Słuchaj, dziadek, tego!

Pokój numer 3 (Michał Kielak – w środku), Pokój numer 3 (Michał Kielak – w środku), Fot. sydney-hd@o2.pl

Z Michałem Kielakiem, o debiutanckim albumie Pokoju numer 3, rozmawia Zdzisław Pająk.


Pokój Nr 3 – tak nazywa się nowy bydgoski zespół. Działa nieco ponad rok, debiutował na XI Festiwalu „Blues bez barier” w Ciechocinku na początku września 2015 roku. Wtedy harmonijkarz Michał Kielak, mój dzisiejszy rozmówca, występował z nim gościnnie, ale od pewnego czasu jest już stałym członkiem. Spotkałem się z Michałem z okazji wydania debiutanckiego albumu Pusty zamek, który ukaże się 7 października.

MICHAŁ KIELAK [MK]: Wcześniej poznałem Kubę Andrzejewskiego, lidera Pokoju Nr 3. Zaprosiłem go do udziału w koncertach Kasy Chorych [zespół z Białegostoku, znany w całej Polsce i nie tylko, z wielu koncertów i płyt, z których za jedną – … – otrzymał nagrodę Fryderyka – przyp. aut.], a on zaprosił mnie w Ciechocinku do występu ze swoim zespołem. Później nagraliśmy jedną epkę, czyli coś pomiędzy singlem a albumem [EP – z angielskiego extended play – to płyta z kilkoma, najczęściej trzema lub czterema utworami – przyp. aut.]. Kuba zapytał, czy nie pograłbym z nimi, ja się chętnie zgodziłem i tak trafiłem do zespołu Pokój Nr 3.
ZDZISŁAW PAJĄK [ZP]: Znam już utwory, które na tę płytę trafiły. Autorem muzyki i tekstów ośmiu jest Jakub Andrzejewski, ze znanej w Bydgoszczy i nie tylko muzycznej rodziny. Przypomnę – stryj Piotr Andrzejewski jest wokalistą i gitarzystą grupy Żuki, a brat dziadka Adam Andrzejewski był solistą w bydgoskiej operze…
MK: No i na perkusji w Pokoju Nr 3 gra przecież kuzyn Kuby, Bartek Andrzejewski, syn Piotra. Można więc powiedzieć, że niemal w połowie jest to rodzinny zespół...
ZP: A na tej płycie znalazło się także mnóstwo gości, znanych także bardzo szeroko, w naszym kraju i na świecie. Choćby z Fresno w Kalifornii John Clifton, bluesowy wokalista, harmonijkarz, gitarzysta, autor piosenek i producent płytowy – m.in. w 2012 roku albumu Made in Cali polskiej grupy Boogie Boys. John często występuje na festiwalach w USA z własnym zespołem bluesowym, w naszym kraju był też kilkakrotnie, niedawno zagrał w bydgoskim Eljazzie.
MK: John trafił na tę naszą płytę przypadkiem. Jest on przyjacielem Bartka Szopińskiego, pianisty, klawiszowca i lidera Boogie Boys. Do udziału w sesji zaprosiliśmy właśnie Bartka, ponieważ potrzebne nam było brzmienie organów Hammonda. Bartek chętnie się zgodził, ale powiedział, że dotrze z Johnem, który jest teraz u niego. Przyjechali razem, właśnie wtedy John zagrał z nami w Eljazzie. Jak już się obaj znaleźli w studiu, spytałem, czy John by czegoś nie zaśpiewał. Zaplanowaliśmy nagranie piosenki Smokeya Robinsona First I Look at The Purse. John powiedział, że jest to jeden z jego ulubionych utworów. Kiedyś nagrał go J.Geils Band z Magic Dickiem na harmonijce. „Poznałem Magic Dicka” – opowiadał dalej John Clifton – „i powiedziałem mu, że pamiętam każdą nutę, jaką w tym utworze zagrał”. No więc John bardzo się ucieszył z mojej propozycji, zaśpiewał tę piosenkę, a potem, gdy go poprosiłem, zagrał jeszcze na harmonijce w następnej, już naszej piosence Dumne oczy. Na koniec, kiedy pracowaliśmy już nad ostatecznym kształtem płyty Pusty zamek, okazało się, że gości, którzy wzięli udział w jej nagraniu, jest aż tylu. Osiem osób dodatkowych, znajomych, kolegów i przyjaciół, moich i zespołu.
ZP: Nie zażądali za udział w sesji wielkich pieniędzy?
MK: Nikt nie wziął ani grosza, to wszystko odbyło się na koleżeńskiej, przyjacielskiej stopie.
ZP: A płyta miała zostać wydana dzięki pomocy fanów?
MK: Taki był pomysł, niestety ta akcja się nie udała. Sam nie wiedziałem, jak się do tego zabrać, wprawdzie zaplanowaliśmy jakieś działania, ale nie poparliśmy tego odpowiednią promocją.
ZP: Łatwiej by było to zrobić wykonawcy, który jest znany na rynku i ma wielu fanów, a wy przecież jesteście dopiero na początku drogi…
MK: Dlatego sami zdecydowaliśmy się na wydanie płyty, praktycznie wszystkie pieniądze, jakie zarobiliśmy na koncertach w tym roku, władowaliśmy w sesje w studiu. A i tutaj szef studia Jakub Pacanowski poszedł nam bardzo na rękę, wszystko nagraliśmy po kosztach.
ZP: A Jakub Pacanowski, dodam, także z wami wystąpił – zagrał na saksofonie w tym samym utworze, w którym zaśpiewał John Clifton. Zresztą, jak pamiętam wasz występ w Ciechocinku, to w składzie zespołu Pokój Nr 3 był saksofonista...
MK: Tak. Patryk Krajnik postanowił opuścić zespół po pierwszej trasie. Powiedział, że niezbyt mu odpowiada takie męczące życie koncertowe… Po tygodniu zrezygnował.
ZP: Trasy koncertowe wielu zespołów rock’n’rollowych, przynajmniej według legend, są straszliwie męczące, mnóstwo fanek, sporo atrakcji…
MK: Brałem udział w trasach zespołów bardziej rozrywkowych niż Pokój Nr 3 (śmiech).
Drugim muzykiem z pierwszego składu był Łukasz Głos, który też stwierdził, że będzie robił coś innego, ale pozostajemy w kontakcie, zresztą wziął udział w pierwszej części sesji, zagrał na tej naszej debiutanckiej płycie w trzech utworach, które wydano już na tamtych epkach.
Aktualnie klawiszowcem zespołu jest Łukasz Jakubowicz, który nie zdążył wziąć udziału w tych sesjach, więc nie ma go na płycie Pusty zamek. A jest to instrumentalista z zespołu Ani Rusowicz, także mój kolega sprzed lat. Skontaktowaliśmy się przez internet, bo Łukasz mieszka w Warszawie, zaproponowałem mu granie i od razu się zgodził. Zagraliśmy kilka koncertów i było super. Myślę zresztą, że ten obecny skład, czyli Krzysiek Ratke (gitara basowa), Bartek Andrzejewski (perkusja), Łukasz Jakubowicz, ja i Kuba Andrzejewski – jest ostateczny…
ZP: A wracając do gości tego debiutanckiego albumu zespołu Pokój Nr 3, to w jednym, na płycie ostatnim Inaczej zagrał na kontrabasie Wojtek Chmielewski, a w dwóch utworach – tytułowym oraz Nie zamykaj drzwi – na fortepianie i pianie Wurlitzera Jarek Gajewski. W tym pierwszym na gitarze zagrał również Bastek, czyli Sebastian Riedel, syn Ryśka z Dżemu i lider grupy Cree.
MK: Okazało się, że Kuba Andrzejewski był i jest wielkim fanem grupy Cree. Tak się złożyło, że razem z Kubą i Sebastianem jeździmy w trio, powiedziałem więc, aby go zapytał. Kuba puścił mu nagrany materiał i wtedy Bastek rzekł, że chętnie zagrałby w każdym utworze. Nie było to już możliwe, udało się to tylko w jednej, tytułowej piosence, ale i tak następne marzenie Kuby się spełniło.
ZP: Na płycie Pusty zamek jest jeszcze jeden gość i oryginalny instrument – gitara rezonansowa dobro, którą wykorzystywano wiele lat temu, zanim nie wzmocniono gitary elektroniką.
MK: Któregoś dnia Kuba wyraził jeszcze życzenie, aby uatrakcyjnić brzmienie właśnie, jak to powiedział „dobrym dobro”. To ja na to, że mamy przecież w Bydgoszczy mistrza tego instrumentu – zadzwoniłem do Jędrzeja Kubiaka i on się zgodził. Zrobił to wprawdzie w swoim studiu i okazało się od razu, że jego ścieżka fantastycznie pasuje w piosence Jeszcze.
ZP: Jeśli idzie o Jędrzeja Kubiaka, to przyznam, że brzmienie niektórych utworów wzbogaciłby jeszcze inny instrument – steel-guitar, czyli coś, co niesłusznie nazywa się „gitarą hawajską”, a więc „łyżwą”…
MK: Grałem w wielu zespołach, w wielu składach, Pokój Nr 3 otworzył mi jakby nową furtkę na nową muzykę, dla mnie nową, bo oni są ode mnie młodsi prawie o 20 lat. Mówią do mnie: „Słuchaj, dziadek, tego”, i włączają mi Blackberry Smoke, właśnie tam ta steel-guitar często pobrzmiewa. Zespołu z południa Stanów często ją wykorzystują. Kto wie, może na następną płytę jest pomysł – zaczniemy od stell-guitar.
ZP: A dziś, dokładniej 7 października, debiutancka płyta grupy Pokój Nr 3 Pusty zamek. Warto po nią sięgnąć. Dziękuję za rozmowę.

 

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start