Pamiętam, więc jestem

Z dr Eweliną Szadkowską, badaczką literatury emigracyjnej, autorką książki Proza fabularna Tadeusza Nowakowskiego, rozmawia Bartłomiej Siwiec. 


Jak to się stało, że zainteresowała się pani twórczością Tadeusza Nowakowskiego?
Literatura emigracyjna zawsze była bliska moim zainteresowaniom, ponieważ powstawała w kontekście ważnych wydarzeń historycznych, ale też stanowiła w dużej mierze zapis losów i osobowości samych twórców. Pracę magisterską poświęciłam autobiograficznym aspektom opowiadań Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, więc gdy poszukiwałam odpowiedniego materiału literackiego do pracy doktorskiej, mój wybór w naturalny sposób padł na twórczość pisarza o nietuzinkowej biografii, którego Obóz Wszystkich Świętych uważam za jedną z najlepszych polskich powieści XX wieku. Brak poważnego książkowego opracowania tej prozy odczułam już na studiach, a kiedy w jednym z wywiadów z Tadeuszem Nowakowskim przeczytałam, że pisarz marzył właśnie o tym, by kiedyś nad jego dziełami pochyliła się studentka polonistyki, postanowiłam podjąć to wyzwanie.

Ryszard Matuszewski kiedyś zauważył, że najlepsze partie prozy Tadeusza Nowakowskiego wyrastają z autentycznego materiału, gorzej natomiast wychodzi mu wymyślanie. Zgadza się pani z tą opinią? 
Cechą charakterystyczną utworów literackich Tadeusza Nowakowskiego jest silne powiązanie z jego tekstami wspomnieniowymi i publicystycznymi. Był urodzonym gawędziarzem, świetnie opowiadającym zapamiętane czy zasłyszane historie. Okruchy fikcji, które wplatał w fabułę swych utworów, miały jedynie je ubarwiać. Dzięki ich uwikłaniu biograficznemu czytelnicy na emigracji otrzymywali piękny obraz wytęsknionej ojczyzny. Proza Nowakowskiego jest naznaczona traumą przeżyć z II wojny światowej, jednak szczególnie zadziwiające jest to, jak silnie potrafi zapisać się w pamięci emigranta obraz rodzinnego miasta, dźwięk lokalnej gwary, a nawet smaki i zapachy. Jego pamięć zdecydowanie zdominowała literacką fantazję. Zapewne po ojcu – Stanisławie Nowakowskim, dziennikarzu i działaczu społecznym – odziedziczył erudycję, iście reporterski temperament, niezwykłą spostrzegawczość i umiejętność uchwycenia w każdej sytuacji tego, co warte uwagi, i utrwalenia na kartach książek. Dygresyjny styl pisania, tak bliski przecież publicystyce, stał się znakiem rozpoznawczym jego prozy. Nowakowski doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego działalność dziennikarska jest naznaczona ulotnością, właściwą słowu mówionemu, więc w tworzeniu literatury tak bliskiej jego profesji upatrywał szansy na trwalsze zaistnienie w świadomości odbiorców.

Czy nie jest tak, że autor Szopy za jaśminami całe życie wspominał Bydgoszcz trochę jak „raj utracony”?
Niewątpliwie rodzinne miasto stało się dla pisarza symbolem przeszłości, do której nie da się już fizycznie powrócić, więc snucie wspomnień o nim było naznaczone silną idealizacją i sentymentem. Nowakowski często konfrontował wspomnienia z dzieciństwa i wczesnej młodości z refleksją na temat swego życia na obczyźnie. Obraz Bydgoszczy „wywoływał” z pamięci jak z kliszy fotograficznej. W powieści Obóz Wszystkich Świętych właśnie to miasto urasta do rangi głównego bohatera książki, a w osobistej „geografii” pisarza ulica Grunwaldzka stanowi centrum jej mapy. Bydgoskie ulice i zaułki, wieże kościołów, pomnik Łuczniczki, stadion miejski czy statki parowe na Brdzie złożyły się na tę mityczną przestrzeń, której wspominanie stało się swoistym rytuałem pisarza i podstawową kanwą jego twórczości. Pod jego piórem ożyli nawet dawni bydgoscy mieszczanie – jakże inni od Polaków, wśród których przyszło mu żyć na emigracji. Żył więc nadzieją o powrocie do ojczyzny. W jednym z ostatnich esejów stwierdził: „Wszystkie drogi wiernej pamięci prowadzą do domu. Pamiętam, więc jestem”. Sens jego życia i twórczości był nierozerwalnie związany właśnie z Bydgoszczą, zapewne dlatego powrót w rodzinne strony w 1990 roku okazał się tak bolesny i destrukcyjny dla pielęgnowanych przez pół wieku wspomnień tego „raju utraconego”.

Powojenne przeżycia stały się kanwą jego najlepszej powieści Obóz Wszystkich Świętych. Czy w tej powieści udało mu się uchwycić właśnie to, co jest w pisarstwie najważniejsze: zmaganie się człowieka z otaczającym go światem?
Znamienne jest to, że Tadeuszowi Nowakowskiemu udało się przedstawić tak uniwersalny problem, opowiadając historię jednego człowieka. Ta książka zdobyła tak wielkie uznanie wśród czytelników na emigracji właśnie dlatego, że wielowymiarowo ukazywała ich problemy w początkowym okresie życia na obczyźnie. Stefan Grzegorczyk ma dwóch przeciwników: własną pamięć, od której nie może się uwolnić, i obcy świat, który czeka na niego za drutami obozu dipisów. To człowiek rzucony w wir historii XX wieku, który przeżył wojnę, to świadek rozkwitu dwóch totalitaryzmów, który odczuł na własnej skórze, jak antyludzkie zasady rządzą polityką międzynarodową. To wreszcie człowiek poddany traumie życia w izolacji od świata zewnętrznego, żyjący w poczuciu niepewności, stagnacji i braku nadziei na zmianę swojego położenia. Grzegorczyk zmaga się też ze swoją polskością, z wypaczonym pojęciem patriotyzmu i romantyczną martyrologią, wciąż znajdującą poklask wśród towarzyszy niedoli. To bydgoszczanin karmiący się wspomnieniami z rodzinnego miasta, które jednak przesłaniają mu traumatyczne przeżycia, związane głównie z romansem ojca. Staje się zakładnikiem własnej pamięci, wyobcowanym z obozowej społeczności. Będąc w związku z Niemką, spotyka się z niezrozumieniem ze strony rodaków, żądnych zemsty na narodzie swych oprawców. Nie chce żyć wśród Polaków, jednak poza obozem też nie potrafi się odnaleźć.

Niektórzy badacze twierdzą, że Nowakowski czuł się pisarzem niespełnionym. Wynikało to zapewne z faktu, że znacznie pochłonęła go praca w Radiu Wolna Europa i niewiele zostawało mu czasu na pisanie książek. A jak pani sądzi?
Tadeusz Nowakowski kilkakrotnie uczynił bohaterem swoich utworów właśnie niespełnionego literata, parającego się działalnością dziennikarską, która była przyczyną artystycznej frustracji i dość przyziemnych dylematów. Wprost mówił o dziennikarskiej „pańszczyźnie” i podkreślał swoje rozdwojenie między zawodowymi obowiązkami a potrzebą tworzenia ambitnych dzieł, jednak przez ponad 40 lat nie potrafił porzucić tej profesji. To pozwala stwierdzić, że stanowiła ona niewyczerpane źródło jego literackich inspiracji oraz życiowej energii, której wystarczało także na pisanie „po godzinach”. Praca w RWE dawała mu bezcenne poczucie łączności z Polską, a poza tym miał tam okazję ćwiczyć swój warsztat pisarski, tworząc słuchowiska. Nowakowski jako perfekcjonista zawsze był najostrzejszym krytykiem własnych dokonań – myślę jednak, że kilkadziesiąt utworów literackich to wspaniały efekt jego pracowitości i talentu – godne uznania dzieło człowieka spełnionego na niwie literackiej i dziennikarskiej.

Jest powszechnie wiadomo, że Nowakowski miał konflikt z szefem rozgłośni, Zdzisławem Najderem. Nie on zresztą jeden. Czy wiadomo, o co poszło?
Zdzisław Najder był pierwszym dyrektorem RWE zza „żelaznej kurtyny”, co nie wzbudzało zaufania i entuzjazmu zwłaszcza wśród długoletnich pracowników rozgłośni. Tadeusz Nowakowski był niekwestionowaną osobowością dziennikarską, nie lubił być ograniczany w swoich działaniach, miał swoje zdanie i to nie przysparzało mu sympatii u przełożonego. Zastrzeżenia Najdera budził też styl pracy Nowakowskiego. Po latach w jednym z wywiadów wspominał go jako niesubordynowanego dziennikarza, który potrafił nadać relację z papieskiej podróży do Ameryki Południowej z budki telefonicznej w Rzymie. Krytykował też gawędziarski styl podwładnego, nazywając go świetnym mówcą pogrzebowym. Eskalacja konfliktu nastąpiła w 1986 roku, gdy wycofał wniosek o watykańską akredytację dla Nowakowskiego przed podróżą Jana Pawła II do Australii, w wyniku czego zainteresowany zdecydował się pojechać tam w ramach urlopu, a niedługo potem podjął decyzję o wcześniejszym przejściu na emeryturę. Zemścił się na przełożonym jako pisarz, portretując go w wydanej w 1991 roku powieści Nie umiera się w Miami jako despotę ze skłonnością do depresji i nadużywania swego stanowiska.

We wstępie do książki wspomina pani, że wciąż trwa proces upamiętniania sylwetki Tadeusza Nowakowskiego, od przeszło 20 już lat honorowego obywatela naszego miasta. Mamy już skwer jego imienia, tablicę pamiątkową, izbę pamięci, aulę w budynku uczelni. Kilka lat temu jego syn Marek Rafael zasadził dąb pisarza. Jak jeszcze możemy go uczcić? Może z okazji przypadającej w 2017 roku 100. rocznicy urodzin zorganizować konkurs literacki?
Z okazji 100. urodzin życzyłabym Tadeuszowi Nowakowskiemu przede wszystkim tego, by był bardziej obecny w przestrzeni miejskiej, a tym samym w świadomości mieszkańców Bydgoszczy. Najłatwiej to sprawić, upamiętniając pisarza w nowoczesnej formie, a mianowicie poprzez mural nawiązujący do jego twórczości lub przedstawiający samego twórcę. Byłby to doskonały punkt wyjścia do dyskusji z młodymi ludźmi na temat ponadczasowych wartości obecnych w utworach Nowakowskiego. Wierzę, że władze Bydgoszczy znajdą stosowne miejsce, by upamiętnić honorowego obywatela miasta w tak szczególny sposób. Dzięki temu będzie wspominany nie tylko przy okazji kolejnej rocznicy urodzin czy śmierci. Oczywiście konkurs literacki też jest świetnym pomysłem – warto szukać godnych następców tak utalentowanego pisarza.


 

Ewelina SzadkowskaEwelina Szadkowska – doktor nauk humanistycznych (Uniwersytet Łódzki), autorka książki Twórczość prozatorska Tadeusza Nowakowskiego, laureatka Nagrody „Archiwum Emigracji” przyznawanej już po raz dziewiąty za prace magisterskie i doktorskie na temat emigracji polskiej XX wieku.

Działy:
BIK

BIK

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start