Centrum Kultury Fantastycznej prezentuje: "Zagwiżdż, pajacu!" [fragment]

Wojciech Chudziński Wojciech Chudziński Fot. Marek Wojciekiewicz

Tego dnia kupił telefon z przenośną słuchawką. Nosił się z tym zamiarem już od dawna, od czasu, gdy pół roku temu zadzwoniła z Gdańska kobieta, którą znał jego ojciec. Kobieta o niskim, zmysłowym głosie, mówiąca do słuchawki tak, jakby jej gorący i wilgotny język dotykał jego ucha. Nazywała się Klara Welmut, tak się przedstawiła, potem jednak dodała, że ojciec znał ją jako Klarę Józefowicz. (…) Nie widzieli się czterdzieści lat z okładem, może to nie jest dobry pomysł, że dzwoni. Może najpierw powinna napisać list?

– Właściwie to wszystko jedno – powiedział, by przerwać na chwilę jej wywód. – Ojciec jest bardzo chory. Nie wstaje z łóżka, odkąd wrócił ze szpitala, czyli od Wigilii. Do telefonu nie podejdzie, na listy też nie odpisuje. Jeżeli pani chce, mogę mu powtórzyć, że pani dzwoniła. To wszystko, co mogę w tej sytuacji zrobić.
Po tamtej stronie zapadła chwila ciszy. Przełożył słuchawkę do drugiej ręki i czekał.
– A więc jest chory – stwierdziła Klara Welmut.
– Rak – powiedział sucho i chciał odłożyć słuchawkę, ale nie zrobił tego, bo doznał dziwnego uczucia, że ta kobieta powie teraz coś ważnego.
– Zostawię panu mój numer telefonu. Proszę przekazać Michałowi, że dzwoniłam i że chętnie z nim porozmawiam.
Rozczarowany przerwał połączenie.
Jeszcze tego samego dnia powtórzył ojcu treść tej rozmowy. Czasami ojciec rozumiał, co się do niego mówi, i wtedy wtrącał jedno, dwa słowa. (…) Zapadnięta twarz mężczyzny przypominała gnijący owoc. Jego ręce na kołdrze wyglądały, jakby ktoś spuścił z nich krew – były nienaturalnie chude i białe. Już prawie się nie poruszał, co najwyżej unosił lekko głowę podczas karmienia, a i to sprawiało mu ból. (…)
– Gdybyśmy mieli telefon z przenośną słuchawką – mówił, poprawiając ojcu poduszki – mógłbyś porozmawiać z Klarą Józefowicz. Myślę, że zależało jej na tym. Dzwoniła aż z Gdańska.
Stary mężczyzna milczał.
– Moglibyście powspominać, pośmiać się. Takie spotkania po latach mają swój urok.
– Klara jaka? – spytał ojciec i zaraz zakrztusił się flegmą. – Nie znam żadnej Klary.
– Znała twoje imię. Mówiła, że nie widzieliście się od czterdziestu lat.
– To nic nie znaczy.
– Nie chcesz, żeby tu dzwoniła?
Ojciec nie odpowiedział. Był już gdzie indziej. Jego oczy wpatrywały się w róg pokoju, a ręce znów bezwładnie spoczywały na kołdrze. Wydawał się nie oddychać. Przypominał teraz hinduskiego fakira pogrążonego w letargu. Kogoś, kto zaraz zostanie zakopany w ziemi, a po trzydziestu dniach odkopany i przywrócony do życia. (…) Policzki nabiorą rumieńców, sękate ręce obrosną ciałem, a oczy spojrzą spod uniesionych powiek. Pomiędzy życiem a śmiercią jest wiele stanów pośrednich – powie mistrz ceremonii, a potem wskaże tłumowi pustą skrzynię i pusty rozkopany dół. (…)
Klara Welmut zadzwoniła jeszcze raz, tydzień później. Być może przypuszczała, że siedem dni to dość czasu, by wyleczyć się z nowotworu. Tym razem bardzo mało mówiła o ojcu, za to koniecznie chciała wiedzieć, kim jest on. Bo, jak twierdziła, właśnie dowiedziała się od wspólnych znajomych, że Michał nie ma syna, w ogóle żadnych dzieci, również adoptowanych, więc nie rozumie, a bardzo by chciała zrozumieć, kim dla niego jest on. Chyba może to wyjaśnić?
(…)
– Ojciec sobie pani nie przypomina. W ogóle nie zna żadnej Klary. Pytałem go o to, gdy wróciła mu świadomość, i zdecydowanie zaprzeczył.
– Czy przesłałby mi pan zdjęcie ojca? – zapytała nagle Klara Welmut, a głos, którego wcześniej nie słyszał, głos mężczyzny w średnim wieku, dodał: – To musi być zdjęcie sprzed czterdziestu lat. Niech nie myśli, że chcemy zdjęcie aktualne. Aktualne nie jest nam do niczego potrzebne.
– Niczego pani nie wyślę – był już zły. – Nie znam pani, ojciec też pani nie zna... Proszę więcej nie dzwonić. Żegnam.
– Pan nie rozumie – powiedziała szybko Klara Welmut – sytuacja jest dość złożona. Ja i mój przyjaciel staramy się panu pomóc. Niech pan nam zaufa.
Ta rozmowa stawała się coraz dziwniejsza. (…)
– O czym pani mówi? – rzekł, opanowując trochę zniecierpliwienie. – O jakiej pomocy? Nie potrzebuję żadnej pomocy. A już szczególnie od kogoś, kogo nie znam...
– Jeśli nie chce przesłać fotografii – odezwał się teraz zdecydowany męski głos – niech przynajmniej przejrzy stare albumy. Szczególnie te z czasów, w których – jak twierdzi – się urodził. Do tej sprawy musimy podejść psychologicznie. Inaczej nic z tego nie będzie.
W tym momencie opanował go niezrozumiały lęk. Rzucił słuchawkę na widełki i przez chwilę wpatrywał się w telefon, czekając, aż powtórnie zadzwoni. I tak właśnie się stało. Ostry dźwięk dzwonka odezwał się trzy razy z rzędu i zamilkł. Ale on nadal stał i czekał.


Wojciech Chudziński (ur. w 1964 roku w Bydgoszczy) – dziennikarz tygodnika „Kujawy i Pomorze” oraz dzienników: „Ilustrowany Kurier Polski” i „Express Bydgoski”. Redaktor w wydawnictwie książkowym LIMBUS. Sekretarz redakcji ogólnopolskiego dwumiesięcznika science fiction „SFera”. Od 2005 roku zastępca redaktora naczelnego miesięcznika „Nieznany Świat” z redakcją w Warszawie.

Jako prozaik zadebiutował w 1986 roku na łamach jednodniówki „Sfera” opowiadaniami: Zabawa w terror oraz Liść. Prozę publikował również w „Feniksie”, „Faktach”, „Metaforze” oraz na antenie Polskiego Radia Pomorza i Kujaw.

Jest autorem lub współautorem następujących książek: Niewyjaśnione zjawiska w Polsce (Katowice 2003 – tom nominowany do ogólnopolskiej nagrody dziennikarskiej Grand Press za rok 2003); Ten drugi w nas. Od objawień aniołów do malarstwa duchów (Katowice 2008); Kręgi, cuda, kwanty. Pomiędzy fraktalem Mandelbrota a objawieniami w Medjugorie (Katowice 2009); Channeling. Od chirurgów z zaświatów do „maszyn umysłu” (Bydgoszcz 2013); 111 filmów z duszą. Metafizyka w kinie (Rzeszów 2015); Śladem nowoczesnego mitu (Bydgoszcz 2016).

Członek Stowarzyszenia Krajowy Klub Reportażu oraz Związku Literatów Polskich.


 

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Listopad 2016 Centrum Kultury Fantastycznej prezentuje: "Zagwiżdż, pajacu!"