Centrum Kultury Fantastycznej prezentuje: Kultura jazdy

Marta Kładź-Kocot Marta Kładź-Kocot

Autostrada szumiała, pulsowała i wyła głosami niezliczonych opon i silników, połykając przestrzeń niczym ogromny, zawistny wąż. Kasandra Lea Czernicka zerknęła w lusterka, sprawdziła kąt martwy i zaczęła wyprzedzać. Stary, poczciwy opel astra był niezawodny i pomimo swojego wieku prowadził się jak marzenie. Zrównała się ze srebrnym seatem, delikatnie dozując nacisk na pedał gazu.

Czarne audi wyrosło za nią niespodziewanie jak koszmarny sen. Kierowca musiał pędzić na złamanie karku, skoro jeszcze przed chwilą nie widziała go w żadnym lusterku. Zaczął przybliżać się niebezpiecznie, ryzykując uderzenie w jej tylny zderzak. Konieczność zwolnienia poniżej 180 km/h najwyraźniej go zirytowała, bo zaczął mrugać długimi światłami, cały czas utrzymując bliski dystans.
Kasandra zmełła między zębami przekleństwo. Ani przez moment nie poczuła strachu. Wyłącznie wściekłość. Kiedy oddaliła się już od seata na bezpieczną odległość, zjechała na prawy pas. Przez chwilę zastanawiała się, czy aby na pewno chce to zrobić, ale doszła do wniosku, że idiotom należy ustępować. W końcu durne poczucie własnej ważności to wszystko, co mają w życiu, biedacy.
Wściekłość nie dała się jednak tak szybko przepędzić. Pulsowała w tętnicach. Kasandra mrugnęła powiekami, robiąc szybki skan numeru rejestracyjnego czarnego audi, które minęło ją ze świstem i runęło do przodu jak obłąkany taran. Dmuchnęła w kierunku zawieszonego na srebrnym łańcuszku heksagramu, przenosząc na niego wszystkie swoje emocje i dokładając jeszcze trochę nekama.
Kiedy w końcu, zmęczona długą jazdą, przekroczyła próg domu, koty powitały ją głośnym miauczeniem. Biało-rudy Asasello otarł jej się o stopy, a czarny jak noc Behemot z godnością udał się w kierunku miski, rzucając Kasandrze spojrzenie pełne wyrzutu. Powiesiła płaszcz w korytarzu i poszła zaspokoić kocie potrzeby.
Potem, po raz pierwszy tej jesieni, rozpaliła w kominku. W małym tygielku pośrodku paleniska ugotowała kawę i przelała ją do filiżanki. Rozkruszyła i rozsypała wokół zioła, mrucząc inkantacje. Z kominka wydobył się mocny zapach i pasmo siwego dymu.
Zdjęła z szyi heksagram i uniosła go nad filiżanką kawy. Maleńka sześcioramienna gwiazdka zamigotała odbitym blaskiem ognia. Kasandra wymruczała zaklęcie. Mrugnęła powiekami, uwalniając skan rejestracji. Emocje zasyczały i spieniły powierzchnię napoju. Nekama przybrała postać złowrogo uśmiechniętej kobiecej twarzy.
A potem wszystko ucichło. Kasandra jednym ruchem wylała kawę do kominka.

*

Tomasz Karpowski obudził się rześki i szczęśliwy. Uśmiechnął się szeroko na myśl, że to właśnie dziś ma objąć stanowisko szefa działu Human Management and Financial Resources. Upragniony awans wreszcie nadszedł.
Szybko wstał, umył się i zajrzał do kuchni. Włączył ekspres do kawy, ale zamiast aromatycznego espresso uzyskał tylko jakąś mętną ciecz. Ekspres zabulgotał, zaparował, a potem zgrzytliwym głosem oznajmił: „Obowiązuje kultura jazdy”. Karpowski zapatrzył się na niesubordynowaną maszynę niczym cielę na malowane wrota, ale po chwili uznał, że się przesłyszał. Stres w pracy może spowodować jakieś przejściowe omamy. W końcu odpowiedzialność…
Umyty i ogolony poszedł do garderoby i otworzył szafę. Drogie garnitury i pachnące, wyprasowane w pralni koszule gdzieś zniknęły. Na wieszaku wisiało tylko jedno ubranie: bezkształtna, bura sukmana i workowate portki. Na dole szafy stały wyścielone słomą gumiaki. W głębi, oparte o ściankę, tkwiły umazane gnojówką widły.
W mózgu Tomasza Karpowskiego coś przeskoczyło. Początkowe zaskoczenie zmieniło się w rozanielony, kretyński uśmiech. Był pewny, że właśnie to powinien teraz włożyć. Radość i duma wręcz go rozpierały, kiedy się ubierał.
Zszedł do podziemnego garażu, zastanawiając się, czy może nie czas już zmienić czarne audi na luksusową beemwicę. Albo nawet mercedesa. Wtedy dopiero będzie wyprzedzał tych wszystkich wieśniaków w tanich samochodach. Tak, właśnie w ten sposób określał ich w myślach. Wieśniaki. A jak nie zjadą od razu, to po klaksonie i długimi. Nacisnął otwieranie drzwi i zaczął gramolić się za kierownicę. Widły trochę mu przeszkadzały. W końcu postanowił rzucić je na tylne siedzenie.

*

Kiedy wkroczył do siedziby firmy, sekretarka pisnęła cicho, a potem zapowietrzyła się i nie wydała już więcej żadnego dźwięku. Zza drzwi szklanych boksów Tomasza Karpowskiego odprowadzały spojrzenia i stłumione chichoty.
– Pani Ewo, napiłbym się kawy – oznajmił nowy szef działu Human Management and Financial Resources. – Ekspres mi się popsuł.
Podszedł do firmowej maszyny, oparł widły o szafkę i podstawił filiżankę. Buchnęła para.
– Obowiązuje kultura jazdy – oznajmił ekspres.
– Nie szkodzi – powiedział Karpowski. Miał na twarzy coraz szerszy uśmiech. Świat był piękny.
A raczej miał taki być jeszcze przez pięć godzin, dwanaście minut i osiem sekund. Na tyle wystarczyło nici czasu utkanych zaklęciem Kasandry Lei Czernickiej. Trwałoby to pewnie trochę dłużej, ale Behemot trącił filiżankę ogonem.


Marta Kładź-Kocot – doktor nauk humanistycznych, miłośniczka mitów i fantastyki, autorka książki Dwa bieguny mitopoetyki. Archetypowe narracje w twórczości J.R.R. Tolkiena i Stanisława Lema oraz artykułów dotyczących m.in. twórczości Ursuli Le Guin, C.S. Lewisa, Andrzeja Sapkowskiego, Neila Gaimana. Należy do Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego, współpracuje z bydgoskim wydawnictwem Genius Creations. Debiutowała literacko opowiadaniem Morze dziwnych opowieści, a jej powieść Noc kota, dzień sowy oczekuje na publikację.


 

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Grudzień 2016 Centrum Kultury Fantastycznej prezentuje: Kultura jazdy