Odczytywanie przypowieści

Cztery pory przemijania: zima, 1995, olej na płótnie, 70×100 cm. Cztery pory przemijania: zima, 1995, olej na płótnie, 70×100 cm. Fot. archiwum autora

Marek Szary zajmuje się malarstwem sztalugowym i ściennym, także ilustracją książkową i projektami witraży. Jest profesorem na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, gdzie pracuje w Zakładzie Rysunku, w Instytucie Artystycznym. 13 sierpnia 2015 roku w Galerii Autorskiej Jana Kaji i Jacka Solińskiego zaprezentował wystawę Rozważania o trwaniu. Artysta twórczo czerpie z tradycji malarstwa polskiego i europejskiego, którą docenia tak pod względem treści, jak i formy. Malarz wyraźnie to komunikuje odbiorcy swoich obrazów. Prace olejne, malowane na płótnie lub desce, często układa w cykle tematyczne. Połączone są tematem, kompozycją, kolorystyką czy też charakterystycznym motywem. Zwracają uwagę dopracowaną formą oraz zróżnicowaniem materii. Są przykładem współczesnego realizmu, nasyconego symboliką. Jest ona w pełni czytelna, budując wrażenie aktywnego, dwustronnego dialogu między teraźniejszością a przeszłością.

Patrząc na te wyobrażenia, rozpoznajemy sugestie dotyczące historii, również najnowszej. Mając obecną świadomość miejsca i czasu, równocześnie zagłębiamy się w atmosferę Młodej Polski, gdzie romantyczne idee nadal wyrażane są za pośrednictwem stylistyki modernizmu. Postimpresjonizm przenika się z ekspresjonizmem oraz ze światem nowej symboliki, stworzonej przez malarza. Motywy przypominające wielką historię i ważne wydarzenia z niedawnej przeszłości uzupełniają się wzajemnie, połączone przez jednorodną formę plastyczną. W tym obszarze inspiracji odnajdujemy rozważania o ludzkim losie, wplecione w melancholijną ludowość, będące echem obrazów Jacka Malczewskiego, Włodzimierza Tetmajera czy Vlastimila Hofmana (Autoportret podwójny z Hektorem, 2008). Dostrzegamy też secesyjną dekoracyjność, przypominającą obrazy i witraże Józefa Mehoffera (Cztery pory przemijania: wiosna, 1996). Dzieci, żołnierze, chłopcy i dziewczęta – wszyscy są nieobecni lub uśpieni. Spokojni i uśmiechnięci, oniemiali w zapatrzeniu. Wewnętrznie lewitują nad niewidzialną granicą, której wspólnie strzegą – nie wyobrażeni, ale oddziaływający – Hypnos i Tanatos. Bohaterowie refleksji o przemijaniu, widziani w polskich realiach i krajobrazie, są zmęczeni. Beztroską, dziecinną zabawą, dostojnym mazurem czy kończącym wesele chodzonym. A może ostatnią przegraną bitwą? To już nie ma znaczenia. Wszyscy tak samo wydają się odsunięci w niepamięć. Nie tylko żołnierze w mundurach z 1939 roku, które przywodzą na myśl zniszczone szynele styczniowych powstańców, rzędami podążających na syberyjskie zesłanie, aby tam zasiąść przy wigilijnym stole z samowarem (Cztery pory przemijania: jesień, 1996). Wokół cisza, błoto i mgła. Ciemny fiolet późnego jesiennego zmierzchu. Stłumione światło ujawnia w mroku twarze żołnierzy i mogiły ich towarzyszy. Jakże charakterystyczna cecha polskiego pejzażu, bo u nas przecież wolność krzyżami się mierzy. Fiolet, w odcieniu pogrzebowego ornatu, bliski jest jasnej, świeżej czerwieni, którą odnajdujemy wzrokiem na innym obrazie, jak krew na śniegu w grudniu 1981 roku. Jak monumentalną, biało-czerwoną flagę, która wpisana jest w tło różnych zdarzeń. Oto jeszcze jeden polski pejzaż (Cztery pory przemijania: zima, 1995).

W malarstwie Marka Szarego pobrzmiewa hiszpański XVII-wieczny naturalizm. Obrazy stworzone w tym nurcie inspiracji wyróżniają się kontrastem światła i cienia. Także konsekwentną tonacją szarości, która zestawiona jest z wyrazistymi płaszczyznami bieli, symbolizującej światło. Skondensowana biel wzmacnia wrażenie głębi ciemnych tonów czerwieni i zieleni. Wszystko w tych przedstawieniach zmierza do kontemplacji postaci nagiego, samotnego i cierpiącego człowieka. Począwszy od pozornej nonszalancji antycznego kontrapostu, poprzez hieratyczną pozę bizantyjskich świętych, aż po wstrząsającą całym ciałem ekspresję znaną z witraży Stanisława Wyspiańskiego (Ecce homo, 2004), podążamy za upływającym czasem, utwierdzając się w przekonaniu o niezmienności przeznaczenia. Pragniemy żywić nadzieję na jeszcze inne życie (Tryptyk: De profundis, 1998). Być jak Ten, który zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli (1 Kor. 15, 20).

Wśród postaci wykreowanych przez artystę znajdujemy bohaterów wyjątkowych. Są karykaturalnie śmieszni, bezbronni, udręczeni cieleśnie i wewnętrznie, co budzi nasze współczucie. Przypominają przybyszów z obrazów Witolda Wojtkiewicza (Tryptyk: De profundis, 1998). Swoistym dopełnieniem jest, intensywny kolorystycznie, cykl wizerunków dojrzewających chłopców, którzy uosabiają stany i rozwój ludzkiej psyche (Tryptyk: Animus, 1998). Najpierw rozpoznaje ona swoją odrębność wobec ciała, które symbolizuje biała szata. Obleczona w ciało, przeżywa utratę niewinności oraz dotyka istoty grzechu. Popada w rozpacz, z której zostaje wybawiona.

Idąc za tematycznym wątkiem duszy, trafiamy do nowocześnie przestronnych, jasnych i prawie pustych pokoi. Są komfortowe i ascetyczne. Ich czystej kompozycji, złożonej z płaszczyzn, brył i akcentów kolorystycznych, nie zakłóca obecność człowieka. A jeśli już tu jest, to staje się on niezbywalnym elementem doskonale przemyślanej całości. I znaczy niepomiernie więcej niż elegancka kanapa czy duże okiennice. Skupia naszą szczególną uwagę (Zwiastowanie, 1999). Luksus dużej przestrzeni, łagodne, jednostajne światło, a także chłodny porządek, panujące w tych pokojach skłaniają widza do zadania pytania o ich realność. Czym więc są te wnętrza? Zauważamy, że malarz, na podobieństwo holenderskich mistrzów, eksponuje w nich jeden element. I tak rozpoczyna się w rzeczywistości obrazu niezwykła przypowieść. Traktuje o skromnych początkach życia, zwiastowaniu wiary, powolnym, cichym przenikaniu w śmierć i oknach szeroko otwartych na nieskończoność.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Grudzień 2015 Odczytywanie przypowieści