Bydgoskie „gargamele”

Most na Trasie Uniwersyteckiej Most na Trasie Uniwersyteckiej Fot. Natalia Nazaruk

Bydgoszcz to niezaprzeczalnie piękne miasto, z ciekawą historią i szerokimi perspektywami rozwoju. Każdy, kto mnie zna, wie, jak wiele radości daje mi pisanie o Bydgoszczy, mówienie o niej, oprowadzanie po ciekawych w mojej opinii zakątkach, argumentowanie, dlaczego warto polubić to miasto. Jednak miłość ślepa to miłość niedojrzała – warto jest więc dostrzegać też wady, niedoskonałości tego, co się kocha, choćby po to, by móc próbować w mniejszym lub większym stopniu to zmienić na lepsze. Bydgoszcz przecież także ma swoje słabości, a wiele z nich powtarza się we wszystkich mniejszych i większych miastach Polski. Bardzo często są to efekty próby „pokolorowania” (dosłownie i w przenośni) otaczającej nas przestrzeni po latach PRL-owskiej szarości, ale nie brakuje też koszmarków typowych dla współczesności. Najbardziej bolesne dla zwykłego mieszkańca każdego miasta są brzydactwa estetyczne, które często bardzo łatwo byłoby usunąć lub poprawić, a jednak nieraz stają się one stałym elementem naszej codzienności. W gronie urbanistów i miłośników architektury mówi się o „gargamelach”, makabryłach, pastelozie i wielu innych, których potocznych nazw nie wypada przywoływać w tak szanowanym piśmie. Chciałabym jednak wypunktować tutaj kilka z tych bydgoskich elementów estetycznej hańby.

Jedną z najczęstszych „chorób” współczesnych polskich miast, a jednocześnie powszechnie akceptowaną i lekceważoną przez mieszkańców jest tzw. pasteloza. Pod tą wdzięczną nazwą kryją się przeprowadzane zwykle bez konsultacji z architektem czy plastykiem miejskim renowacje elewacji budynków, zwłaszcza bloków mieszkalnych na osiedlach z wielkiej płyty. O ile odświeżenie tym budynkom jest jak najbardziej potrzebne – większość z nich ma już przecież po kilkadziesiąt lat – to jednak dobór kolorów elewacji oraz zastosowanych materiałów pozostawia wiele do życzenia. Najczęściej każdy budynek ozdobiony jest co najmniej kilkoma kolorami, i nie są to wcale stonowane, starannie dobrane barwy, a raczej „wszystkie kolory tęczy”. Efekt z punktu widzenia estetyki przypomina pracę kilkuletniego dziecka rysującego kredkami pastelowymi, skąd nazwa zjawiska. Często na budynkach malowane są także figury geometryczne i różnego rodzaju wzory, jak np. słońce, tęcza, widziano także łosia… Pasteloza jest efektem kulejącej w Polsce edukacji plastycznej oraz estetycznej. Renowacje budynków można by przeprowadzić z dużo większym smakiem często za te same lub niewiele większe pieniądze. Problemem jest jednak powszechna obojętność mieszkańców rzeczonych bloków, którzy zadowoleni są z samego faktu, że budynek jest odświeżony, że jest „kolorowo” – co jest dla wielu znamieniem luksusu w porównaniu do wszechobecnej szarości PRL-u – w związku z czym nie czują potrzeby domagania się od administratora budynku, aby ten zadbał nie tylko o jego dobry stan techniczny, ale i o estetykę. Pastelozę w Bydgoszczy „podziwiać” można w zasadzie na wszystkich osiedlach złożonych z bloków mieszkalnych, najciekawsze jednak moim zdaniem okazy można znaleźć w Fordonie (zwłaszcza okolice Przylesia, Bajki czy os. Bohaterów) oraz na Wyżynach.

Podobnie jest w przypadku tzw. „gargameli” – ich powstanie uwarunkowane jest także tęsknotą za lepszym światem i jednocześnie brakiem powszechnej świadomości estetycznej. Dlatego tak wiele jednorodzinnych domów mieszkalnych oraz inwestycji prywatnych charakteryzuje się wątpliwej urody ozdobami, takimi jak wszelkiego rodzaju kolumienki, ornamenty, wieżyczki, różnej wielkości i kształtów okna i inne, a to wszystko oczywiście w niedających się nie zauważyć kolorach. „Gargamele” w nieudany sposób nawiązują do architektury dworskiej, wywodzącej się z polskiej wsi, atakują przepychem, jednak w bardzo złym guście. Często w ich projekt wplecione są elementy charakterystyczne dla zamków, willi, pałaców, domów góralskich, spotykamy też budynki jakby wyrwane z jednego z miast z kręgu kultury arabskiej czy azjatyckiej. Wszystko to wygląda komicznie, śmieszno-strasznie, powoduje duży chaos urbanistyczny, co jest nie tylko przykre dla oka, ale może też realnie zmniejszyć wartość działki budowlanej lub atrakcyjność okolicy. Wiele „gargameli” spotkać można pod postacią domów jednorodzinnych zbudowanych na peryferyjnych osiedlach Bydgoszczy oraz w podbydgoskich miejscowościach, jednak jednym z najlepszych (tzn. najgorszych…) przykładów jest pewne fordońskie przedszkole.

Kolejnym negatywnym zjawiskiem w architekturze i urbanistyce są tzw. makabryły. Są to budowle i budynki nie tylko brzydkie i niespełniające estetycznych norm, ale także często bardzo niefunkcjonalne, przeskalowane, wprowadzające chaos urbanistyczny w swojej okolicy. W Bydgoszczy przykładem makabryły jest znana (ze złej strony) w całym kraju Trasa Uniwersytecka. Ogromny most przez Brdę niewątpliwie ułatwił transport samochodowy i nieco rozładował korki, jednak jednocześnie wzbudził wiele kontrowersji faktem braku chodników i drogi rowerowej. Ta ostatnia stała się obiektem prześmiewczych komentarzy w mediach, kiedy okazało się, że rowerzyści, zamiast z wygodnej przeprawy przez rzekę, korzystać mają z kilkakrotnie dłuższej serpentyny poprowadzonej pod mostem. Sama budowla także jest wątpliwej urody – ogromne pylony górują nad miastem, przytłaczając swoim rozmiarem, a podpory mostu pomalowane są na zielono-żółto według starej „pastelowej” szkoły. Trasa Uniwersytecka w 2013 roku głosami internautów uplasowała się na wysokim, 5. miejscu ogólnopolskiego rankingu Makabryła Roku organizowanego przez portal Bryla.pl. W ostatnim czasie pod Trasą Uniwersytecką powstał kolejny miejski koszmarek – nielegalny parking, zwany też „dziadoparkingiem”. Jest to niestety efekt nie tylko skłonności naszych rodaków do podjeżdżania samochodem jak najbliżej swojego punktu docelowego, ale też braku dogodnych miejsc parkingowych w bezpośrednim sąsiedztwie kilku mieszczących się w pobliżu instytucji.

Przykłady wstydliwych punktów na mapie miasta można by mnożyć – żeby wspomnieć tylko o chaosie reklamowym na wielu ulicach, np. Dworcowej czy Toruńskiej, czy brak rozsądnego i nowoczesnego zagospodarowania wielu placów, jak np. plac przed Rywalem czy wyjątkowo nieestetyczne targowisko na placu Piastowskim. Przyznać jednak trzeba, że zarówno w Bydgoszczy, jak i w całym kraju coraz silniejszy jest trend zwracania uwagi na estetykę i funkcjonalność przestrzeni miejskiej, a rażące przykłady ich braku są coraz częściej punktowane i krytykowane przez mieszkańców i włodarzy miasta. Coraz więcej jest w bydgoskim Śródmieściu ze smakiem odnowionych kamienic, popularne stają się tzw. retrościany, wiele szyldów sklepów czy restauracji to prawdziwe dzieła sztuki, a mała architektura bywa prawdziwą ozdobą parków czy terenów spacerowych. Warto, byśmy na co dzień przyglądali się krytycznie najbliższej okolicy – jako mieszkańcy dużego miasta wspólnie możemy pokazać, co tak naprawdę nam się podoba i w jakiej przestrzeni chcemy, a w jakiej nie, mieszkać i spędzać wolny czas.

 

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Luty 2016 Bydgoskie „gargamele”