Centrum Kultury Fantastycznej prezentuje: "Życie Naire" (fragment)

Marta Kładź-Kocot Marta Kładź-Kocot

Pamiętam tamten dzień, kiedy przywieziono ją, krwawy strzępek, do szpitala Wydziału Wewnętrznego. Natychmiast została podłączona do aparatury i dostała zastrzyk ze steonalu, żeby ochronić mózg. Stwierdzono tylko niewielki obrzęk. Funkcyjny pielęgniarz powiedział mi, że w jadący tunelem kravu kapsułowy samochód Neiris uderzył sunący z przeciwka korkociągowymi turbulencjami pojazd konserwatora. Siedzący w środku chłopak, początkujący pracownik, nie był w stanie zapanować nad kierownicą. Jedno tunelowe skrzyżowanie wcześniej oberwał się zaczep rury prowadzącej do kanału pneumatyzatora. Rura zaczęła się wić i chaotycznie siać we wszystkie strony sprężonym powietrzem, które wprawiało niewielki pojazd w nieopanowane turbulencje. W ten sposób doszło do zderzenia. Pracownik kravu zginął na miejscu. Z Neiris pozostał krwawy strzęp. Zwykły wypadek.

Posłano jak najszybciej po mnie i po Tarrena. Przyszedł i zastał mnie już na miejscu, przyklejonego do szyby, za którą w otoczeniu pracujących rytmicznie szklanych cylindrów i wijących się wężowo rur leżało to, co zostało z Naire. Zbladł i prawie osunął się po ścianie.
– Chryste – wyszeptał. Trzęsącą się ręką zmiął papierowy kubek po kawie.
– Masz dwa wyjścia – powiedziałem, nie odwracając się i nie odrywając czoła od szyby. – Albo zgodzisz się na przeniesienie mózgu Neiris do Systemu, albo podpiszesz zrzeczenie się prawa do decyzji. Wtedy zajmę się nią ja, a ty otrzymasz z Wewnętrznego oficjalne zawiadomienie, że zostałeś wdowcem.
Milczeliśmy. Chciałem załatwić to od razu i wprost. Krótko i błazeńsko bezpośrednio. Po męsku.
– Jest jeszcze inne wyjście – wychrypiał. Boże, ten człowiek cierpiał. Wprost wił się z tego cierpienia. Współczułem mu. Mój własny ból odgrodził mnie od wszystkiego i wszystkich na podobieństwo kamiennego pancerza. Jakbym miał watę w uszach, kiedy do mnie mówił. I lodowaty ciężar w piersi, kiedy patrzyłem, jak się wije.
– Odłączyć Neiris od aparatury i pozwolić jej naprawdę umrzeć – powiedziałem za niego. – Nie. Nie ma takiego rozwiązania.
Spojrzałem na niego. Kulił się pod ścianą, daleko od szyby. Dotknąłem klapy, aktywując mikrofon.
– Ar-kapitan Nerian Arthasian, doc-2, prosi o dostarczenie dla Alana Tarrena dokumentów stwierdzających zrzeczenie się prawa do decyzji zastępczej w sprawie zdrowia i życia jego żony, Neiris Arthasian. Proszę przygotować również dokumenty stwierdzające zakończenie małżeństwa Alana Tarrena i Neiris Arthasian z powodu śmierci Neiris Arthasian.
Alan podpisał dokumenty i nigdy już więcej go nie zobaczyłem. Podobno był na pogrzebie Naire. Ja nie poszedłem. Byłem zbyt zajęty przywracaniem jej do życia.
To był eksperyment, wykonywany wcześniej tylko na szczurach i starych, umierających naukowcach doc-3, którzy wyrazili taką chęć. Symulant pierwszego przeszczepionego do Systemu człowieka po tygodniu zaczął wrzeszczeć. Nie milkł nawet na chwilę. Po trzech dobach intensywnych wysiłków wszystkich pracowników zaangażowanych w projekt w końcu go odłączono i pochowano z honorami. Szef technopsychologów powiedział, że to prawdopodobnie fantomowy ból. Bolało go całe ciało, którego nie miał.
Z następnymi poszło lepiej. Ból wyeliminowano, wprowadzając dodatkowe czynniki, mające odwracać uwagę mózgu od deprywacji sensorycznej. Następni mogli już z nami rozmawiać, ale skarżyli się na koszmary. Podłączono ich do wirtualnych bibliotek. Biologiczny mózg zastępowały stopniowo mikrokrystaliczne molekuły. Mogli pracować bez przerwy. Nie potrzebowali snu. Seran Coghan, szef sekcji, spodziewał się efektów godnych geniuszy, tymczasem wszyscy po jakimś czasie stoczyli się w bełkotliwe zidiocenie. Wypluwali z siebie potoki bezsensownych słów. Technopsycholodzy orzekli, że nie są w stanie ocenić progu traumatycznego. Podjęto kilka prób porozumienia się z symulantami, a w braku reakcji – adekwatnej do stawianych pytań – w końcu ich odłączono.
Dopiero potem technotronicy dopracowali wizualizacje. Pozwalały krystalicznym umysłom odpocząć, relaksowały i dawały namiastkę fizykalnego bytu. […]

Przystosowanie się do życia w symulacji zależało od indywidualnych predyspozycji. Niektórzy wytrzymywali całkiem długo, inni po kilku miesiącach czy latach zgłaszali bardzo spokojną i racjonalną prośbę, żeby ich zabić. Jako powód podawali emocjonalną pustkę i brak jakichkolwiek powodów do dalszego pozostawania przy życiu. Prośbę ich, o ile była wyważona i konsekwentnie, kilkakrotnie uzasadniona, zazwyczaj spełniano.
Neiris była dziewiąta. Nie mogłem, po prostu nie mogłem pozwolić jej umrzeć. Nie zastanawiałem się nad tym ani chwili. Zwyczajnie nie istniała dla mnie inna możliwość.
Obudziła się jako symulant i od razu zaczęła wizualizować. […] Technotronicy mieli sporo pracy, żeby nadać jej w najdrobniejszych szczegółach realistyczny wygląd. Udało im się nawet z dźwiękami. Neiris narzekała trochę na brak zapachów, ale chwilowo nic nie można było na to poradzić. Jedyne, co udało się wyprodukować przez losowe pobudzanie ośrodków węchowych w mózgu, to paskudny smród, za który moja siostra sklęła ich malowniczo w kilku językach.
Sytuację ułatwiało to, że Naire od początku pracowała przy projekcie i znała wszystkie uwarunkowania kreacji symulacyjnej, jak to ładnie nazywaliśmy. Była ksenobiologiem, o mózgach wszelkiego rodzaju istot wiedziała tyle, ile na naszym etapie cywilizacyjnego rozwoju mogliśmy wiedzieć. […] Intensywna aktywność mózgu zmniejszała podatność na koszmary i początkowe negatywne skutki deprywacji sensorycznej. Nagrywaliśmy wszystko, oczywiście za jej zgodą, choć mówiła głównie do mnie. Technotronicy dysponowali roboczymi nagraniami z jej dyktafonu, mogli więc ustawić niemal identyczne długości fal i z dużym prawdopodobieństwem odtworzyć jej głos. Brzmiał prawie tak samo, ale dla mnie jednak dziwnie. Był kompletnie pozbawiony emocji.
Siedziałem wtedy w kabinie kontaktu symulacyjnego niemal bez przerwy. Dniami i nocami.


Marta Kładź-Kocot – doktor nauk humanistycznych, miłośniczka mitów i fantastyki, autorka książki Dwa bieguny mitopoetyki. Archetypowe narracje w twórczości J.R.R. Tolkiena i Stanisława Lema oraz wielu artykułów naukowych dotyczących fantastyki. Współtworzy redakcję czasopisma „Creatio Fantastica”, na łamach którego również debiutowała jako autorka fikcji literackiej opowiadaniem Morze dziwnych opowieści. Jej powieść Noc kota, dzień sowy czeka na publikację.


 

Centrum Kultury Fantastycznej

Kawiarnia Szpulka, MCK ul. Marcinkowskiego 12

10 lutego, godz. 18.30:
Marta Kładź-Kocot,
„Co nam zostało z J.R.R. Tolkiena?”

24 lutego, godz. 18.30:
Marcin Kowalczyk, „Między nauką a zmyśleniem. Jak SF wykorzystuje ludzki mózg.”


 

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Luty 2016 Centrum Kultury Fantastycznej prezentuje: "Życie Naire" (fragment)