Wszystko krąży i zmienia swoją formę

Dotychczas w naszej dyskusji udział wzięli: Grzegorz Giedrys, dziennikarz kulturalny toruńskiej Gazety Wyborczej, Tomasz Cebo, współwłaściciel klubu NRD, Waldemar Lewandowski, zastępca redaktora naczelnego Gazety Pomorskiej i Olga A. Marcinkiewicz, była szefowa biura ESK Toruń 2016, a obecnie ekspertka przy Komisji Kultury EU. W poprzednim numerze prezentowaliśmy oryginalny „głos” (obraz?) w tej dyskusji – Zbigniew Zieliński pokazał, czym jest dzisiejsza Bydgoszcz, jak ją widzi, co w niej widzi, co w niej ceni. W tym numerze o opinię poprosiliśmy znaną i cenioną artystkę sztuk wizualnych, Elżbietę Jabłońską.

Od kilku dni szukam sposobu na ten tekst.
Postanowiłam zrezygnować z porównań, rzadko je stosuję, nie dostrzegam ich sensu, po prostu nie porównuję. 
Zatem puszczam swobodnie myśli, które wracają do przeszłych zdarzeń, by poddać je kolejnej obserwacji. Pojawiają się pytania i naturalna potrzeba systematyzacji. Jak długo mieszkam już w Bydgoszczy? Od ilu lat dwa razy w tygodniu pokonuję tę samą trasę Bydgoszcz – Toruń i z powrotem? Sto kilometrów dziennie, dwieście tygodniowo, osiemset miesięcznie, osiem tysięcy rocznie… Czy dzieląc swój czas na te dwie przestrzenie mogę zbliżyć się do którejś z nich? Czy jestem gdzieś naprawdę? Czy moja perspektywa nie jest za bardzo odległa, a uczestnictwo w kulturze zbyt powierzchowne, by zabierać głos? Czym jest współczesna kultura? Czy można ją jednoznacznie nazwać i zdiagnozować? Czy należy jej szukać w instytucjach i obiektach, czy raczej w zjawiskach i ideach? Od czego jest bardziej zależna, od twórców czy odbiorców? Pytania można mnożyć, trudniej z odpowiedziami.


REKONSTRUKCJA
Wracam do początku.
A początek był w Toruniu, tam studiowałam. Z tego okresu pamiętam przede wszystkim aktywne uczestniczenie w wyjątkowej grupie osób zaangażowanych w sztukę. Stworzyliśmy wówczas prywatną przestrzeń przeznaczoną w większości na akcje, działania i niekończące się dyskusje na temat niezwykle szeroko rozumianej kultury. Prowadziliśmy specyficzny rodzaj gry ze sobą, z przestrzenią, w której mieszkaliśmy, z instytucją szkoły. Zdarzało się, że wychynęliśmy na chwilę z tej, mimo wszystko bezpiecznej, przystani by rozejrzeć się wokół, by zbadać jak daleko jesteśmy od innych. Podczas takich ujawnień ulegając potrzebie eksploracji, tak charakterystycznej dla młodego wieku, zdecydowaliśmy się na kilka wypraw do bydgoskiego muzeum. Tam mieliśmy okazję uczestniczyć w pokazach performerskich, z których jeden zakończył się niezaplanowanym wykładem Zbigniewa Warpechowskiego, nestora polskiej sztuki performatywnej, oglądaliśmy zbiory polskiej sztuki współczesnej, sprawdzaliśmy, co dzieje się w Wieży Ciśnień, gdzie aktywnie działało stowarzyszenie o tej samej nazwie. Takie wyprawy zawsze działały odświeżająco, a często stawały się również inspiracją dla naszych działań. Jednym z przykładów było założenie grupy Tu Performance przez naszych kolegów – Wojtka Jaruszewskiego i Oskara Dawickiego, jednego z najciekawszych współczesnych artystów polskich. Od tego momentu z duża częstotliwością odbywały się pokazy performerów, którzy czasem w formie zorganizowanej, czasem znienacka „atakowali” publiczność w dość przypadkowych miejscach, a czasem chronili się w bezpiecznych przestrzeniach uniwersyteckich. Dla naszych studenckich działań zawsze otwarta była galeria Nad Wisłą, związana przez jakiś czas z toruńska Fundacją „i”.

W tym samym czasie powstawała w Toruniu idea Festiwalu Camerimage. Co dało nam możliwość obserwowania i uczestniczenia w pierwszych edycjach tego przedsięwzięcia. Całymi dniami oglądaliśmy filmy w różnych punktach Torunia. Poranna kawa w kinie, to było niezwykłe przeżycie. Kilka premierowych filmów do wyboru codziennie przez cały czas trwania festiwalu, a wieczorem niekończące się spotkania ze znajomymi z łódzkiej filmówki.


RELOKACJA
Moje obserwacje, niekiedy mniej zaangażowane, zmieniły nagle punkt odniesienia. Zamieszkałam w Bydgoszczy, a wówczas szczególnie bliski stał mi się klub Mózg, gdzie odkryłam nieograniczone możliwości improwizacji w każdej dziedzinie sztuki. Przez kilka lat realizowałam tam spontaniczny plan zamalowywania płaszczyzn barowo–kawiarniano–galeryjnych, obserwując jak ewoluuje to miejsce, by wreszcie stać się czymś znacznie „więcej” niż planowali jego założyciele. Bywało, że zapraszałam artystów toruńskich, czasem studentów z prezentacjami swoich prac, działań, akcji. Z Bydgoszczy jeździłam tym razem do Torunia. Byłam trochę tu, trochę tam. Tu dom, tam praca. Układ idealny, bez ograniczeń. Nie można ugrzęznąć. Nieustanny ruch pomiędzy. 

Ten ruch mnie fascynuje do dziś, czterdzieści minut w aucie i już zmieniam orbitę. Tak blisko, a dla niektórych tak daleko. Ta odległość powiększa się zwłaszcza w sferze psychicznej, to uboczny efekt przywiązania do miejsca, lęku przed zmianą, przed otwarciem na innego. Przecież dla torunianina mieszkaniec Bydgoszczy jawi się wciąż, mimo upływu czasu i deklaracji, jako ten Obcy, i tak samo działa to w drugą stronę. To znana od lat i wciąż popularna w naszym społeczeństwie postawa, nic nowego, zaszłości.


REINTERPRETACJA
Dokładnie dziesięć lat temu wraz z gronem znajomych artystów z Bydgoszczy i Torunia próbowaliśmy podjąć temat tego bliskiego sąsiedztwa obu miast. Efektem była wystawa o konkretnym i działającym na wyobraźnię tytule Apator kocha Polonię. Ta niezależna inicjatywa zrealizowana została przy wsparciu Domu Muz i Galerii Rusz. Kilkanaście osób pokazało swoje prace, anektując głównie przestrzenie toruńskich słupów ogłoszeniowych, małych galerii i klubów. Próbując przełamać stereotyp mało entuzjastycznego myślenia o swoich sąsiadach, rozpoczęliśmy dyskusję na forach internetowych. Najwięcej kontrowersji wzbudziła praca Wojtka Jaruszewskiego z Torunia, zatytułowana Dialog. Były to dwa plakaty, na pierwszym autor trzyma transparent z napisem „Jestem tyfusem z Bydgoszczy”, a na drugim „Jestem psem z Torunia”. Ten prosty przekaz, został zupełnie błędnie zinterpretowany. A przecież użycie ogólnie funkcjonującego „kodu”, upublicznienie go w takiej właśnie formie, miało skłonić odbiorcę do refleksji nad absurdalnością trwających wciąż animozji. Wśród komentarzy powystawowych pojawił się również niezwykle interesujący głos na rzecz znalezienia porozumienia między obydwoma miastami:

„Może by zacząć od drobnych gestów, ale bardzo wymownych. Ten sposób zresztą chyba jest bardziej właściwy na rozpoczęcie zakopywania toporów wojennych miedzy naszymi miastami. Dokładnie – mam na myśli propozycję, aby jednego dnia magistrat Bydgoszczy wywiesił na swoim ratuszu flagę Torunia, a toruński flagę Bydgoszczy jako akt dobrej woli i chęci współpracy obywateli. Można by w tym samym celu posadzić na jeden dzień w fotelu prezydenta Torunia prezydenta Bydgoszczy i odwrotnie. Może to wpłynęło by na zbliżenie i wzajemne zrozumienie naszych włodarzy… Może chociaż posadzilibyśmy drzewa w parkach: toruńskim i bydgoskim na pamiątkę naszych wysiłków zatarcia animozji…”

Tak było w 2001 roku. Czy przez tę dekadę wzajemne relacje uległy zmianie, czy znaleźliśmy jakąkolwiek płaszczyznę porozumienia? Czy posadziliśmy chociaż jedno drzewo? Czy kultura, która daje tak wielkie możliwości dialogu stała się takim obszarem?
Chyba najlepszą odpowiedzią byłoby zacytowanie kilku wypowiedzi komentujących zeszłoroczny start Torunia i Bydgoszczy w konkursie o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2012. Każde z miast przygotowało swój własny program koncentrując się na swoich możliwościach lub na tym, czego nie może zaproponować „sąsiad”. Wynik już znamy od dawna, był w stu procentach przewidywalny. A szkoda, że nie udało się podjąć dialogu, być może byłby to moment przełomowy we wzajemnych relacjach, nawet w obliczu przegranej:

„Odpadliśmy, a razem z nami: Białystok, Łódź, Poznań, Szczecin, Toruń.
Uff, nareszcie koniec tego całego cyrku… A następnym razem może się ratusze dogadają i zamiast głupio konkurować, zrobią coś solidnego razem?”


REORGANIZACJA
A gdyby tak stworzyć wizję idealnego środka? Takie połączenie, którego efektem byłaby komplementarna całość. Dopasowana jak puzzle.
Gdzieś pośrodku, może w Złejwsi Wielkiej.
Wielka wymiana dóbr kultury, „dobrej” kultury.
Pomiędzy tymi którzy mieszkają na wysokości 730 kilometra Wisły, a tymi, których ta sama rzeka zaledwie zahacza w jednej z podmiejskich dzielnic.
Szanse na porozumienie, a tym samym wyjątkowe rozszerzenie pola kultury, o którym tak często się mówi, znacznie wzrosły wraz z podpisaniem Paktu dla Kultury.

I kiedy rozglądam się wokół, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wszystko podlega nieustannym przemieszczeniom. Mój ulubiony festiwal operatorski przeniósł się do Łodzi, by po kilku latach pojawić się w Bydgoszczy, w Toruniu otwarto Centrum Sztuki Współczesnej, a z Bydgoszczy wyjechało wielu moich znajomych artystów – do Łodzi, do Gdańska, do Warszawy, do Poznania, za granicę, niektórzy wrócili, a inni nie wrócą już nigdy…

Wszystko krąży i zmienia swoją formę, wskazując jedynie słuszny odbiór rzeczywistości oparty na zaakceptowaniu owych zmian.
Mój punkt obserwacyjny również się zmienił, sporadycznie zaglądam do Bydgoszczy i regularnie do Torunia, swoje projekty realizuje w Polsce i poza nią, a moim stałym punktem odniesienia na mapie przemieszczeń stała się Wisła.
A kultura ma się dobrze, zarówno Tu, jak i Tam jest w budowie!

I na koniec...


REDEFINICJA
„Kultura przeobraża się dzisiaj w jeden z departamentów gigantycznego domu towarowego, jakim stał się świat przeżywany przez ludzi przeobrażonych, po pierwsze i po ostatnie, w konsumentów. Jak w innych działach tego mega-sklepu półki wypełnione są po brzegi wymienianymi co dzień atrakcjami, a lady ozdobione reklamami najnowszych ofert – znikającymi równie błyskawicznie jak reklamowane przez nie nowości się starzeją. Zarówno towary na półkach, jak i reklamy na ladach są obliczone na wzbudzanie zachłystujących, ale, jak to w ich naturze chwilowych, zachcianek (jak to kapitalnie ujął George Steiner – na „wywarcie maksymalnego wrażenia i natychmiastowe grzybienie”). Sprzedawcy towarów i autorzy reklam liczą na zaślubiny kunsztu uwodzenia z impulsem potencjalnych klientów do zabiegania o podziw współziomków i własną nad nimi przewagę”.
(
Zygmunt Bauman, Uwag kilka o historycznych perygrynacjach pojęcia „kultury” / http://www.culturecongress.eu). 


ELŻBIETA JABŁOŃSKA // Zajmuje się głównie instalacją, działaniami czasowo-przestrzennymi. Jej twórczość bywa często ironicznym komentarzem do sytuacji i statusu kobiet w Polsce. Nasycona sporą dawką humoru sztuka Elżbiety Jabłońskiej pozwala dostrzec to, co zazwyczaj niewidoczne i trudne do zaakceptowania w życiu społecznym.
Urodziła się w 1970 roku. Mieszka w Kozielcu. W latach 1990-1995 studiowała na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. W 1996 została asystentką w Zakładzie Rysunku UMK w Toruniu. W latach 1997-2004 związana z bydgoskim klubem Mózg.
W 2001 otrzymała wyróżnienie rektora UMK za działalność artystyczną w roku akademickim 1999/2000. W tym samym roku otrzymała stypendium twórcze ministra kultury na rok 2002. W 2002 została nominowana do nagrody „Paszport Polityki” w dziedzinie „Plastyka”, otrzymała także tytuł „Artysty Roku” w plebiscycie przeprowadzonym wśród czytelników lokalnego dodatku Gazety Wyborczej w Bydgoszczy. Również w 2002 tygodnik Newsweek Polska uznał Jabłońską za jedną z z najbardziej obiecujących indywidualności młodego pokolenia artystów polskich. W roku 2003 została laureatką pierwszej polskiej edycji konkursu Fundacji Kultury Deutsche Banku i Narodowej Galerii „Zachęta” – Spojrzenia 2003.

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Luty 2012 Wszystko krąży i zmienia swoją formę