przez rude okulary (24): Mam bałagan.

Szymon Andrzejewski Szymon Andrzejewski Fot. ZbyZiel

Na dywanie w moim pokoju leżą okruszki. Widzę je bardzo dokładnie i chociaż nie jestem ich w stanie policzyć to z dokładnością kilku lat i miesięcy wiem jakie sytuacje je tam pozostawiły. Okruszki mają różne kształty, kolory i wielkości. Gapię się na nie w pozycji siedzącej, bo taką od pewnego czasu preferuje mój organizm. Jak się siedzi to mniej rzeczy umyka, ponieważ prędkość z jaką te rzeczy się poruszają nie jest dublowana przez nasz własny pęd. Niezależnie od wektora pędu tego i absolutnie bez związku z osiąganymi kilometrami na godzinę. Jak się siedzi to smużenie mijającego świata jest bardziej ogarnialne i można więcej zrozumieć. Pewnie dlatego ci co są z nas najmądrzejsi siedzą raczej, a nie pędzą bezustannie zmieniając kierunek lub trzymając się kurczowo jednego i z kołaczącym sercem trwają, wczepiając się w nadzieję, że nie wybiegną poza krawędź znanego im uniwersum. Wybiegłem poza nią kilka razy i nie spotkałem tam niczego co sprawiłoby, że poczułbym się szczęśliwszy. No może na chwilę. O siedzeniu więc, w miesiącu co meteorologicznie będzie taki jaki być powinien albo zupełnie inny.

Siedziałem niejednokrotnie. We wszystkich możliwych tego słowa znaczeniach. Tak, tak też. A jako, że byłem wtedy bardzo pod wpływem to siedziało mi się komfortowo i choć ręce miałem twardo stalą i słowem uwstecznione to wiedziałem, że niewinność mi je do przodu przywróci. Pod wpływem byłem wtedy przemożnym substancji muzycznej zwanej FNM więc jeszcze sobie bezczelnie pod nosem nuciłem. Siedziałem, sadzano mnie (ku uldze i uśmiechowi na pulchnej twarzyczce), próbowano usadzić (kilkukrotnie zresztą z powodzeniem – za co serdecznie dziękuję), przysiadywałem na chwilę ledwie i rozsiadywałem się też niczym basza, by chłonąć otworem trawiąco-myślącym. Widziałem rzeczy, o których lepiej żeby się nikomu nie śniło. Bo i po co?

Przez ostatnie pół roku siedzenie me odbywało się głównie w towarzystwie urządzenia na morgi usuwanego przez moich znajomych z powodów mi niekoniecznie bliskich. W sumie to dalekich nawet. Ekran ukazywał mi (i ukazuje nadal, niestety) jak ludzie rozrywają się na kawałki werbalnie (co jeszcze można jakoś tam znieść przy pomocy zawartości) oraz fizycznie. Ta druga opcja jest dla mnie kompletnie nie do przyjęcia, bo kłótnie o to kto ma lepsze nakrycie głowy sprowadzane do poziomu ludobójstwa jakoś nie mieszczą mi się w zmęczonej już coraz bardziej głowie. Siedziałem też kiedyś przed świątynią wydawania tego co ciężko zdobyte na to co kompletnie niepotrzebne i obserwowałem jeden z najbardziej komicznych widoków jakich można doświadczyć. Obserwowałem dwóch powiedzmy mężczyzn, którzy sczepiwszy się w na poły jeno prawdziwej agresji próbowali trafić się nieprecyzyjnymi, z powodu przyjęcia nadmiaru, pięściami. Żaden z nich nie miał siły, ochoty ani odwagi na wyprowadzenie ciosu, który skutecznie wytrąciłby adwersarza z równowagi, bo mogłoby to przecież zachwiać tą tak misternie utworzoną i cudem tylko utrzymywaną równowagą. Pośladkami zjednoczony wtedy z rurką stalową pomyślałem sobie, że ten tragikomiczny spektakl tak bardzo przypomina zagmatwanie, w którym znalazły się dwa jakże dobrze znane mi miasta. I smutno i śmiesznie się wtedy poczułem.

Siedziałem sobie też razu pewnego na murku przed sklepem i patrzyłem na trzy kawki, które czwartą ze swego rodzaju rozdziobywały systematycznie tylko dlatego, że koloru kawki akurat nie była. Choć gatunku tego samego. Przedziwne. Przerażające.

Siedzę i teraz. Siedzę i myślę sobie, że się już nasiedziałem.

Czas wstać i pozbierać okruszki.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Luty 2016 przez rude okulary (24): Mam bałagan.