Się nam wydaje. W Bydgoszczy (18)

"Szkoła bydgoska. Było nie było",  Bydgoszcz 2015 "Szkoła bydgoska. Było nie było", Bydgoszcz 2015

Szkoła Bydgoska. Było nie było, czyli jednak coś było

W przypadku takich publikacji narzuca się najsilniej pytanie o skończoność, zamknięcie, minioność zjawiska, które jest opisywane. Skończyło się czy nie, skoro historia jego występowania, działania, trwania (i historia jego twórców-bohaterów, bo i o nich – o każdym z nich z osobna – jest to książka) jest zamknięta (nomen omen, jak się to mówi) między okładkami, zatrzymana w opisie i kadrze, zanalizowana, podsumowana? Kilka jest możliwych na to pytanie odpowiedzi.

Po pierwsze więc, tak, skończyła się. I nie znaczy to wcale końca działań grupy, nie oznacza to, że razem i pod tym szyldem nie będą już się pojawiać. Znaczy to, że skończył się pewien czas, nazwijmy go: koniec czasów niewinności. Był to czas niezachwianej wiary w możliwość istnienia na obrzeżach świata sztuki (albo: poza nim), istnienia niezależnego, istnienia dla samych siebie, a jednocześnie – taki paradoks, który uważam za istotę działalności Szkoły Bydgoskiej – wpływania na życie społeczności, w której te działania się odbywają.

 

Po drugie więc, tak, skończyła się jako pewien tryb funkcjonowania. To dość wyraźna nić narracji o historii grupy: intensywny kontakt pomiędzy trójką artystów, których twórcze istnienie formuje się i spełnia w tym kontakcie. Jak zrozumiałem z lektury, ten etap skończył się w drugiej połowie lat 90. (czy ostatecznie: w roku 1998). Nie oznacza to, że po tej dacie Szkoła Bydgoska zaprzestała działań. Znaczy to jednak, że opuściła tę mityczną przestrzeń, która jest chyba najładniej opisywana w tej historii jej istnienia.

Po trzecie jednak, nie, nie skończyła się, bo można rozumieć tę publikację jako kolejny akt jej istnienia. I nie trzeba szczególnych sztuczek retorycznych, by tę tezę jakoś uprawdopodobnić. Wielość form, jaką w swoim istnieniu (i w istnieniu i prezentacji swojej sztuki) grupa wykorzystywała, pozwala sobie wyobrazić o wiele bardziej oryginalne formy trwania. Zresztą, ta publikacja odświeża (odnawia, odradza) też ten ważny element, o którym wspomniałem wyżej: wspólnotowość, grupowość, kontakt jako przestrzeń istnienia sztuki. Wystarczy przeczytać stopkę (co często bywa ważne i odkrywcze, a tu już szczególnie): „redaktor: Krzysztof Gruse (współpraca: Elżbieta Kantorek, Stanisław Stasiulewicz i ZbyZiel); projekt: ZbyZiel (współpraca: Krzysztof Gruse i Stanisław Stasiulewicz); skład: ZbyZiel”. Tak właśnie to trzeba czytać: nie jako próbę zaznaczenia swojej obecności i wkładu pracy, ale jako poszerzenie tej przestrzeni kontaktu.

Po czwarte wreszcie, nie, nie skończyła się, bo nigdy nie istniała, albo istniała zawsze, była tylko piękną legendą. Zostało coś po niej prócz tej książki? Coś w ludziach? Nic albo wszystko, czyli pewnie wszystko.

Ale to niejedyny problem, do myślenia o którym ta książka prowokuje. Innym, ważnym jej wątkiem są potyczki z miejscem (miejscem zamieszkania, miejscem działania). Bydgoskość, która pojawia się już w nazwie grupy, nie jest, nie może być tylko geograficznym odniesieniem do miejsca zawiązania się grupy. Jest wyzwaniem, problemem i znakiem ucieczki (wyzwaniem zarówno do przekroczenia, jak i – przeciwnie – do odparcia tej pokusy; problemem, który prowadzi do dwóch skrajnych skutków: zamknięcia w sobie, zamilknięcia oraz nadmiarowej, kompulsywnej aktywności, a także wielu stanów pośrednich; a znakiem ucieczki do wewnątrz i na zewnątrz, daleko stąd). Tę tak właśnie pojętą bydgoskość widać w artystycznych biografiach trzech bohaterów tej książki – trzech (wciąż nie mogę się zdecydować) uczniów czy nauczycieli w tej Bydgoskiej Szkole.

 

Działy:
Michał Tabaczyński

Michał Tabaczyński

Redaktor naczelny BIK.

Polonista, dziennikarz, slawista, autor kilku książek (Parada równości, Koniec zabawy w pokolenie) i współautor kilku innych (Tekstylia bis, Kultura niezależna w Polsce 1989-2009).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Kwiecień 2016 Się nam wydaje. W Bydgoszczy (18)