Festiwal otwarty na wszystkich

Z Katarzyną Lutkowską z Biura Organizacji Bydgoskiego Festiwalu Nauki rozmawia Małgorzata Szymańska.


To już 7. edycja BFN. W tym roku zbiega się z 670-leciem nadania praw miejskich Bydgoszczy. Czy czujecie, jak zmieniło się miasto w ciągu tych 7 lat z wami? Czy festiwal zaprzyjaźnił się z mieszkańcami Bydgoszczy, a oni z nim?
Jesteśmy przekonani, że tak. Festiwal wpisał się na stałe w kalendarium bydgoskich imprez. Jesteśmy rozpoznawalną marką. Pozytywnym sygnałem są telefony, które pojawiają się już na początku kwietnia. Ludzie pytają, kiedy festiwal, kiedy program, kiedy ruszamy. To nas cieszy. Podobnie frekwencja. Liczby nie kłamią, zainteresowanie w regionie rośnie. Dzięki temu czujemy się potrzebni. Cieszymy się, że możemy wspólnie z włodarzami miasta i mieszkańcami uczcić ten jubileusz, być częścią obchodów urodzin miasta. Wydarzeń nawiązujących do Bydgoszczy jest w programie bardzo dużo. Zależało nam, by pokazać, że jesteśmy bydgoskim festiwalem.

Ramy i daty festiwali ustalane są dość szybko, podobno ostatni dzień festiwalu jest również pierwszym dniem planowania kolejnego?
To prawda, takie inicjatywy to całoroczne projekty. Prace zaczynamy od starań o patronów honorowych, sponsorów, następnie wysyłamy wnioski do ministerstwa, a kończymy na rozliczaniu finansów i raportowaniu. Już dziś myślimy o tym, co i w jaki sposób zrobimy za rok. Niektóre pomysły przychodzą późno, ale to nie znaczy, że nie będą zrealizowane; można je zapisać i odłożyć. Nie ukrywam jednak, że największa kumulacja pracy jest na przełomie kwietnia i maja.

Na jakim etapie przygotowań jesteście?
Mamy zamknięty program, za chwilę w mieście pojawią się plakaty, bilbordy citylighty; to jest moment, w którym rozpoczynamy całą akcję promocyjną.

To, co zapamiętałam ze współpracy z BFN, to ogromne zainteresowanie odbiorców. Bywało, że niektórym trzeba było odmawiać, mimo organizowania dodatkowych warsztatów…
Niestety tak, nie jesteśmy w stanie multiplikować na taką skalę tych wydarzeń. Trudno też przewidzieć, które z tych blisko 800 będą cieszyć się największą popularnością. Czasami pytamy prowadzącego, czy jest w stanie powtórzyć daną imprezę, ale charakter warsztatów nakłada ściśle określoną liczbę osób i można to zrobić 1–2 razy, nie więcej. Dbamy o to, by wszystkie dziedziny nauki były reprezentowane.

Festiwale nauki bywają określane mianem „pigułki edukacyjnej”. Z jednej strony, pozwalają zdyscyplinowanym uczestnikom w bardzo krótkim czasie przeżyć masę ciekawych wydarzeń, z drugiej strony – taka kulminacja często stawia ich w sytuacji wyboru: pójść na coś, a z czegoś zrezygnować. Czy w przyszłości są szanse, by festiwal wydłużyć lub, wzorem innych miast, prowadzić całoroczną działalność?
Zastanawiamy się nad tym, w Polsce jest taka tendencja. Festiwale nauki przez cały rok prowadzą kawiarenki naukowe i organizują wykłady otwarte. Wiemy, że przyjdzie taki moment, że trzeba się będzie nad tym pochylić. BFN jest młodym festiwalem, ale mam nadzieję, że nasz rozwój pójdzie w tym kierunku.

W listopadzie ub.r. organizowaliście ogólnopolską konferencję Kalejdoskop, czyli spotkanie akademickich festiwali nauki. Udało się? Jakie wnioski wyciągnęliście?
To było pierwsze takie spotkanie. Poznaliśmy się, widać było, że wszyscy tego potrzebowali, i dobrze, że to Bydgoszcz stała się na chwilę stolicą polskich festiwali nauki. Szybko okazało się, że nie rozmawiając ze sobą, działamy bardzo podobnie, mamy podobne doświadczenia, chwile zwątpień, ale też ogromnej satysfakcji. Celem na przyszłość jest, by kolejne spotkania stały się bardziej szkoleniowe, by czerpać z doświadczeń festiwalowych gigantów.

Czy po wymianie doświadczeń podczas Kalejdoskopu jesteście w stanie powiedzieć: tak, za 2 lata chcemy być tacy jak np. Kraków?
Nie wskażę jednego miasta, ale po to był Kalejdoskop, żebyśmy mogli czerpać od siebie różne elementy. Myślę, że w każdym festiwalu znalazłabym wiele rzeczy, które chciałabym implementować na nasze potrzeby. Oczywiście wszystko trzeba dopasować do swoich możliwości, do specyfiki miasta, potrzeb mieszkańców.

A może jest już coś, co was wyróżnia, co jest tylko nasze, bydgoskie, i trzeba o tym mieszkańcom powiedzieć?
To, co nas wyróżnia, to skoordynowana na dużą skalę współpraca już 5 uczelni wyższych, które mają bydgoszczanom wiele do zaoferowania. Często przychodzą do nas świadomi odbiorcy, pasjonaci przedmiotu – nauczyciele, którzy widzą w BFN możliwość pokazania swoim uczniom doświadczeń, jakie w szkolnych warunkach są niemożliwe. To nie jest dla nich kolejna wycieczka, a wyprawa po ciekawą lekcję w terenie. Odwiedzają nas osoby indywidualne, rodziny, aktywni seniorzy. Często obserwujemy gości z prowiantem na cały dzień. Wszystkie atrakcje są nieodpłatne, a to też jest ważne.

Kim są organizatorzy i pomysłodawcy warsztatów? Kto je wymyśla, kto może pretendować do miana „szalonego naukowca”?
Ludzi festiwalu jest bardzo dużo, ale tu też możemy wyróżnić kategorie. Pierwsza to prowadzący, którzy zawsze błyszczą, chętnie wychodzą przed szereg, są urodzonymi popularyzatorami nauki. Druga to naukowcy, którzy pracują w swoich laboratoriach, trzymają się planu dydaktycznego i bardzo akademicko prowadzą swoje zajęcia. Na nowe audytorium otwierają się raz do roku, mierząc się wtedy z niecodziennymi pytaniami zadawanymi przez dzieci. Festiwal jest dla nich okazją, by pochwalić się efektami swojej pracy i zyskać energię na kolejny rok.

Na co szczególnie zapraszacie bydgoszczan?
Po raz kolejny wyjdziemy w przestrzeń miejską z piknikiem naukowo-rodzinnym. To wydarzenie jest dla nas bardzo ważne, bo nie obowiązują zapisy i trzeba po prostu przyjechać na Wyspę Młyńską. Tradycyjnie rozstawimy tam namioty, w których będą odbywać się pokazy, eksperymenty i animacje dla najmłodszych.


Szczegóły na stronie: Festiwalnauki.bydgoszcz.pl
Aktualne informacje również na: Facebook.com/festiwalnauki.bydgoszcz


 

Działy:
BIK

BIK

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Maj 2016 Festiwal otwarty na wszystkich