zugzwang (40): Barbecue

Bartłomiej Siwiec Bartłomiej Siwiec

Nie wiem, czy Państwo się ze mną zgodzą, ale osobiście jestem bardzo zadowolony z oferty kulturalnej naszego miasta. Może dlatego, że mam pewien horyzont czasowy, pamiętam, jak było beznadziejnie w latach dziewięćdziesiątych zeszłego wieku, pamiętam, że byliśmy zdani na małe kina (one jeszcze miały swój urok) i dość przeciętny teatr. Cały rok czekało się na juwenalia, bo wtedy przyjeżdżał Kazik Staszewski z zespołem i na tym właściwie kończył się styk młodego człowieka z kulturą. Kilkukrotnie rozmawiałem o tym z Wiktorem Żwikiewiczem (raz na łamach naszego pisma) i on używał nawet bardziej dosadnego zwrotu: „To były głupie lata”. Państwo w wystarczający sposób nie finansowało kultury, a nawet uporczywie forsowało tezę, że kultura nie potrzebuje mecenatu. Wykwitem takiego podejścia były „cudowne” filmy, takie choćby jak Młode wilki i Młode wilki 1/2. Jeśli ktoś nie wie, co znaczy słowo „obciach”, powinien sobie je przypomnieć.

Zupełnie nie o tym chciałem dzisiaj pisać. Otóż są wakacje, warto zwiedzać nasz piękny kraj, warto również podróżować po Europie. Od czasu tych obrzydliwych zamachów minęło już kilka miesięcy i wydaje się, że sytuacja w Belgii już trochę się uspokoiła. Obym tylko nie zapeszył! Pamiętam, że byłem kiedyś na tej stacji metra w Brukseli, na której zamachowcy zdetonowali bomby. Jakoś nie mam żadnych wspomnień, dokładnie z tamtego miejsca, ale dzień później znalazłem się w cudownym, belgijskim miasteczku Leuven. Tam właśnie znajduje się najstarszy w Belgii uniwersytet, tam też produkują piwo, które bez większego problemu można w Polsce kupić, a mianowicie: Stella Artois. To był lipiec 2000 roku. Odbywałem na uniwersytecie skromne szkolenie dotyczące integracji europejskiej. Pomiędzy zajęciami wyskakiwaliśmy do okolicznych kawiarenek, w których regularnie spotykałem naszych rodaków, a jeszcze częściej rodaczki. Pamiętam, że z większością barmanek i kelnerek rozmawiałem po polsku i pewnie teraz niewiele się zmieniło. Mnóstwo też było Turków. To były dwie wyróżniające się nacje. Sączyłem piwo i nie miałem żadnych wątpliwości, że jestem w raju. 

Właśnie w Leuven przydarzyła mi się śmieszna historia. Otóż nasz opiekun (kursanci z Polski tworzyli dość specyficzną grupę na tle innych narodowości, tj. młodzieży uniwersyteckiej krajów, które również chciały wstąpić do Unii, a mianowicie dość przeciętnie posługiwaliśmy się językiem angielskim) zaproponował imprezę integracyjną i wypowiedział nieznane mi wówczas słowo: barbecue. Dzisiaj, w epoce wzmożonej aktywności grillowej, wszyscy wiedzą, co jest zgrane. Kolega spytał mnie, o co chodzi, a ja zacząłem kombinować i mówię mu: „To ty nie wiesz? To proste. Barbecue to taki barbakan. Będziemy zwiedzać zabytki”. Pocztą pantoflową się rozeszło. Kilku wiedziało, o co chodzi, i pewnie miało niezły ubaw; kilku innych pomyślało, że mam jakieś nowe wiadomości. Nastawiłem się na ostre zwiedzanie. Zresztą, wydało mi się oczywiste, że państwo takie jak Belgia, wepchnięte pomiędzy dwa inne rywalizujące, ba, toczące ze sobą nieustanne wojny państwa, musi mieć jakiś system fortyfikacji, jakiś barbakan. A że w życiu widziałem tylko krakowski, więc podniecenie rosło. Godzinę później przyjechał autokar. Moja koncepcja potwierdzała się, przecież w samym mieście nie widziałem żadnego barbakanu. Jakież było moje rozczarowanie, gdy po dwóch kwadransach dojechaliśmy do restauracji. Pomyślałem, że tak to fajnie wykombinowali: najpierw obiad, a potem zwiedzanie, ale obok nie widziałem żadnej baszty, muru obronnego czy bramy miejskiej, a tylko dymiący na świeżym powietrzu ogromny grill. Potem ktoś w końcu wytłumaczył mi, w czym rzecz. W efekcie byłem rozżalony, choć nie było powodu: mięso pyszne, wino i piwo również, studenci rozmawiali, śmiali się, a ja stałem w kącie i co chwila przechylałem kufel. Stella Artois to napój całkiem niezły szczególnie na smutki dnia powszedniego. Mój belgijski barbakan to była zwykła fantasmagoria.

Oczywiście są też plusy tej sytuacji. Po powrocie do Polski zaprosiłem na działkę znajomych i w opinii większości gości zdecydowanie zbyt często używałem nowego, modnego słowa: barbecue.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Lipiec/Sierpień 2016 zugzwang (40): Barbecue