Dusza dla oka

Metafizyka w kinie. 111 filmów z duszą Metafizyka w kinie. 111 filmów z duszą

Dusza to podmiot metafizyczny niezwykle trudny do opisania, a tym bardziej do pokazania w swej niewidzialnej, eterycznej powłoce. Uchwycenie jej przez obiektyw kamery graniczy wręcz z niemożliwością, nawet jeżeli przedstawiana na planie filmowym historia należy do zbioru wysublimowanych fikcji, a realizatorzy mają do dyspozycji nieograniczony pod względem technicznym potencjał kreowania magicznych bytów, istot, przestrzeni i wymiarów. Bardzo trudno stworzyć obraz z duszą na pierwszym planie (a nawet w tle), aby nie utknąć na intelektualnej mieliźnie, aby – co już nieraz miało miejsce – nie odpłynąć w stronę estetyki kiczu. Filmowcy, którym udało się wyjść z takiej próby zwycięsko, są bohaterami książki Marka Rymuszki, Wojciecha Chudzińskiego i Przemysława Nowakowskiego pt. Metafizyka w kinie. 111 filmów z duszą.

 

 

W pierwszym czytelniczym odruchu, jeszcze w momencie ważenia dzieła w ręce, przychodzą na myśl filmy twórców wyjątkowych, ezoterycznych w każdym sensie tego słowa, producentów „niszowych”, reżyserów „wyklętych”, eksperymentatorów wizualnych, odrzucanych przez kulturę masową, hołubionych przez „bożych wybrańców”. I takich bez wątpienia można tu znaleźć. Autorzy udowadniają jednak, że kino komercyjne od tematu szeroko rozumianej duchowości wcale nie stroni, a nawet odnosi w popularyzacji metafizycznego fenomenu spore sukcesy. Kino rozrywkowe, kino „środka” i kino artystyczne – to trzy płaszczyzny penetrowane przez publicystów „Nieznanego Świata”, trzy obszary obrazowej (niekiedy – obrazoburczej) materii naznaczonej stygmatem mentalnej osobliwości.

W sferze ludycznej pojawiają się celebryci kultury pop: Steven Spielberg, George Lucas, Tim Burton, Christopher Nolan, Peter Jackson, James Cameron czy Robert Zemeckis.

– Przecież to tylko dobra zabawa, opowieści dla wyrośniętych chłopców, baśnie w sztafażu postmodernistycznym! – można zakrzyknąć w proteście. Na pewno? 111 filmów z duszą to książka przewrotna, jej twórcy wywracają na nice fabułę filmową, ukazując często to, co umyka widzowi podczas pierwszego kontaktu z dziełem, jednocześnie ujawniając prawdziwe zamiary reżysera. Gwiezdne wojny nie są jedynie historyjką fantasy w kostiumie SF (jak mawia znawczyni tematu Dominika Repeczko). Są nade wszystko próbą objaśnienia prawdziwej natury rzeczywistości, konsygnacyjnym złożem nowej religii, a wszechogarniająca uniwersum Star Wars Moc nabiera wszelkich atrybutów boskości. Nie opisano dotąd na ekranie Absolutu w bardziej przystępnej formie. Absolutu na wyciągnięcie ręki, dla każdego z nas… Raport mniejszości nabywa cech filozoficznego moralitetu. Stawia pytania dotyczące wyborów życiowych w obliczu prekognicji. Na ile znajomość przyszłości pozwala nam decydować o nas samych, o innych, o cywilizacji? Czy determinizm nie sprzyja prostym rozwiązaniom, podczas gdy życie nigdy tak naprawdę nie daje jednoznacznych odpowiedzi? W Mrocznym rycerzu świat wartości wydaje się jasno spolaryzowany. Postać Jokera jednak wyraźnie temu przeczy. Nie można nie zastanowić się nad obsesyjnie powtarzaną przez głównego antagonistę Batmana tezą o konieczności występowania Chaosu, a tym samym cierpiętniczym przyjęciu przez niego roli współczesnego Judasza w nowym planie zbawienia.

I tak w każdym wybranym przez autorów komercyjnym obrazie odnajdujemy metafizyczne dno. Świetna zabawa okraszona fajerwerkami sprzyja punktowaniu dylematów poruszanych przez psychologów, socjologów, etyków i duchownych. Są to sprawy, które nurtują często każdego z nas, bowiem „człowiek staje się metafizykiem w wieku, w którym zaczyna zadawać pytania”. Ta wypowiedź Faroukiego została wybrana przez autorów na motto ich pracy.

W „kinie środka” królują: Terry Gilliam, Tom Tykwer, Guillermo del Toro, Darren Aronofsky, Alfonso Cuaron, Alejandro Amenabar. Nie rezygnując z widowiskowości przeznaczonej dla masowego odbiorcy, twórcy ci pokazują jednak ważkie dla nich sprawy na planie pierwszym. I nikt tu już nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z kinem ambitnym. Magia Labiryntu fauna prowadzi bohaterkę, a wraz nią odbiorcę dzieła, przez bezdroża ludzkiego okrucieństwa, dotyka najszlachetniejszych pokładów człowieczeństwa i poświęcenia (wręcz samozatraty) w imię wyższej wartości. Czy magia jest tu niezbędna? Tak, bo bez pojęcia tego „dziwu” (jak nazywał rejony niepoznane Czesław Miłosz) zrozumieć rzeczywistości, a szczególnie siebie, nie sposób. Sens istnienia jednostek i całych zbiorowości, w karkołomny sposób zademonstrowany w Atlasie chmur, był wielokrotnie eksplorowany przez rzesze egzystencjalistów, ale nigdy tak czasoprzestrzennie… Bardziej kameralny Aronofsky w Źródle (jak sugerują autorzy – „prawie arcydziele”) porusza kwestię nieśmiertelności i wynikłych z niej implikacji. Próba wyłączenia boskiego bezpiecznika zainstalowanego ludziom w Edenie, próba wygaszenia źródła grzechu pierworodnego, próba zanegowania samej boskości w Kosmosie w końcu – staje się okazją do rozważań na temat winy i odkupienia. Film utrzymany w konwencji SF koresponduje z największym dziełami Stanleya Kubricka i Andrieja Tarkowskiego.

Tym ostatnim w trzecim obszarze – kina artystycznego – towarzyszą: Krzysztof Kieślowski, Frederico Fellini, Ingmar Bergman, Roman Polański, David Lynch. Znawcy kina rzadko ich dokonania postrzegają przez pryzmat paranormalnego „szkiełka”. Czasem proste, czasem zawiłe losy bohaterów odbierano przeważnie jako egzemplifikację Sartrowskiego piekła, próbę wydobycia się z Jungowskich archetypów czy Marksowską analizę społecznych zależności, w które wszyscy jesteśmy uwikłani. Niekoniecznie są to błędne tropy. Zignorowanie metafizyki jednak urosło do rangi grzechu kardynalnego. Dlaczego ją lekceważono? Ponieważ twórcy ci nie mówią o duchowości wprost. Ona pojawia się mimochodem, niby przypadkiem, majaczy w tle… Sprawy ostateczne rozgrywają się w starej kamienicy, kompulsywnie powtarzana mantra nabiera cech prawdziwego zaklęcia, a uprawianie seksu, odartego z pruderyjnego zakłamania, urasta do rangi mesjańskiej. I to jest pierwszą wielką zaletą tej książki – nadanie nowego wymiaru interpretacyjnego takim dziełom jak Ofiarowanie, Persona, Osiem i pół. Drugą (kto wie, czy nie większą) jest „wymuszenie” na czytelniku niekonwencjonalnego postrzegania rzeczywistości, wyczulenie go na inne rozpatrywanie przypadków, znaków, symboli dnia codziennego.

To kwantowa książka. Przed przeczytaniem znajduje się w stanie superpozycji. Po przeczytaniu ten stan nie ulega zmianie.

PS Na szczególną uwagę zasługuje brawurowe omówienie filmu Osiem i pół. Tak wizjonerskiej egzegezy dzieła Felliniego chyba wcześniej nie napisano.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Wrzesień 2015 Dusza dla oka