Metafizyczny cień kosy jako paradoks życia, czyli „Zegar słoneczny” Bogdana Chmielewskiego

Bogdan Chmielewski, „Zegar słoneczny”, obiekt, 2015 (autor pierwszy z prawej) Bogdan Chmielewski, „Zegar słoneczny”, obiekt, 2015 (autor pierwszy z prawej) Fot. Jacek Soliński

Najpierw uderza blask rozświetlonej świeżej sosnowej deski w galeryjno-piwnicznym zaciemnieniu. Nad deską pochyla się stara kosa jak gnomon i rzuca cień. Cień celuje w stronę zaokrąglonego obrzeża deski, gdzie połyskują mosiężne ciemnozłote cyfry słonecznego zegara. Ostrze kosy styka się z deską w miejscu liczby 12. Cień, który rzuca kosa, odchylony jest od dwunastki. Spodziewałem się – zgodnie z pierwotnym zamysłem autorskim, uwidocznionym na rysunku Bogdana Chmielewskiego – instalacji w pionie, a tu zegar słoneczny na posadzce piwnicy Galerii Autorskiej, pod nogami.

Instalacja Bogdana Chmielewskiego „Zegar słoneczny” porusza odbiorcę siłą prostoty, która toruje sobie drogę przez gęstwinę znaczeń motywem kosy jako gnomonem oraz jej cieniem.

Skoro kosa stanowi najbardziej widoczny element instalacji, to trudno uniknąć odwołań do tradycji plastycznej. Któż nie pamięta kucia kos na rysunku Artura Grottgera z cyklu Polonia w związku z powstaniem styczniowym, czy kos na sztorc w zwycięskim ataku chłopów na rosyjskie armaty pod Racławicami we fragmencie Panoramy Racławickiej Jana Styki, lub też kosy w ręku śmierci na obrazach Jacka Malczewskiego Śmierć i Thanatos?

Ale ta kosa Bogdana Chmielewskiego została ujęta w znaczącym oderwaniu od jej tradycyjnych konotacji i zatrudnień, w szczególnym stanie spoczynku. Można to zauważyć w pierwotnym zamyśle instalacji, w którym kosa miała wisieć na drewnianej ścianie gospodarczego budynku jakby odłożona na bok, nieczynna. Przede wszystkim to kosa, która została uwolniona od patriotycznych obowiązków. Nie przejmuje także grozą umierania jak u Malczewskiego.

Ale w spoczynku tym, w tej zewnętrznej, pozornej nieczynności skrywa się wielce metafizyczna aktywność. Kosa ma w sobie coś intrygującego i niepokojącego, bo rzuca cień, który zapewne zmierza w stronę godziny południa, którą oznacza liczba 12. Kosa niesie w sobie jakiś rys podobny do zawisłego nad naszymi losami miecza Damoklesa. Można powiedzieć, że chociaż wielkie burze dziejowe już się przetoczyły, to jednak, kiedy przypatrzymy się tej jasnej sosnowej desce, zauważymy, że pod kosą widać smugi żywicznej, zastygłej, wyblakłej czerwieni. A w ciemniejszych sęczkach i sękach możemy dopatrzyć się zamarłych „spojrzeń” ofiar dziejowych kos czy gilotyn.

Stan spoczynku kosy obdarzony jest tedy niemałą potencją symbolicznych treści i powolną dynamiką cienia, który przesuwa się dzięki światłu i wyznacza czas. Czas życia każdego człowieka.

Autor w wierszu, który towarzyszy instalacji, podkreśla wskrzesicielską zdolność kosy-cienia jako przywołanie ważnych momentów życia, czyli „niezapomnianych” i „światłem mierzonych”.


Kosa jak gnomon w słońca rozkwicie
Cieniem czasowi przywraca życie
Wskrzesza godziny i dni upłynione
Światłem mierzone
Wszystkie momenta niezapomniane
Umbra transit – lux manet.


Sądzę, że instalacja pokazuje szczególną drogę dochodzenia do tych momentów i utrwalania ich jakby w rozbłysku świetlnym, czyli jako drogę twórczą. Nie jest to tylko praca pamięci. Być może, jest to droga w górę, pokrewna Platońskiej anamnezie. Światło pojawia się jakby na początku, tj. „w słońca rozkwicie”, stanowi swoiste tło owej „akcji” kosy, cienia, czasu, oraz punkt docelowy jako „lux manet”. Trwałość światła, które pozostaje, wręcz rozbłyska, po tej „akcji”, zatem stanowi jej zasadniczy punkt orientacyjny, może wskazywać na bliskość Platońskiej idei Dobra porównanej, jak wiadomo, przez ateńskiego filozofa do słońca.

Proszę zwrócić uwagę, że deska ma kształt napiętego łuku. Uchwyt kosy został osadzony w miejscu maksymalnego wychylenia „cięciwy”, czyli jakby napina „cięciwę”. Nie może tego zrobić kosa sama z siebie. Wręcz dopomina się o niewidzialną rękę. Kazimierz Hoffman niejednokrotnie powtarzał i pisał: „jesteśmy ręką piszącą” (Skąd). Kosa jest więc niczym strzała. Jej ostrze pada na godzinę dwunastą. Energia cienia przejawia się w domniemanym ruchu wzdłuż ramy tego łuku. Ale ruch „słońca” może sprawić, że cień padnie tuż pod kosę, czyli pokryje się z godziną dwunastą. Nieuchronnie zbliża się pora, gdy cień wejdzie pod ostrze. Ostrze przetnie się z cieniem, czyli dosłownie, prześliźnie się po cieniu, rzec można, jak po gardle. Można to rozpoznać jako swoistą egzekucję cienia. I zniknięcie cienia.

Spójrzmy na to od strony „cięciwy” łuku. Możliwe położenia ukrytej „strzały”, czyli cienia kosy, pokryją się z centralnym punktem na ramie łuku, czyli 12. Bogdan Chmielewski: „Chciałem zobaczyć zetknięcie ostrza z deską”. A może idzie o jeszcze istotniejsze „zetknięcie”? I głębsze widzenie? Rodzaj twórczego doświadczenia. Można to ująć jako symboliczne wystrzelenie strzały kosy z tego łuku słonecznego zegara w postaci cienia kosy. Wówczas zniknie kosa i cień, a zostanie światło. „Umbra transit, lux manet”, jak czytamy w wierszu Bogdana Chmielewskiego, czyli „cień przemija, światło zostaje”.

Czy jest to moment spiętrzenia sił twórczych i jakiegoś na poły mistycznego wyzwolenia? Jakby wybuchu światła? Twórczej eksplozji? Godziny południa, która jest godziną północy, jak u Nietzschego w Zaratustrze?

Ale autor określił swój wiersz jako „żartobliwy”. Więc może to także figura dystansu do świata ocienionego przemijaniem? A „dystans jest duszą piękna”, jak pisała Simone Weil.

Czy nie mamy tu do czynienia z wielkim paradoksem życia? Paradoksem, który polega na tym, że chociaż życie jest poddane nieuchronnemu przemijaniu, to jednak skrywa się w nim twórcza potencja jako zdolność do rozmaitych wystrzeleń, erupcji, dystansów, czyli potencja do wielorakiej transcendującej aktywności. Szczególnie istotnym rysem tej potencji byłaby zdolność do wykroczenia poza horyzont czysto zmysłowego oglądu, zwłaszcza poza zniewalające uwarunkowania upływu czasu. Zdolność do wykroczenia w twórczym symbolicznym myśleniu poza te uwarunkowania ku jakiejś postaci nadzmysłowego widzenia.

Znakomite dzieło Bogdana Chmielewskiego pobudza intensywnie do takich i podobnych pytań i refleksji. I w tym żywiole żyje.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Listopad 2015 Metafizyczny cień kosy jako paradoks życia, czyli „Zegar słoneczny” Bogdana Chmielewskiego