O dwóch takich…

Budynek byłego „internatu kresowego” przy ul. Chodkiewicza 32 Budynek byłego „internatu kresowego” przy ul. Chodkiewicza 32 Fot. Emilia Walczak

Pewnego razu, dawno, dawno temu, szukając jakichś potrzebnych mi wtedy informacji na temat Jarosława Iwaszkiewicza, jakoś tak chcąc nie chcąc zboczyłam na temat jego kuzyna, z którym, prócz rodzinnego pokrewieństwa, łączyło go coś jeszcze – lecz nie czas teraz i miejsce na takich nieobyczajnych tematów poruszanie… Lecz gdy już byłam przy owym Karolu Szymanowskim – bo o nim przecież mowa – dotarłam do jakże szokującej (przynajmniej mnie wtedy szokującej), rewelatorskiej informacji, że ów najwybitniejszy nasz młodopolski kompozytor blisko cztery lata przemieszkał wraz z najbliższą rodziną właśnie w Bydgoszczy, na osiedlu Bielawy, w starej willi położonej przy ulicy Jana Kozietulskiego 5. Opuszczone przez uciekających z Polski po traktacie wersalskim Niemców gmaszysko zakupił dla rodziny Szymanowskich – matki Karola Anny, siostry Stanisławy i brata Feliksa – szwagier Stefan Bartoszewicz.

W latach 1921–1924 Szymanowski skomponował na bydgoskich Bielawach między innymi pięć folklorystyczno-narodowych pieśni pod wspólną nazwą Słopiewnie op. 46bis (lato 1921) do futurystyczno-słowotwórczch wierszy kongenialnego Juliana Tuwima (Słowisień, Zielone słowa, Święty Franciszek, Kalinowe dwory, Wanda), które zadedykował siostrze i ich pierwszej interpretatorce, Stanisławie Korwin-Szymanowskiej, a także napisał kilka esejów poświęconych osobom wielkich kompozytorów: Igora Strawińskiego i Fryderyka Chopina.

 

Słowisień

W białodrzewiu jaśnie dzni słoneczko,
Miodzie złoci białopałem żyśnie,
Drzewia pełni pszczelą i pasieczną,
A przez liście kraśnie pęk słowiśnie.

A gdy sierpiec na nabłoczu łyście,
W cieniem ciemnie jeno niedośpiewy:
W białodrzewiu ćwirnie i srebliście
Słodzik słowi słowisieńskie ciewy.


II

Gdy rajzuje się po tym naszym wciąż piękniejącym mieście, można natrafić na bardzo wiele śladów po pisarzu Adamie Grzymale-Siedleckim. Na Wyżynach mamy wszak ulicę jego imienia, a przy Karola Libelta 5 w bydgoskim śródmieściu – od 1968 roku – Izbę Pamięci zorganizowaną na życzenie samego autora przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną. Na budynku wisi też tablica przypominająca, że tutaj właśnie Grzymała-Siedlecki mieszkał w latach 1945–1967.

Podobne świadectwo znajdziemy też na bielawskiej willi oznaczonej adresem: Karola Chodkiewicza 23, położonej vis-à-vis posępnego dawnego „internatu kresowego”.

W TYM DOMU MIESZKAŁ W LATACH 1924–1937 ADAM GRZYMAŁA SIEDLECKI PISARZ – głosi zawieszona na domu granitowa tablica.

Inne źródła podają natomiast, że autor Cudu Wisły mieszkał w Bydgoszczy dwukrotnie, i w trochę innych latach – najpierw w okresie od października 1923 do lipca 1934 roku, a następnie od kwietnia’45 aż do śmierci 29 stycznia A.D. 1967.

Przeprowadzkę ze stolicy kraju do naszego niewielkiego miasta w roku 1923 eksplikował tak: „Dostrzegłem tu dogodne warunki dla spokoju niezbędnego w pracy literackiej”. Mowa tu oczywiście – konkretnie – o Bielawach, bo tutaj Grzymała-Siedlecki mieszkał najsampierw; dopiero później przeniósł się do centrum.

Odnalazł tu zapewne pożądaną małomieszczańską Gemütlichkeit.


Od 1921 roku pod adresem Karola Chodkiewicza 32 – dawna Senatorska 80 – mieścił się tak zwany, wspomniany wcześniej, internat kresowy – dla chłopców z Kresów Wschodnich, będących w wieku mniej więcej 12–20 lat, którzy stracili swoich bliskich oraz możliwość dalszego kształcenia. W gmachu przy Senatorskiej 80 mieli natomiast do dyspozycji chędogie sypialnie, pokoje do nauki oraz ogród. Salę gimnastyczną dawnego sierocińca przerobiono na kaplicę.

Jeszcze niedawno w budynku tym znajdował się oddział prewencji policji; dziś gmaszysko stoi puste i – dosłownie – straszy, nęcąc zapewne wszelkich amatorów mrożącej krew w żyłach urban exploration.


Jak donosił w lutym 1924 roku „Dziennik Bydgoski” – zarząd internatu wyraża „szczególną wdzięczność państwu Grzymała-Siedleckim za szczere zainteresowanie się losem zakładu, za wyjednanie nam poważnego zasiłku pieniężnego z Ameryki”.

Podobno żona Adama Grzymały-Siedleckiego, Maria, oraz jego szwagierka, niejaka pani Szumowska-Adamowicz, wręcz „żyły” sprawami placówki położonej vis-à-vis ich dawnej willi.

To się chyba nazywa: bezinteresowna życzliwość – dziś już, niestety, „towar” mocno reglamentowany.

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Listopad 2015 O dwóch takich…