lepsze życie, które dało mi po latach tzw. kopa do działania. Inspiracją był również mój syn, który w rozmowie któregoś dnia zapytał mnie, czy nagram i wydam jeszcze kiedyś płytę. Chciałem to zrobić dla niego. Tworząc dwadzieścia lat temu, pracowałem „beztrosko” nad muzyką. Później przyszło coś, co potocznie określamy jako prozę życia. Obecnie znów mam komfort tworzenia.

Pluperfect to płyta dynamiczna, a jednocześnie refleksyjna, niesie nową energię, jest zdecydowanie inna niż wcześniejsze – wydana w 1997 roku płyta Time czy bardzo osobista Imo pectore. Jak wyglądał proces powstawania najnowszych utworów? Czy to wyczekiwany owoc wieloletnich przemyśleń, czy raczej spontaniczne wejście do studia z nowymi, świeżymi pomysłami?
Pluperfect oznacza w angielskiej gramatyce czas zaprzeszły (z łacińskiego plus quam perfectum). Utwory z najnowszej płyty są zatem z założenia wieloletnimi przemyśleniami, które czekały na odpowiedni moment. Masz rację, to nowa energia, inna niż we wcześniejszych utworach, ponieważ to symbol mojego nowego życia. Muzyka na płycie jest bardziej dojrzała. W jednej z rozmów o tym albumie spotkałem się nawet z określeniem: „jak dobra whisky”. Z wiekiem dorastam do odważniejszych produkcji studyjnych moich kompozycji. Postęp techniki w realizacji nagrań – a słychać to na płycie – ma dla mnie ogromne znaczenie. Mastering przy współpracy z Jakubem Pacanowskim przyniósł pożądany efekt końcowy w brzmieniu całej płyty.

Tworzysz muzykę elektroniczną, masz za sobą mnóstwo pracy i doświadczeń jako twórca, producent muzyczny, wydawca. W 1993 roku Maurice Jarre, ojciec znanego artysty Jeana-Michela Jarre’a, wyraził w liście aprobatę dla twoich kompozycji. To ogromne poparcie i sukces, jednak wkrótce później, tuż po wydaniu Imo pectore, przestałeś aktywnie działać na rynku muzycznym. Czy ta przerwa była potrzebna, konieczna? Jak z perspektywy czasu postrzegasz swoją nieobecność w muzyce?
Moja nieobecność w muzyce to przede wszystkim czas, kiedy urodził się mój syn, stając się jednocześnie priorytetem, więc nie był to z pewnością stracony czas. W tym czasie bardziej generowałem w głowie kolejne muzyczne pomysły, na które właśnie teraz przyszedł odpowiedni moment.

Muzyka elektroniczna to gatunek niszowy, wydaje się, że zarezerwowany dla koneserów i specjalistów. Czy identyfikujesz się z taką kategoryzacją? Czy czujesz się twórcą samotnym, rzeczywiście oddalonym od głównego nurtu?
Absolutnie nie. To specyficzna muzyka. Wiesz, na czym polega jej wyjątkowość? Wyobraź sobie, że oglądasz film, dokument bądź serial, w którym występują wyłącznie dialogi. Poza tym nie ma nic. Wyobraź sobie film muzycznie „niemy”. Większość osób o tym nie myśli. Nie myśli o tym, że każdej wizualizacji towarzyszy muzyka. To właśnie muzyka elektroniczna. Więc czy to rzeczywiście nisza? Jak myślisz?

Nadal uważam, że pod względem popularności, przynależności do tzw. mainstreamu termin „nisza” nie jest chyba tutaj szczególnym nadużyciem. Czy możemy z kolei powiedzieć, że działalność muzyczna zapewnia obecnie godne życie? Z czym zmagają się współcześni artyści?
To wiesz pewnie najlepiej jako żona muzyka (śmiech). A całkiem poważnie – ja akurat mam ten komfort, że nie muszę żyć z muzyki. Dla mnie to pasja, którą dzielę się z innymi, wydając kolejne płyty. Nie traktuję muzyki jako źródła zarobku, nie muszę tworzyć pod presją, myśląc, że KONIECZNIE muszę wydać kolejny album. Komponuję wtedy, kiedy czuję potrzebę, kiedy mam natchnienie. Nie ogranicza mnie czas, a do tego pracuję we własnym studio.

Czy kiedykolwiek pisałeś teksty do swoich utworów? Jaką rolę odgrywa dla Ciebie tekst w muzyce?
Od zawsze skupiam się bardziej na dźwiękach niż na słowach. Piszę muzykę elektroniczną, instrumentalną, gdzie – moim zdaniem – nie ma już miejsca na tekst. Wyrażam się przez muzykę, nie słowa; taki przekaz jest dla mnie wystarczający.

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.


Krzysztof Kobus (1975) – kompozytor, producent muzyczny, wydawca. Twórca muzyki elektronicznej, instrumentalnej, filmowej. Wydane albumy: Art Trouve (1993), Time (1997), Imo pectore (1998), Pluperfect (2016). W latach 90., przy współpracy ze Sławkiem Łosowskim (Kombi), stworzył pierwszą studyjną płytę. Zawarł kontrakty płytowe z Bird Fox, Digiton i Koch International. Koncertował i współtworzył programy muzyczne w radio z muzyką elektroniczną. Założyciel i właściciel firmy fonograficznej KOBUS MUSIC. Mieszka w Bydgoszczy.


 

Działy:
BIK

BIK

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start