Sytuacja win–win

Pchli Targ Bydgoszcz na ul. Gimnazjalnej Pchli Targ Bydgoszcz na ul. Gimnazjalnej Fot. Paweł Malinowski

Z Marcinem Jankowskim, jednym z organizatorów Pchlego Targu Bydgoszcz, rozmawia Emilia Walczak.


W sobotę 12 marca w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej odbyła się czwarta już edycja Pchlego Targu Bydgoszcz. Frekwencja dopisała? 
Z każdą kolejną edycją zainteresowanie bydgoskim pchlim targiem rośnie. Bardzo nas to cieszy, ale jak tak dalej pójdzie, będziemy musieli wynająć stadion, by pomieścić chętnych.

Czyli z Landschaftu zmuszeni byliście przenieść się do biblioteki, bo na Gimnazjalnej ludzie się już nie mieścili? Czy może coś innego zadecydowało?
Z Gimnazjalnej przegoniła nas zima. Na ulicy spotykaliśmy się we wrześniu i październiku, w listopadzie nie byłoby już tak przyjemnie. Znaleźliśmy schronienie w murach biblioteki – w grudniu na strychu, ostatnio na parterze. Czekamy na wiosnę, by móc wrócić na ulicę.

Co było dla was inspiracją do zapoczątkowania cyklu bydgoskich flohmärktów? Celowo posłużyłam się niemiecką nomenklaturą, bo mi na przykład bardzo utknął w pamięci ogromny pchli targ w berlińskim Mauerparku – można tam było kupić dosłownie wszystko! A Bydgoszcz to przecież „mały Berlin” – nazwa zobowiązuje do posiadania własnego flohmärktu?
Pchle targi w Mauerparku czy na Boxhagener Platz odwiedzamy podczas każdej wizyty w Berlinie, ale tak naprawdę podobne miejsca są w niemal każdym większym mieście. Niemal każdy wyjazd kończy się dla mnie „pielgrzymką” po antykwariatach i targowiskach. Miło by było, gdyby PTB wpisał się na stałe w miejski krajobraz – do tego zmierzamy.

Bardzo dobrze pamiętam też z czasów studiów pchli targ w Poznaniu, funkcjonujący w niedziele na terenie Starej Rzeźni. Kupiłam tam skórzaną teczkę i kilka książek w stylu Gorącego kartofla Krzysztofa Teodora Toeplitza. To były faktycznie „gorące kartofle” – nikt tych książek nie chciał… Ale pytanie jest takie: jak Pchli Targ Bydgoszcz prezentuje się w skali kraju, na tle innych tego typu inicjatyw?
Myślę, że jeszcze sporo przed nami – szczególnie w kontekście przyzwyczajenia bydgoszczan do samego pomysłu sprzedaży czy wymiany rzeczy niepotrzebnych. Myślę, że wiele osób trochę się wstydzi, trochę nie wierzy, że komuś mogą się przydać ich stare ubrania czy książki. Po czterech edycjach zainteresowanie rośnie, chwilowo przodują ubrania i dodatki, mamy nadzieję przyciągnąć też osoby chcące podzielić się swoją kolekcją książek, płyt czy innymi dziwactwami. Wierzymy, że to kwestia czasu – bydgoszczanie, więcej odwagi! (śmiech)

Jakie perełki wyszukałeś dla siebie do tej pory na PTB? Czy zdarza się, że ludzie wystawiają jakieś superrzeczy, nawet nie zdając sobie sprawy z ich wartości – dajmy na to: winyl, który na Allegro chodzi za stówę, ktoś sprzedaje za pięć złotych?
Na pewno zdarzają się i takie sytuacje, choć wydaje mi się, że siła pchlich targów znajduje się w czymś zgoła odmiennym. Z jednej strony – różnorodność asortymentu, która sprawia, że nigdy nie wiadomo, na co trafimy, z drugiej – sentyment, który często bywa czynnikiem decydującym podczas takich zakupów. Dla jednego ten winyl za piątaka może być wart parę groszy, dla drugiego masę wspomnień – czyż to nie win–win?
Nie chcę, by brzmiało to wzniośle, ale w czasach nadprodukcji wszystkiego warto czasem sięgnąć po rzeczy używane. Miłośnikom staroci i lumpeksów nie trzeba wyjaśniać dlaczego; reszta musi się przekonać sama – może uda nam się w tym pomóc?


Więcej informacji znajdziecie na stronie: www.pchlitarg.bydgoszcz.pl oraz na facebookowym fanpage’u przedsięwzięcia.


 

 

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Kwiecień 2016 Sytuacja win–win