Ten festiwal ma uczyć

Z organizatorem 11 edycji Mózg Festivalu, Sławomirem Janickim rozmawia Tomasz Kaźmierski, Polskie Radio PiK, „Muzyka Spoza Układu”.


W tym roku chyba po raz pierwszy tak bardzo rozbudowany Mózg Festival?
Faktycznie, nie dosyć, że odbywa się w Warszawie i w Bydgoszczy, to w Bydgoszczy ma dwie odsłony. Za nami już mocne październikowe otwarcie, a przed nami ciekawe trzy dni.

Skąd pomysł, by zaprosić artystów z ruchu Fluxus?
Jak co roku oprócz koncertów proponujemy także sztuki wizualne. Myślę, że Fluxus idealnie pasuje do naszego festiwalu i do tego, co robiliśmy od lat w Mózgu. Poza tym to słynny ruch, który istnieje od kilkudziesięciu lat i przez, chwilami, dość radykalne działania stawia trudne pytania o istotę sztuki. Duże zasługi, jeśli chodzi o sprowadzenie Fluxusu, ma Grzegorz Pleszyński, który tych artystów dobrze zna, zresztą z Ann Noël nagrywa już drugą płytę. Zdecydowanie Grzesiek ma tu duże zasługi.

Jak udało się sprowadzić Roscoe Mitchella z Art Ensemble of Chicago?
To dość długa historia, która zaczyna się 20 lat temu. Wtedy grała Miłość, a my mieliśmy zespół Mazzoll and Arhythmic Perfection. Miłość nagrała wtedy dwie płyty z Lesterem Bowie z AEC. Zresztą ostatnia płyta Lestera była nagrana właśnie z Miłością i miała tytuł Talkin’ About Life And Death. My z Mazzollem mieliśmy takie przekonanie, że Miłość powinna nagrywać z Wyntonem Marsalisem albo ewentualnie z Branfordem, a goście AEC to pasują bardziej do nas. Nagraliśmy wtedy płytę Out Out to Lunch i wysłaliśmy wszystkim członkom AEC, dołączając list pisany odręcznie. Większość z nich odpisała nam, że chcieliby z nami współpracować. Minęło trochę czasu, nasz zespół się rozpadł. Kilka lat temu, kiedy m.in. Roscoe Mitchell był na festiwalu w Poznaniu, poszedłem do jego garderoby. Roscoe zapytał wtedy: „Dlaczego jeszcze nie nagraliśmy płyty?”. Podjąłem to wyzwanie i po kilku latach Roscoe pojawił się na koncercie.

To było w październiku, ale teraz przed nami zasadnicza część festiwalu. Gdy patrzę w program, a jestem miłośnikiem m.in. abstrakcyjnej elektroniki, widzę, że do głosu doszedł przedstawiciel młodszego pokolenia.
Tak. Kuba Janicki, mój syn, jest odpowiedzialny za część elektroniczną. Kuba współtworzy festiwal w tym zakresie już chyba od trzech lat. Dlatego też pojawia się zespół Noisezone ze Szwajcarii, ale pewnie masz na myśli przede wszystkim Jana Jelinka, który wystąpi w duecie z japońskim wibrafonistą Masayoshi Fujitą. Będą też Macio Moretti i Piotr Zabrodzki z projektem LXMP, zagra 67,5 Minut Project i ciekawostka, bo wystąpi Sonar Soul z Pauliną Przybysz – ten koncert to atrakcja w ramach niezależnej imprezy modowej Kramberry, ale stwierdziliśmy, że finał może być taki bardziej imprezowy, to zarazem ukłon w stronę młodszej publiczności.

To już 11. edycja festiwalu. Dlaczego od tylu lat organizujesz tę imprezę?
Traktuję robienie festiwalu, tworzenie Mózgu w podobny sposób jak moje granie. Natomiast granie muzyki improwizowanej, która powstaje na scenie, mnie po prostu cieszy. Tworzenie programu artystycznego klubu jest poszerzeniem tej działalności. Festiwal daje tu pewne możliwości, szczególnie że pojawiają się coraz większe finanse i można układać program tak, jak układa się koncert czy utwór.

Co jest dla ciebie satysfakcją przy okazji organizowania festiwalu?
Tego typu festiwal to jest wielkie przedsięwzięcie logistyczne. Satysfakcja pojawia się już wtedy, gdy udaje się to wszystko spiąć. Artyści to indywidualiści, każdy z nich ma swoje wymagania i oczekiwania. Takim wynagrodzeniem dobrze zrobionego festiwalu jest moment, kiedy pojawiają się ludzie, którzy potrafią docenić ten wysiłek. Lenistwo to obecnie dominująca cecha, jesteśmy rozkojarzeni, zabiegani, wiele osób chce przyjść tylko na jeden koncert wykonawcy, którego już znają. Na szczęście są jeszcze tacy, i gorąco do tego namawiam, którzy chcą poznać to, czego nie słyszeli. Nasz program nie powstaje przypadkowo, to precyzyjny plan. Zapraszamy mniej popularnych artystów, nawet jak na niszę, bo uważamy, że mają coś ciekawego do zaproponowania. Z doświadczenia wiem, że część koncertów tzw. gwiazd nie jest tak dobra, jak artystów pracujących na swoją pozycję. Ten festiwal ma uczyć i prowokować do samodzielnego myślenia.

Zdajesz sobie pewnie z tego sprawę, że za Mózgiem idzie już pewna grupa ludzi, ja się do nich zaliczam, którzy się tu kształtowali, to w pewnym sensie „dzieci Mózgu”, młodzi muzycy, publiczność itd.?
Mam takie poczucie, ale chciałbym, aby inni o tym mówili, bo mi trochę nie wypada. Mam tego świadomość, a wracając do satysfakcji, to kolejny element, który się na nią składa. Niestety, publiczności w klubie jest coraz mniej, co jest smutne.

Wróćmy do zbliżających się festiwalowych koncertów.
Świetnie. Zasada jest taka, że rozpoczynamy koncertami w Teatrze Polskim, następnie przenosimy się do Mózgu. Pierwszy dzień drugiej odsłony festiwalu, czyli czwartek, otworzą pięknie grający młodzi ludzie ze Szwecji, czyli zespół Dark Horse. Później znów ciekawa sprawa. Wszystkim zapewne znany pianista Keith Jarrett ma brata Chrisa i właśnie Chris Jarrett zagra u nas. Zdaje się, że on ze swoją twórczością dużo bardziej pasuje do naszego festiwalu niż jego słynny brat. Gwiazdą pierwszego dnia będzie The Necks z Australii. Ta grupa zapełnia sale koncertowe na całym świecie, zobaczymy jak im pójdzie w Bydgoszczy. Później w klubie Noisezone. W piątek Franziska Bauman, Claudia Brieske i Christof Bauman z performance’em multimedialnym. Następnie dojrzały amerykański wokalista David Moss, który bardzo nowatorsko podchodzi do śpiewu. Na finał drugiego dnia Jan Jelinek i Masayoshi Fujita, o których już wspominałem, a w Mózgu LXMP. Ostatni dzień rozpocznie się koncertem artystki z Tajwanu, Luo Chao-Yun, która zagra na instrumencie o nazwie pipa – podobnym do lutni. Luo Chao-Yon tego samego dnia, wcześniej wystąpi także w Akademii Muzycznej. Później gwiazda, perkusjonalista z Indii: Trilok Gurtu – wielka sława, grywał m.in. z Donem Cherry. Na koniec Stian Westerhus – norweski gitarzysta, którego wypatrzył Kuba na jakimś festiwalu w Niemczech. Niesamowity artysta. Finał w Mózgu, tak jak mówiłem: Sonar Soul i Paulina Przybysz oraz 67,5 Minut Projekt, w którym gra m.in. Janek Młynarski. Jeśli ktoś chce dowiedzieć się więcej na temat artystów, zapraszam na stronę festiwal.mozg.pl, tam także próbki twórczości.

Cóż, do zobaczenia na festiwalu.
Zapraszam wszystkich serdecznie.


11th MÓZG FESTIVAL

PROGRAM:

5.11.2015, czwartek

  • Godz. 20.00 (Teatr Polski) -> Dark Horse
  • Godz. 21.00 (Teatr Polski) -> Bydgoska Orkiestra Muzyki Współczesnej
  • Godz. 22.00 (Teatr Polski) -> The Necks (Chris Abrahams, Lloyd Swanton, Tony Buck)
  • Godz. 00.00 (Mózg) NOISEZONE -> (Sebastian Smolyn, Artur Smolyn, Daniel Buess)

 

6.11.2015, piątek

  • Godz. 20.00 (Teatr Polski) -> Franziska Baumann/Claudia Brieske/Christoph Baumann
  • Godz. 21.00 (Teatr Polski) -> David Moss – solo concert
  • Godz. 22.00 (Teatr Polski) -> Jan Jelinek & Masayoshi Fujita
  • Godz. 00.00 (Mózg) -> Alameda 5 (Kuba Ziołek, Jacek Buhl, Rafał Iwański, Łukasz Jędrzejczak, Mikołaj Zieliński)

 

7.11.2015, sobota

  • Godz. 20.00 (Teatr Polski) -> Luo Chao-Yun
  • Godz. 21.00 (Teatr Polski) -> Trilok Gurtu – solo concert
  • Godz. 22.00 (Teatr Polski) -> Stian Westehus
  • Godz. 00.00 (Mózg) -> 67,5 Minuty Project

 


12, 13 i 14 listopada będą miały miejsce wydarzenia warszawskiej odsłony festiwalu. Wystąpią: BREWED JUNK, HARDON, Alameda 5, Szabolcs Esztenyi, NIMAD – X, Stian Westerhus, NOISEZONE, TO-EN, Luo Chao-Yun, Jan Jelinek & Masayoshi Fujita, ZION TRAIN SOUND SYSTEM.


 

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start