Babkę do rany przyłóż!

Charlotta Woźniak na fotografii Katarzyny Gębarowskiej Charlotta Woźniak na fotografii Katarzyny Gębarowskiej

Z Dominiką Kiss-Orską i Katarzyną Gębarowską rozmawia Monika Grabarek.


Jak Fundacja Bęc Zmiana z projektem Galeria Urząd trafiła do was?
Dominika Kiss-Orska: Fundacja dotarła do mnie, ponieważ okazało się, że to, co robię w Zakładzie Praktyk Kulturalnych przy Miejskim Centrum Kultury, wpisuje się w ich filozofię, myślenie o kulturze, i zaproponowano, abym została kuratorką wystawy.

Ramy określały założenia projektu, ale sama wystawa i jej temat to już wasz autorski pomysł?
Dominika: Temat nie był narzucony. Galeria Urząd to konkurs zorganizowany przez Narodowe Centrum Kultury, w którym bierze udział pięć miast. Koordynatorem jest Fundacja Bęc Zmiana. Co do tematu wystawy, to już jakiś czas temu wymyśliłam, żeby sfotografować kobiety – „bydgoskie ikony życia codziennego”. Zadzwoniłam do Kasi z propozycją, by została autorką zdjęć. Kasia propozycję przyjęła i tak zaczęłyśmy wspólnie zastanawiać się nad doborem bohaterek. Każda z nas miała swoje propozycje. Nie wszystkie chętnie się zgadzały. Dwie panie stanowczo nam odmówiły. Ostatecznie udało się namówić pięć pań. I na nich nam najbardziej zależało.

A mogłoby się wydawać, że dziś każdy chętnie weźmie udział w takim przedsięwzięciu…
Katarzyna Gębarowska: Wiem z doświadczenia, że dziś ludzie pozwalają się mniej chętnie fotografować niż kiedyś, mają pewnie ku temu swoje powody, na pewno większą świadomość swoich praw. Bohaterkami tego działania nie są kobiety młode, i tu chyba leży największy problem. Jest wiele kobiet, które nie są pogodzone z upływem czasu, ze swoją fizycznością, nie chcą się już fotografować. Nie pozwalają sobie robić zdjęć. Na szczęcie, to nie dotyczy naszych pań, one nie mają kompleksów i problemów z akceptacją siebie i swojego życia. Spotykam się z tym nagminnie, prowadząc warsztaty fotograficzne dla kobiet. I nie mam tu na myśli tylko kobiet starszych, po sześćdziesiątce, to zaczyna się już po czterdziestce! Ogromna samokrytyka i brak dystansu do siebie. Na to zjawisko wielki wpływ ma kolorowa prasa, która przedstawia i lansuje fałszywy obraz kobiecości, kult młodości, szczupłości.

Według jakiego klucza wybierałyście bohaterki wystawy, dlaczego właśnie one?
Katarzyna: Przede wszystkim miały być rozpoznawalne dla bydgoszczan. Miały być kodem tej szarej strefy zawodów niesprawiedliwie niedocenianych. Kierowałyśmy się też hasłem wymyślonym przez Dominikę: „Do rany przyłóż”, żeby były to osoby dobrze się kojarzące, uśmiechnięte, budzące ciepłe wspomnienia, z którymi kontakt jest miły. Chciałyśmy zrobić alternatywną historię do tego, co jest na ulicy Długiej. Znani bydgoszczanie mają tam swoje podpisy.
Dominika: Są może bardzo sławni, ale dość odlegli od mieszkańców naszego miasta. Natomiast nasze bohaterki i są znane bydgoszczanom, i mamy z nimi codzienny kontakt. Barbara Czajkowska z bazarku na Bartodziejach sprzedaje z uśmiechem warzywa i ma zawsze dobre słowo dla klientów. Charlotta Woźniak z Teatru Polskiego, skromna i profesjonalna, zawsze miło powita nas przy wejściu na spektakl.

Sama sesja fotograficzna to też wspólny pomysł?
Katarzyna: Od razu ustaliłyśmy, że mają być dwa zdjęcia: w sferze publicznej i w sferze prywatnej. Zdjęcie w pracy i zdjęcie w domu. Mam doświadczenie w projektach realizowanych w przestrzeni mieszkalnej i wiem, że nie zawsze te zdjęcia się udają. Nasze bohaterki pokazywały nam swoje domy, współpracowały na planie, ale o ostatecznym efekcie decydowałam sama, przede wszystkim ze względu na trudne warunki oświetleniowe we wnętrzach. To był listopad, więc było ciemno przez większą część dnia.
Dominika: Założenie, że pokazujemy miejsce pracy i miejsce relaksu, zostało zrealizowane.
Katarzyna: Myślę, że udało nam się uchwycić ich prywatność, kawałek intymności, że możemy je zobaczyć trochę inaczej niż na co dzień w pracy, w sytuacjach formalnych. Każda z nich ma swoją zawodową twarz, a prywatnie to bardzo ciepłe kobiety, matki, babcie, piekące wspaniale ciasta. W ogóle to z nimi wszystkimi było się bardzo trudno umówić w domach, bo bardzo dużo pracują. Okazuje się, że pani woźna spędza w szkole czasem więcej czasu niż pracownicy korporacji! Dlatego niestety nie wszystkie mogły być na wernisażu wystawy.
Dominika: Niesamowite było to, że one wszystkie mimo swojej ciężkiej pracy są bardzo pogodne. Nie ma w nich cienia żalu. Takie jest ich życie i czerpią z niego radość. Mają w sobie dużo ciepła, często stają się powierniczkami naszych trosk i tajemnic. Jak Wanda Bogusławska, starsza woźna z VI LO, czy Basia z warzywniaka. Ona, sprzedając ogórki kiszone, słucha o samotności, trudnym życiu starszych ludzi, którzy tęsknią za kimś bliskim lub rozmową z drugim człowiekiem. One są „do rany przyłóż”.

Prezentacja wystawy w Urzędzie Miasta to wyprowadzenie sztuki z gmachu muzeum, zejście z piedestału, wejście w miejsce nieoczywiste?
Dominika: Tak. Bardzo często, niestety, ludzie boją się wejść do muzeum czy galerii. Mają złe wspomnienia ze szkoły, albo dali sobie wmówić, że to nie dla nich. Że to trudne i niepotrzebne. A przez urząd, zwłaszcza Wydział Uprawnień Komunikacyjnych, przewija się mnóstwo ludzi. To działa też w drugą stronę. Ktoś mi powiedział, że dzięki tej wystawie urząd nabrał całkiem innego wymiaru, „ocieplił się”, stał się przestrzenią bardziej przyjazną. I o to przecież chodzi.
Katarzyna: Chciałabym dodać, że z paniami pracowało się świetnie, wszystkie były znakomitymi modelkami. Jednak praca przy tym projekcie pokazała nam, że wciąż bardzo mocno trzyma się stereotyp myślenia o kulturze i sztuce. Przekonanie, że fotografuje się, robi wystawy tylko ludziom ważnym, sławnym, gwiazdom. W powszechnej mentalności silny jest podział na sztukę, kulturę niską i wysoką. Wynika to bezpośrednio z braku edukacji społeczeństwa na tym polu. Z tego powodu często takie wystawy spotykają się z brakiem zrozumienia i mają wąskie grono odbiorców w Bydgoszczy.
Dominika: Dlatego mamy nadzieję, że naszą wystawą pokazałyśmy, że sztuka może i powinna dotykać naszej codzienności i ludzi, którzy w niej uczestniczą.

Na zakończenie naszej rozmowy wymieńcie, proszę, wszystkie panie „do rany przyłóż”.
Charlotta Woźniak z biura obsługi widowni Teatru Polskiego (inspiracja do zorganizowania wystawy); Barbara Czajkowska, sprzedawczyni w warzywniaku na rynku na Bartodziejach; Wanda Bogusławska, starsza woźna w VI LO; Wiesława Bramska, psycholożka dziecięca; Krystyna Nowicka, kelnerka z restauracji Ratuszowa.

BIK

BIK

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start