zugzwang (38): Na czeskiej ziemi

Bartłomiej Siwiec Bartłomiej Siwiec

Uważam, że warte przypomnienia jest nazwisko twórcy, literaturoznawcy, badacza literatury polskiej i czeskiej Mariana Szyjkowskiego. Pozornie nic go z naszym miastem nie łączyło. Badacz urodził się we Lwowie, dojrzewał twórczo w Krakowie, a karierę głównie zrobił w czeskiej Pradze; tam też na Uniwersytecie Karola założył polonistykę. Spotkałem się z opinią, której niestety nie jestem w stanie niczym podeprzeć, że w 1924 roku, z chwilą przejścia z Krakowa do Pragi, przez jakiś nieokreślony czas przebywał w naszym mieście, ściągnięty tutaj przez władze jednego z bydgoskich seminariów. Inna informacja łącząca tego wybitnego badacza z naszym miastem jest taka, że książka Polskie peregrynacje do Pragi i Karlowych Warów. Od Augusta Mocnego do Adama Mickiewicza była tłoczona w Zakładach Graficznych Instytutu Wydawniczego „Biblioteka Polska” w Bydgoszczy. Książka ta jest dostępna w bydgoskiej bibliotece. I o niej właśnie chciałem napisać, zwłaszcza że od jej ukazania właśnie mija osiemdziesiąt lat.

Wraz z objęciem katedry polonistyki na praskim uniwersytecie zmieniło się zainteresowanie badawcze Szyjkowskiego. Wcześniej był badaczem głównie polskiego romantyzmu, a od połowy lat dwudziestych zeszłego wieku stara się drążyć temat wpływu kultury polskiej na czeską i przeciwnie. Okazuje się, że takie wzajemne oddziaływanie było, i to dość znacznie, związane głównie z turystyką uprawianą przez Polaków do stolicy Czech, a także dalej, w poszukiwaniu leczniczych źródeł. Nic zatem dziwnego, że w tytule pracy oprócz Pragi pojawiają się też Karlowe Wary, w czasach Cesarstwa Austro-Węgierskiego zwane: Karlsbad. I tym tropem podąża autor. Wykonuje mrówczą pracę w czeskich archiwach i bibliotekach, bada szczegółowo, jacy Polacy udawali się na czeską ziemię, gdzie się zatrzymywali, z kim utrzymywali kontakty, jak długo trwała ich wyprawa, jaki przyniosła skutek i co mówią na ten temat lokalne źródła. Benedyktyńska to iście praca, dająca całkiem pokaźny efekt.

W książce roi się od osobistości polskiej kultury i polityki drugiej połowy XVIII i początku XIX wieku. Listę otwiera nasz najbardziej znienawidzony król August Mocny, a dalej: Julian Niemcewicz, Jan Woronicz, Kazimierz Brodziński i Adam Mickiewicz, którego pobytem na czeskiej ziemi autor zajmuje się do tego stopnia, że śmiało można by go z tej książki wyłączyć i poświęcić mu osobną publikację.

Co ciekawe, ta drobiazgowość wcale nie jest męcząca. Szyjkowski potrafi być ironiczny, co nadaje książce swoistego uroku. Weźmy choćby pobyt w Pradze Kazimierza Brodzińskiego w roku 1824. Autor relacjonuje go, stwierdzając przy tym, że Brodziński planował dalszą podróż do Włoch, dotarł nawet do Florencji, ale szybko zawrócił i osiadł na dłużej w Karlsbadzie. W jednym z listów tłumaczył: „Ruiny Słowian bardziej mnie obchodzą niż Włoch”. Szyjkowski to zaś skomentował: „Gdzie w Karlsbadzie chciał tych słowiańskich ruin poszukać, to już zostanie jego tajemnicą”.

Idealnie w koncepcję książki wpisuje się przyjazd na czeską ziemię Mickiewicza, który najpierw odwiedził Pragę, a następnie przeniósł się do Karlsbadu. Jest lipiec 1829 roku – atmosfera w grodzie Wacława iście ciekawa, to wszakże czas budzących się nacjonalizmów. Czescy literaci prowadzą etymologiczne spory, zastanawiając się, czy „Słowianie” pochodzą od wyrazu „sława” czy „słowa”. Szyjkowski zwraca uwagę na fakt, że Mickiewicz prawdopodobnie już przed przyjazdem do Pragi znał dzieło Františka Ladislava Čelakovskiego Słowiańskie ludowe pieśni i że utwór ten mógł w zasadniczy sposób podziałać na rozwój jego wyobraźni. Zupełnie niesamowita wydaje się kolejna informacja przytoczona przez Szyjkowskiego. Otóż okazuje się, że niektóre z młodzieńczych utworów Mickiewicza zostały przetłumaczone na język czeski przez Josefa Chmelenskiego już w 1828 roku.

Inny przedstawiciel czeskiego odrodzenia narodowego Josef Jungmann, autor Historii literatury czeskiej i Słownika czesko-niemieckiego, po przeczytaniu III części Dziadów napisał: „W tym dziele rysuje się niepospolita zdolność poetycka, ale zarazem przesada i prawie szaleństwo ducha. Całe dzieło jest wybuchem żółci na Rosjan. Szkoda tak dobrej głowy”.

W połowie sierpnia 1829 roku Mickiewicz opuścił Karlsbad. Kierował się w stronę granicy bawarskiej. Na ziemi czeskiej zatrzymał się jeszcze w Marienbadzie (Mariańskie Łaźnie), składając kurtuazyjną wizytę matce Juliusza Słowackiego. Trzy dni później przekroczył granicę z Bawarią.

Jest to dość niezwykłe, że o miesięcznym pobycie na czeskiej ziemi naszego narodowego wieszcza można napisać ponad sto stron, ale też chyba nie byłoby to możliwe, gdyby nie prawdziwe zainteresowanie jego osobą naszych południowych sąsiadów. To oni wszakże są autorami źródeł, z których czerpał autor. Szyjkowski sprawnie je przedstawił, zinterpretował i dzięki temu wiemy, że nasza kultura już od stuleci cieszy się nad Wełtawą sporym zainteresowaniem.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Maj 2016 zugzwang (38): Na czeskiej ziemi