Duch Majora czuwa w Pianoli

Duch Majora czuwa w Pianoli Fot. Jarosław Jaworski

W czwartek, 9 lutego br. minęła pierwsza rocznica śmierci wirtuoza trąbki Andrzeja 'Majora' Przybielskiego, wciąż niedocenionej legendy polskiego jazzu i bydgoskiej kultury. Dlatego, właśnie jemu poświęcony został nowy mini-festiwal Stacja Asocjacja, zorganizowany przez bydgoskie Miejskie Centrum Kultury w kawiarni Pianola.

W obecności przedstawicieli środowiska muzycznego, dawnych współpracowników Majora, reprezentantów władz miasta oraz wielbicieli jazzu w czwartek odsłonięto w centrum Bydgoszczy tablicę upamiętniająca wielkiego muzyka jazzowego Andrzeja Przybielskiego. Zawisła ona na kamienicy przy ul. Jagiellońskiej 2, w której mieszkał w ostatnich latach życia. W budynku, w mieszczącym się tam klubie Pianola utworzono zaś Kącik Czuwania Andrzeja Przybielskiego, gdzie już na zawsze czekają na niego: ulubiony fotel i trąbka.

Przybielski, to wciąż niedoceniona, wielka osobowość polskiego jazzu. Człowiek absolutnie wymykający się ocenom, idący zawsze swoimi ścieżkami, skoncentrowany tylko na muzyce. Współpracował z Czesławem Niemenem, Krzysztofem Komedą, Józefem Skrzekiem, Stanisławem Soyką, Tomaszem Stańko i wielu innymi. Dopiero pod koniec życia wydał solową płytę wraz ze swoim składem Asocjacja Andrzeja Przybielskiego.

Nowa instytucja kulturalna - Miejskie Centrum Kultury w Bydgoszczy, postanowiła poświęcić legendzie polskiego jazzu i bydgoskich pubów nowy festiwal nazwany Stacja Asocjacja. W programie pierwszej, jednodniowej edycji znalazły się:  wernisaż wystawy fotografii Marka Hofmana, Jarosława Pijarowskiego i Wojciecha Woźniaka upamiętniającej Jazzmana; spektakl Epitafium dla Majora w wykonaniu Teatru Performer z Zamościa; projekcja filmu z muzyką Andrzeja Przybielskiego - Lykantropia w reż. Piotra Dumały; performance Wojciecha Kowalczyka - Bez tytułu jest najlepiej oraz koncert odtworzonej Asocjacji Andrzeja Przybielskiego.

Festiwalowi towarzyszyła też premiera wydanej siłami MCK i Urzędu Miasta książki pióra dziennikarza muzycznego Zdzisława Pająka pt. Maluj muzykę, bracie.
-
To powieść o człowieku, który mógł zrobić wielką karierę, a przez całe życie zachowywał się jak outsider – mówi o niej sam autor.

Kim był/kim mógł być Przybielski?
„Jego twórczość miała na mnie wielki wpływ” – opowiadał Gazecie Wyborczej Stanisław Sojka.
Znający „Majora” muzycy są zgodni co do jednego - gdyby Andrzej Przybielski chciał choć trochę współpracować z innymi artystami, to byłby jedną z pierwszych trąbek na świecie. Jednak Mistrz w ostatnich latach życia żył na granicy ubóstwa.
„W obecnej sytuacji, głównie spowodowanej przez media, każdy chce grać »kogoś«. A on grał siebie i tylko siebie. Przypłacił to właśnie taką ceną” – tłumaczył Gazecie Pomorskiej Grzegorz Nadolny, basista m.in. z Asocjacji.

Jak wspominali na przedfestiwalowej konferencji prasowej bracia „Majora” pierwszą trąbkę kupił on pod koniec lat 50. w bydgoskim komisie przy ul. Długiej.
- Andrzej kupił ją w komisie technicznym - opowiadał Piotr Przybielski - Ale nie wiedział o tym nasz ojciec. Kiedyś wrócił wcześniej do domu i strasznie się zdenerwował. Ze złości rozbił trąbkę o kolano. Andrzej był zrozpaczony. Na szczęście przy ulicy Dworcowej był zakład naprawy instrumentów. Tam trąbkę naprawiono.

Bracia opowiedzieli też anegdotę o tym jak Major doprowadził do załamania nerwowego trębacza wygrywającego bydgoski hejnał z wieży kościoła Klarysek. Dodajmy, że okna jego mieszkania znajdowały się dokładnie naprzeciwko wieży kościelnej. Muzyk grał codziennie „swoją” wersję hejnału zawsze na pięć minut przed hejnalistą. Dlatego w końcu zrezygnowany trębacz miejski porzucił pracę. Co ciekawe, gdy zastąpiła go melodia emitowana z magnetofonu, Przybielski przestał wygrywać hejnał, bo „nie chciał konkurował z bezduszną maszyną”.

„Jakby takich ludzi było więcej, świat byłby inny” - mówi o nim wielki jazzman Anthimos Apostolis.


Zachęcamy do obejrzenia fotorelacji z Odsłonięcia Tablicy i Kącika Andrzeja Przybielskiego.

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start