Centrum Kultury Fantastycznej: Czas na seriale

"Mr. Robot" "Mr. Robot"

Pytanie „czy warto czytać fantastykę?” łączy się z zagadnieniem: „gdzie znajdują się granice wyobraźni?”. Czy fantastyka to tylko znany od lat triumwirat gatunkowy: fantasy, science fiction i horror, czy też jej domena sięga nieco głębiej: do mitologii, metafizyki i fizyki kwantowej? Jeśli bowiem „fantastyczne” jest wszystko, co ma jakikolwiek związek z wyobraźnią, transcendencją lub przyszłością nauki, to owa tematyka powinna być najważniejszym kierunkiem nie tylko współczesnej literatury, ale całej kultury i sztuki.

Choć pionierów fantastyki należy upatrywać w autorach XIX-wiecznych: Poem, Vernie czy Wellsie, rozwój gatunku wiązał się głównie z konsekwencjami, jakie niosły ze sobą odkrycia mechaniki kwantowej. Rewolucja przeniosła się też na grunt artystyczny. Pojawili się Dali, Picasso, Joyce i inni. Ich najwybitniejsze dzieła „ocierały” się już o fantastykę, nikt jednak nie ośmielił się wypowiedzieć zakazanego słowa. Fantastyką mogły być komiksy o superbohaterach, filmy o Nosferatu czy opowiadania o inwazji kosmitów na Ziemię, ale nie twórczość wybitnych pisarzy, np. Hessego (egzystencjalizm) czy Borgesa (realizm magiczny).

Wkrótce jednak fantastyka zaczęła „zdobywać” nowy grunt. Pojawili się Tolkien, Dick, a na wielkim ekranie – Lucas. Wraz z nastaniem ery gier komputerowych wielkie triumfy zaczął święcić gatunek fantasy, czego ukoronowaniem była seria Heroes of Might and Magic. W XXI stulecie wchodziliśmy już, „nie wstydząc się” „fantastycznych” konotacji. Królestwo wyobraźni stało się mainstreamem.

Ostatnia dekada jest jednym wielkim pasmem triumfu fantastyki nad realizmem. W kinie toczy się „pojedynek” między uniwersum Marvela i DC Comics. W literaturze najpopularniejsze serie to książki fantasy z Grą o tron G.R.R. Martina na czele. W świecie gier triumfy odnosi Wiedźmin, oparty na fabule stworzonej przez Andrzeja Sapkowskiego. A to tylko wierzchołek góry lodowej. W tle znajduje się cała armia mniej lub bardziej udanych bohaterów fantastycznych, którzy, wydawałoby się, przeżyli już wszystkie możliwe losy i nagięli rzeczywistość do granic możliwości. Postaci te manipulują czasem i przestrzenią, posiadają supermoce i ujarzmiają śmierć, żyjąc we wszystkich możliwych epokach – przeszłych i przyszłych.

Fantastyka ma ogromną moc: oddziałuje na wszystkie zmysły i rozbudza intelekt. Prezentuje nam szereg alternatyw: jak mógł wyglądać świat, jaka jest jego prawdziwa natura i dokąd zmierza ludzkość. Podaje możliwe odpowiedzi i zmusza do konfrontacji z nimi. Z biegiem lat jej siła jednak słabnie. Przyczyną, jak to zwykle bywa, jest inflacja pomysłów. W obecnym zalewie twórczości, często nie najwyższych lotów, coraz trudniej o jakość, nie wspominając o arcydziełach.

Jest wszakże jedno medium, gdzie fantastyka wciąż się rozwija, a nowe majstersztyki generowane są z zegarmistrzowską regularnością. To świat seriali, przez lata niedocenianych, spychanych na margines sztuki i szufladkowanych jako telenowele lub zapychacze dziur. W ciągu kilku ostatnich lat, niepostrzeżenie, na mały ekran „przeniosły się” i poważne tematy, i głębokie treści, i ciekawe scenariusze, i wybitni reżyserzy oraz aktorzy.

W całym zalewie naprawdę dobrych produkcji serialowych ostatnich lat warto wymienić zwłaszcza trzy. Pierwsza z nich to unikatowy, klimatyczny i wciągający niczym czarna dziura Detektyw Nica Pizzolatto. Dwójka policjantów, prowadząc śledztwo w sprawie rytualnego morderstwa, wpada na trop tajemniczych związków. To, co miało być rutynowym dochodzeniem, wkrótce komplikuje się, a widz odczuwa wręcz namacalnie gęstniejącą mistyczną atmosferę Luizjany. I nagle wraz z bohaterami spadamy na samo dno piekieł, bo tam musimy się udać, by rozwiązać zagadkę i zmierzyć się z misternie uknutą pułapką. A w tle czekać na nas będą Żółty Król, Lovecraft i… fizyka kwantowa.

W Czarnym lustrze Charliego Brookera nie ma jednolitej fabuły. Każdy z siedmiu do tej pory powstałych epizodów traktuje o czymś innym, mimo to łączy je pewien kluczowy element: niezwykle realna wizja nieodległej przyszłości. Autor przedstawia wyjątkowo mroczne hipotezy. W tytułowym czarnym lustrze przeglądamy się niczym w kryształowej kuli i dostrzegamy w jego odbiciu wszystkie czające się na nas „demony” nowoczesnej technologii: wszechwładne media, szpiegujące nas implanty czy sztuczną inteligencję.

Mr Robot Sama Esmaila opowiada o grupie hakerów planujących upadek największej korporacji świata. Serial posiada konstrukcję wielopiętrowej piwnicy. Im niżej schodzimy, tym mniej pewni jesteśmy otaczającej nas rzeczywistości. Przytłacza nas schizofreniczna osobowość głównego bohatera, jego emanacje, maski i awatary. Sztafaż zmienia się z odcinka na odcinek, podobnie jak układ sił w grze, która toczy się nie tylko o nasze dusze, ale też o sens egzystencji we współczesnym świecie.

Współczesne seriale fantastyczne wstrząsają, otrzeźwiają i zmuszają do refleksji. Robią to, co kiedyś było zadaniem literatury. Czy warto w ogóle więc czytać fantastykę? Warto. Ale jeśli szukamy naprawdę mocnego efektu, włączmy też telewizor. Nieprzypadkowo mówi się, że jeden obraz wyraża więcej niż tysiąc słów.


Centrum Kultury Fantastycznej

Kawiarnia Szpulka MCK, ul. Marcinkowskiego 12-14

  • 24 listopada (czwartek), godz. 18.30

"Magia, religia, i postapokalipsa w literackich eksperymentach Piersa Anthony'ego"

Prelegent: Łukasz "Nikor" Nalewajk


 

 

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Listopad 2016 Centrum Kultury Fantastycznej: Czas na seriale