Szczególne poczucie emancypacji

Z kuratorkami wystawy Przy warsztacie. Miejsca pracy badaczek, działaczek i artystek – Karoliną Kosińską i Moniką Talarczyk-Gubałą – rozmawia Emilia Walczak.


18 maja w Galerii Farbiarnia miał miejsce wernisaż wystawy zatytułowanej: Przy warsztacie. Miejsca pracy badaczek, działaczek i artystek. Projekt miał charakter otwarty – na Facebooku utworzyłyście wcześniej grupę, do której dołączyć mogła każda twórcza kobieta, prezentując tam swoje domowe stanowisko pracy. Jak duży był odzew?
MTG: Byłyśmy zaskoczone, z jakim entuzjazmem dołączały kolejne osoby; w ciągu kilku dni grupa liczyła już blisko 100 osób i każdego dnia przyłączały się kolejne „biurka”. Dziś, kiedy rozmawiamy, grupa liczy grubo ponad 200 osób.
KK: Najpierw zaprosiłyśmy koleżanki i znajome, one zapraszały następne. Ponieważ dziedziny naszych działań są często spokrewnione, nagle powstała siatka kobiet, które znałyśmy dzięki temu, co robią, nie osobiście – teraz mogłyśmy zajrzeć do ich prywatnych przestrzeni. Zaskakujące, jak wiele z nas tak chętnie „wpuściło” inne dziewczyny do swoich pracowni, gabinetów, domów.

Projektowi przyświecał, dotyczący organizacji przestrzeni, postulat Virginii Woolf o „własnym pokoju”. Jak przedstawiały się proporcje: więcej kobiet faktycznie pokazało swój gabinet, swoje biurko, a może część z nich w ogóle takich przywilejów nie posiada i funkcję biurka pełni u nich spłachetek kuchennego stołu czy też… własne kolana?
MTG: Utworzyłyśmy tę grupę, kiedy same kupiłyśmy nasze pierwsze dorosłe biurka. Dopiero wtedy przyszła myśl, że mamy na koncie tyle prac, książek, artykułów i że to wszystko jakoś się napisało na kolanie, bo i na uniwersytecie czy akademii nie zawsze było miejsce. I ta tendencja, żeby nie odbierać za dużo przestrzeni rodzinie, używać czasem, bez ostentacji, stołu jadalnego tylko dla siebie. Ale jest to też kwestia czasów: na tych kolanach kładziemy swoje laptopy, piszemy i projektujemy w podróży, nosimy całą pracownię w komputerze; i słowa „pisane na kolanie” znaczą dla nas już coś innego. Zabawna była też deklaracja: „Nie piszę do szuflady, bo nie mam szuflady” – zresztą poczytnej humanistki. Własny pokój to jest nadal luksus, zwłaszcza dla humanistek i artystek. Karolina znalazła też książkę My desk is my castle na temat kultury personalizacji.
KK: Możemy pisać na kolanie, na stołach kuchennych, w łóżku, ale jednak okazuje się – tak poczułyśmy, kiedy stałyśmy się posiadaczkami własnych biurek – że osobne, tylko nasze miejsce daje szczególne poczucie emancypacji. Część z nas ma dzieci. Jeśli pracujemy w domu, trudno nam uciec od domowego chaosu, wyodrębnić przestrzeń tylko dla nas. Ja nie pozwoliłam dzieciom dotykać biurka. Nie wolno im grzebać w szufladach, przekładać papierów, zawalać blatu zabawkami. I choć biurko stoi we wspólnej przestrzeni, to siadając przy nim mam poczucie wejścia w inny tryb funkcjonowania. Myślę też, że te z nas, które są matkami, musiały wypracować w sobie umiejętność zajmowania się kilkoma rzeczami jednocześnie. Jesteśmy hipermobilne, nasze głowy pracują zawodowo w każdych warunkach i w każdej przestrzeni. Wierzę, że mężczyźni potrafiliby działać tak samo. Nie wiem, ilu z nich naprawdę to robi.

Na fotografiach ważne było też pokazanie detalu, często będącego źródłem inspiracji dla badaczki/działaczki/artystki. Jakiego typu były to przedmioty? Wiemy już, że na biurku Moniki stoi portret Marleny Dietrich, u Karoliny Ken Loach, ja natomiast pokazałam książki będące dla mnie inspiracją przy pisaniu nowej powieści. Co na swoich stanowiskach mają inne dziewczyny (oprócz książek!): kwiaty, porcelitowe bibeloty…?
MTG: Przysiadają na nich nasze koty, psy, króliki albo nieproszone jętki. Ciekawe, że chętniej dopuszczamy je do warsztatu pracy niż innych domowników. Może dlatego, że milczą? Towarzyszą nam w pracy zdjęcia naszych babć, myśl o tym, czy one miały, czy nie, swój własny kąt, własny pokój. Zdarza się jeszcze słoiczek z atramentem jako tradycyjny nośnik danych, obok przenośnego dysku. Niektóre z nas mają tuż za plecami łóżeczka z niemowlakami.
KK: Chyba najczęściej są to przedmioty drogowskazy, nieustannie dopingujące do pracy i podążania w konkretnym kierunku. Kubki z kawą. Zdjęcia dzieci (partnerów czy partnerek – chyba nigdy). Zaskakuje mnie odkrywanie, która z dziewczyn ma na biurku straszliwy chaos, a która pedantyczny porządek. To fascynujące – obserwować, w jaki sposób pracują kobiety, które najczęściej znamy tylko z owoców ich pracy.

Wasz projekt z jednej strony miał więc wymiar bardzo intymny, z drugiej natomiast – posiadał też wydźwięk społeczny, może nawet i polityczny… W tekście kuratorskim pisałyście: „Bardzo się od siebie różnimy, wybieramy różne modele funkcjonowania w świecie, wierzymy w różne sprawy. Ale nadal wzrusza i wzmacnia nas idea wspólnotowości. Dzielenie się obrazem przestrzeni tak osobistej, jak miejsce pracy, zaglądanie do warsztatów innych kobiet także tę wspólnotowość buduje”. Jak pojmujecie zasadność i celowość wspólnotowych feministycznych działań w aktualnej sytuacji polityczno-społecznej?
MTG: Kiedy wydawało się, że każda z nas może już pójść własną drogą, bo jakiś pakiet podstawowych praw został zdobyty, okazało się, że tak nie jest. Spotykamy się na marszach w sprawie obrony konstytucji, przeciw zaostrzaniu ustawy antyaborcyjnej. Przy „biurkach” wymieniamy się nie tylko zdjęciami, ale też opiniami o naszej sytuacji zawodowej, prawach reprodukcyjnych, swobodach obywatelskich. Radzimy się siebie wzajem, jak to połączyć: pracę i wychowywanie dzieci, kiedy do tego biurka przysiadać i w jakim stanie umysłu.
KK: Śmieję się, że jestem „postfeministką”. Nie lubię dzielić świata na kobiety i mężczyzn; wierzę, że w najgłębszej istocie nie różnimy się od siebie tak bardzo. Nie wierzę, że kobiety tylko z racji tego, że są kobietami, będą działać na rzecz innych kobiet. To utopia. Jednocześnie jednak, kiedy całkiem spontanicznie uruchamiamy taki projekt jak ten, przekonuję się, że jest tu element wspólnotowości, moc doświadczeń, których nie musimy sobie tłumaczyć, bo każda dokładnie wie, w czym rzecz. To budzi pozytywną siłę – nie przeciwstawioną sile mężczyzn, ale budującą wzajemne zrozumienie między nami. Bardzo to lubię.


 

Wystawę w Galerii i Pracowni Artystycznej
„Farbiarnia” przy ul. Pomorskiej 68A/1
można oglądać do 24 czerwca.


 

Działy:
BIK

BIK

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Czerwiec 2016 Szczególne poczucie emancypacji