Nie nosimy już fotografii w portfelu

Eva Rubinstein, fotografia Eva Rubinstein, fotografia

Z Katarzyną Gębarowską, dyrektorką Międzynarodowego Festiwalu Miłośników Fotografii Analogowej Vintage Photo Festival, rozmawia Emilia Walczak.


Na stronie internetowej Vintage Photo Festival piszecie, że „jest to przedsięwzięcie zrodzone z pasji do fotografii oraz głębokiego przekonania o tym, że fotografia analogowa przeżywa obecnie renesans i ma ogromny wpływ na kierunek rozwoju fotografii cyfrowej”. Jak myślisz, skąd się wziął ów renesans?
Obawiam się, że nie powiem niczego oryginalnego. László Moholy-Nagy [węgierski fotograf, malarz, projektant, profesor Bauhausu żyjący na przełomie XIX i XX w. – przyp. red.] powiedział 100 lat temu, że w przyszłości analfabetami będą ci, którzy nie rozumieją obrazu. Ta przepowiednia właśnie się spełnia. Świat komunikuje się poprzez obrazy, wielu ludzi zatraciło zdolność pisania – poza pisaniem na klawiaturze komputera. O czytaniu już nie wspomnę. Obrazy są wszędzie, zalewają nas. Wynalezienie aparatów cyfrowych sprawiło, że robienie zdjęć przestało być rytuałem, a stało się raczej sprawą refleksu, cytując Johna Bergera. Pstrykanie zdjęć stało się tak powszechne, że pojawiła się naturalna chęć spowolnienia tego procesu. W trendzie slow life znalazło się też miejsce dla powrotu do tradycyjnej fotografii, bo taka zmusza nas do myślenia, każe poczekać na „decydujący moment”. Stąd apokaliptyczne przepowiednie o całkowitym wyginięciu filmów i papieru do fotografii analogowej nie spełniły się: poza obrębem komercyjnej gałęzi fotografii, jak moda, reklama i dziennikarstwo, gdzie za wprowadzaniem nowych technologii stoją ekonomiczne i inne praktyczne względy, fotografia analogowa ma się coraz lepiej. Rzesze młodych ludzi sięgają po aparaty swoich rodziców i dziadków, aby popełnić zdjęcie „z klimatem” (śmiech).

Rośnie potrzeba świadomości fizycznej natury odbitek fotograficznych, które dziś już nie są głównym nośnikiem fotografii, a stają się stopniowo coraz rzadszym rzemiosłem, nieobecnym w codziennym kontakcie z fotografią. Nasz festiwal jest takim pomostem pomiędzy fotografią analogową i cyfrową. Poprzez formułę vintage dopuszczamy do konkursu oraz ekspozycji także techniki łączone oraz techniki cyfrowe nawiązujące do stylu fotografii analogowej, np. poprzez aplikacje typu Instagram. Nie jesteśmy ortodoksyjni, ponieważ uważamy, że zdjęcie z Instagrama to też hołd dla fotografii z ciemni, a przecież to jest festiwal miłośników fotografii analogowej (śmiech). Zresztą, jest wielu wybitnych artystów, którzy łączą te techniki – jedną z takich artystek pokażemy w pokazach specjalnych festiwalu. Mowa o fińskiej artystce nazwiskiem Marja Pirilä, która tworzy w technice camery obscury, a następnie rejestruje zapisany obraz aparatem cyfrowym. Jej prace zostaną pokazane w Polsce po raz pierwszy właśnie na Vintage Photo Festival.

Na główną siedzibę festiwalu wybraliście przestrzenie Domu Towarowego „Jedynak”, czyli spodziewacie się, że wydarzenie przerośnie swoją skalą mury Galerii Farbiarnia… Czy trudno jest zorganizować w Bydgoszczy festiwal o międzynarodowym rozmachu?
Jeśli chcemy zorganizować festiwal muzyczny czy filmowy, to nie. Gorzej, jeśli chcemy zorganizować festiwal sztuk wizualnych. Okres szukania odpowiedniego miejsca boleśnie uświadomił mi – ponownie – jak bardzo brakuje u nas miejsc typu OFF Piotrkowska Center czy Art Inkubator w Łodzi [kompleksy skupiające przedstawicieli branż kreatywnych w jednym miejscu – przyp. red.], a także zwykłych galerii, których w Warszawie jest ponad 30, a u nas zaledwie kilka. W mieście są tak naprawdę tylko dwie przestrzenie wystawiennicze, które mogłyby pomieścić imprezę na taką skalę: Muzeum Okręgowe oraz Galeria bwa. Nie udało nam się z żadną z tych instytucji nawiązać współpracy, gdyż mają one ułożone harmonogramy wydarzeń już na trzy lata z góry, natomiast my decyzję o tym, że uda nam się zorganizować festiwal, mogliśmy tak naprawdę podjąć dopiero w kwietniu tego roku – wtedy zostały ostatecznie podpisane decyzje o finansowaniu imprezy. Zresztą, muzeum to instytucja, która ma zupełnie inną publiczność.

Jak długo trwały przygotowania do Vintage Photo Festival?
Szukanie odpowiedniego miejsca na festiwal zajęło mi kilka miesięcy. Początkowo myślałam o byłej księgarni Współczesna na Gdańskiej, gdzie Fundacja Farbiarnia 1 stycznia tego roku zorganizowała happening Sztuka jest towarem. Fotografia jest sztuką, wystawiając w witrynach sklepowych piękne wielkoformatowe zdjęcia z dopiskiem „SALE”. Jednak lokal wymaga zbyt poważnych nakładów inwestycyjnych celem adaptacji na sale wystawiennicze.
Następnie szukałam lokali prywatnych; znalazłam piękną halę po byłej stolarni przy ulicy Podolskiej, którą tanim kosztem można by zaadaptować na przestrzeń wystawienniczą, jednak właściciel – co zrozumiałe – nie mógł trzymać jej dla nas pustej przez pół roku. Dostałam propozycję, żeby zorganizować festiwal w Exploseum lub w Wieży Ciśnień, ale żadna z tych opcji nie wydawała nam się strzałem w dziesiątkę. Do Exploseum jesienią jest za daleko, wieczorami jest już bardzo ciemno, ludzie by się gubili w lesie (śmiech). A Wieża Ciśnień nadaje się bardziej na pokaz malarstwa impresjonistycznego na sztalugach niż na zdjęcia w stylu vintage. W pewnym momencie – muszę przyznać – myślałam już, że tego odpowiedniego miejsca nie uda nam się znaleźć. Wtedy spotkałam się z przedstawicielem właścicieli Domu Towarowego „Jedynak”. Okazali się ludźmi otwartymi na współpracę, za co jestem im ogromnie wdzięczna. Dlatego też „Jedynak” – wracając jeszcze do poprzedniego pytania – będzie główną siedzibą festiwalową.
Mamy do zagospodarowania 1500 mkw. przestrzeni wystawienniczej – to prawie dwa razy tyle, ile miała do dyspozycji kuratorka retrospektywnej wystawy Natalii LL w CSW w Warszawie. Jest to zatem zarówno ogromna radość, jak i prawdziwie wyzwanie organizacyjne. Na szczęście współpracujemy z utalentowaną młodą projektantką przestrzeni wystawienniczych, która pomaga nam tę pustą przestrzeń „oswoić” i „ogarnąć”. Myślę, że unikatowy klimat „Jedynaka”, w którym czas stanął w miejscu kilkadziesiąt lat temu, idealnie pasuje do vintage’owego charakteru naszej imprezy.

A co z Farbiarnią?
Galeria Farbiarnia również będzie podczas festiwalu gościć jedną wystawę. Było to nieuniknione, żeby festiwal podzielić na dwie siedziby, gdyż miejsce na wystawę, ze względu na wartość prac, musiało spełniać wszelkie wymogi muzealne dotyczące eksponowania fotografii, czyli mieć odpowiednią wilgotność powietrza, temperaturę, natężenie światła, zabezpieczenie przed kradzieżą, ochronę itd. Wszystkie te warunki mierzyła specjalnie w tym celu wysłana załoga z Muzeum Narodowego. Kontrola przebiegała bardzo poważnie, panowie nawet włączyli guzik antynapadowy i liczyli, po ilu minutach przyjedzie ochrona. Na szczęście udało się nam spełnić wszystkie wymogi i mogliśmy podpisać umowę na wypożyczenie na czas festiwalu oryginalnych prac Evy Rubinstein z Muzeum Narodowego. W sumie negocjacje z muzeum trwały kilka miesięcy.
Wydarzenia towarzyszące będą miały miejsce także w innych ciekawych miejscach Bydgoszczy – w Muzeum Fotografii odbędą się np. 17 października warsztaty z techniki mokrego kolodionu, a w Teatrze Polskim, w niedzielę 25 października o godz. 13, bydgoska edycja Slideluck.

Slideluck? Co to takiego?
Slideluck to opatrzony tłem muzycznym publiczny pokaz wybranych w formule konkursowej zestawów fotograficznych lub multimedialnych, połączony ze składkowym poczęstunkiem i spotkaniem towarzyskim. Innymi słowy, stara formuła – biesiady i oglądania przezroczy na projektorze. Jest to istotny element festiwalu, który zwraca uwagę na fakt, że dziś nikt już tych raz zrobionych zdjęć nie ogląda. Zalegają one w gigabajtach na dyskach. Nie drukujemy fotografii, nie robimy albumów, nie dotykamy, nie zabieramy ze sobą, nie nosimy w portfelu… To spotkanie ma nam przypomnieć wartości, które zostały utracone poprzez postęp technologiczny – dziś dzielimy się praktycznie jedynie selfie na portalach społecznościowych. Każdy siedzi w swoim domu i klika. Slideluck Bydgoszcz będzie drugim w Europie Środkowo-Wschodniej pokazem według sprawdzonej na świecie formuły.
Warto wspomnieć, że poprzez tę międzynarodową formułę udział w konkursie Slideluck stanowi niepowtarzalną szansę dla fotografów. Od 2000 r. multimedialne pokazy slajdów odbyły się już w ponad 100 miastach na całym świecie. Tematem bydgoskiego pokazu będzie „Coming of Age”. Prace będą dotyczyć przejścia z okresu dojrzewania w dorosłość. Mogą dotyczyć również ogólnej tematyki dojrzewania czy dokumentować upływ czasu.

Jakich wielkich nazwisk – oprócz tych już wspomnianych – możemy się spodziewać w grodzie nad Brdą? Mówię tu zarówno o konkursie towarzyszącym całemu wydarzeniu – Vintage Grand Prix 2015 – jak i o planowanych ekspozycjach.
O finalistach konkursu nie mogę jeszcze nic powiedzieć, bo właśnie trwają obrady jury [rozmawiałyśmy z Kasią w połowie września – przyp. red.]. Na pewno wielkim naszym sukcesem jest fakt, że na festiwal przyjedzie Eva Rubinstein, która spotka się z publicznością 14 października o godz. 18 w Galerii Farbiarnia. Postrzegana w Polsce często tylko jako córka wybitnego pianisty Artura Rubinsteina – Eva jest znaną na całym świecie artystką, która nauki fotografii pobierała u wybitnych ikon tej dziedziny – Lisette Model i Diane Arbus. Pani Evie udało się jednak wypracować własny, niepowtarzalny styl, który znacznie różnił się od stylu jej mistrzów, co świadczy o niezwykłej sile jej charakteru, a także o wyjątkowym talencie do widzenia, a następnie prezentowania świata w sposób oryginalny. Artystka tak komentuje ten odwrót od swoich mentorek: „Moje nauczycielki fotografii, Lisette Model i Diane Arbus, działały w przekonaniu, że «artysta może sobie pozwolić absolutnie na wszystko». Ich nauka podziałała na mnie zupełnie na odwrót, bo zawsze czułam, że są granice, których przekraczać nie należy, nie wolno”.
Zobaczymy też m.in. prace Wojciecha Prażmowskiego czy Eugenii Maximovej. Będzie też bogata oferta warsztatowa, m.in. z technik szlachetnych, z projektowania wystaw fotograficznych czy archiwizowania czarno-białych zdjęć.

Brzmi bardzo interesująco. Dzięki za rozmowę i do zobaczenia na festiwalu!


I Międzynarodowy Festiwal Miłośników Fotografii Analogowej Vintage Photo Festival odbędzie się w dniach 10–30 października. Więcej szczegółów znajdziecie na stronie vintagephotofestival.com oraz na facebookowych profilach wspomnianych w wywiadzie wydarzeń (odnajdziecie je wpisując w wyszukiwarkę FB frazy: „Vintage Photo Festival” oraz „Slideluck Bydgoszcz”).


 

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Październik 2015 Nie nosimy już fotografii w portfelu