Kultura może wszystko

Marta Filipiak Marta Filipiak

Bydgoska kultura coraz częściej eksperymentuje, poszukując nowych sposobów na realizację swoich pomysłów. O tym, dlaczego chce zaangażować się w ekonomię społeczną, z Martą Filipiak i Jackiem Puzinowskim rozmawia Agnieszka Bulińska ze Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Kobiet „Gineka”.

Łączy was kultura. Nie sposób wymienić wszystkie projekty, w które się angażujecie. Czym zajmujecie się na co dzień?
Marta Filipiak (MF): Jestem artystką, która w 2009 roku założyła grupę Czarny Karzeł. Od tego czasu realizujemy przeróżne projekty artystyczne, związane ze sztukami wizualnymi, głównie z filmem. Stawiamy na produkcje ambitne i artystyczne. Od początku sami finansowaliśmy nasze działania. Jednak na film w reżyserii Marcina Giżyckiego Theatrum Magicum otrzymaliśmy dofinansowanie od Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Prowadzimy też działalność edukacyjną. Naszym ukochanym dzieckiem jest kameralny festiwal „Oko nigdy nie śpi” – realizowany w Lubostroniu i Bydgoszczy. Poza tym działamy w przestrzeni społecznej – organizujemy happeningi, założyliśmy chór, projektujemy kostiumy.
Jacek Puzinowski (JP): U mnie to bardziej skomplikowane. Reprezentuję kilka podmiotów: Czarnego Karła, Fundację Rozruch i Fundację BRWI. Dzięki tej ostatniej miałem okazję współpracować z Fundacją Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. To połączenie pozwoliło mi działać w przestrzeni kulturalno-edukacyjnej.

Lubicie szukać nowych rozwiązań. Chcecie postawić na ekonomię społeczną, a dokładniej – na spółdzielnie socjalne. Dlaczego?
JP: Działania spółdzielni socjalnych i szeroko rozumianej ekonomii społecznej to absolutnie przestrzeń dla kultury. Musimy przestać podchodzić do kultury na sposób europejski, który bazuje na dotowaniu działań artystów. Bliższy jest mi tok myślenia Amerykanów. Powinniśmy zacząć od nauki ekonomii. Skończmy z takim sformatowanym myśleniem, że artysta nie jest, czy też nie może być, ekonomistą. On przecież musi odnaleźć się na rynku pracy.
MF: Dokładnie. Pamiętam, jak moi profesorowie z ASP we Wrocławiu ostrzegali, że to ostatnie lata iluzji. Po wyjściu z akademii przyjdzie zmierzyć się z rzeczywistością, która zweryfikuje wszystkie artystyczne zapędy.

Mówiliście o tym, że na początku waszych działań finansowaliście wszystko samodzielnie. Wyobrażam sobie, że przyszedł taki moment, że trzeba było zweryfikować, na co można sobie pozwolić.
MF: Faktycznie, kilka lat temu zauważyliśmy, że trzeba podjąć jakieś działania, bo zasoby finansowe zwyczajnie się kończą. Ale dopóki były środki własne, odraczaliśmy w ogóle myślenie o innym sposobie finansowania. Myślę, że ciągle pokutuje myślenie, że sztuka powinna być czysta i nie może łączyć się z finansami. A to blokuje realizację nowych projektów. Szczęśliwie dojrzeliśmy do tego, by nasz pomysł na firmę produkującą filmy przekuć w spółdzielnię socjalną. Mocno wierzymy w tę ideę.

Połączenie kultury z ekonomią społeczną wydaje się dość ryzykowne. Do tej pory takie powiązania są raczej marginalne.
MF: Wierzę, że naszym atutem jest konkurencyjność cenowa. Bazujemy na dobrym sprzęcie i profesjonalistach. Znamy rynek filmowy i nie chcemy odstraszać cenami, ale znamy też swoją wartość.
JP: Nasz pomysł jest powiązany z kulinariami. Zrodził się z potrzeby wcielenia w życie filozofii, w którą bardzo wierzę – szacunku dla zwierząt, zdrowego jedzenia, wegetarianizmu. Nie ma to być zwykła restauracja, raczej przestrzeń, która wypromuje zdrowe jedzenie. Stanie się miejscem kulturotwórczym. Brakuje takiego pomysłu w Bydgoszczy. Wierzę, że zaangażowanie w ten projekt dwóch fundacji pozwoli wykorzystać ich potencjał i doświadczenie. W planach jest realizacja programów społecznych, które będą np. aktywizowały byłych więźniów. Zależy nam, by to było miejsce łączące kulturę żywienia z kulinariami i kulturą fizyczną.

Co może zaoferować ekonomia społeczna ludziom kultury?
JP: Uważam, że ekonomia społeczna jest jednym z lepszych intelektualnie pomysłów. Nie jest wydmuszką. Jeśli chcemy działać na jej zasadach, musimy być doskonale przygotowani pod względem ideowym, merytorycznym. Trzeba mieć gotową, perfekcyjną koncepcję. Tu nie ma miejsca na ułudę.

Ale nawet w tej przestrzeni przyjdzie zmierzyć się z rzeczywistością: formalnościami i konkurencją. Jesteście na to gotowi?
MF: Jeżeli pierwsze trudności miałyby zabić w nas zapał, jaki mamy, to znaczy, że on jest słaby.
JP: Z ideą ES spotkałem się 10 lat temu. Usłyszałem o krakowskim hotelu prowadzonym przez schizofreników. Otworzyły mi się oczy z zachwytu. Pomyślałem, że to świetna idea. Konsekwencja i dobry plan wydaje się kluczem do sukcesu. I choć teraz nasze plany są chaotyczne, to za chwilę skonkretyzują się na papierze w postaci biznesplanu. A tam nie ma miejsca na fantazjowanie.

Czego obawiacie się najbardziej? Nie przeraża was fakt, że w spółdzielni socjalnej każdy członek ma prawo głosu, co może prowadzić do konfliktów?
JP: Mamy świadomość, że praca z artystami może być różna. Gdy spotykają się ludzie z różnymi wrażliwościami, może dojść do spięć. Naszym atutem jest lider, czyli Marta. Osoba, która z jednej strony potrafi działać dyplomatycznie, a z drugiej nie boi się zapraszać do projektów profesjonalistów. Stawiamy na ludzi, którzy wiedzą, co robią.
MF: Mamy wizję, do której jesteśmy przekonani, a to pomaga zjednywać ludzi.
JP: Trudnością może być odpowiadanie za działania. To zazwyczaj przeraża innych. Rachunek jest prosty, musimy pracować na sukces, a żeby to zrobić, trzeba wziąć odpowiedzialność za projekt. Bez zleceń nie damy rady, a one same nie przyjdą. Obawiamy się też pierwszego zlecenia. Bez tego nie ruszymy.
MF: Plusem jest to, że działamy ze sprawdzonymi ludźmi, którzy nie boją się pracy. Jesteśmy też grupą otwartą, która przyciąga i kształtuje innych.

Bydgoszcz sprzyja działaniom sektora pozarządowego?
JP: Widać duże otwarcie na pomysły. To ważne, bo dzięki temu możemy wychodzić z propozycjami, które są rzeczywiście brane pod uwagę. Nasze podejście też się zmieniło. Przychodzimy z konkretami, bo wierzymy, że tylko tak można coś zrealizować.


 

Marta Filipiak – absolwentka Wydziału Malarstwa ASP we Wrocławiu. Malarka, performerka, autorka scenariuszy i reżyserka kina niezależnego, autorka projektów społeczno-artystycznych, założycielka grupy Czarny Karzeł. Od kilku lat wychodzi poza przestrzeń, jaką jest malarstwo i rysunek, tworząc eksperymentalne projekty filmowe, które realizuje z przyjaciółmi. W swoich interdyscyplinarnych projektach łączy sztukę z zabawą oraz propaguje wspólne, wielopokoleniowe, kreatywne działania. Stypendystka MKiDN (2011), Stowarzyszenia Autorów ZAiKS (2015), Prezydenta Miasta Bydgoszczy (2016). Członek Zarządu Fundacji Kultury Rozruch.

Jacek Puzinowski – doradza i współpracuje z Fundacją Kultury Rozruch, Fundacją Farbiarnia i Fundacją BRWI. Realizator kilkuset wydarzeń artystycznych, festiwali, przeglądów sztuki.


Jeśli uważasz, że przestrzeń ekonomii społecznej jest dla Ciebie – skontaktuj się ze Stowarzyszeniem na rzecz Rozwoju Kobiet „Gineka”, które realizuje projekt „Kujawsko-Pomorski Ośrodek Wsparcia Ekonomii Społecznej”.


 

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start