Interesuje nas codzienność

Kadr z filmu Marcina Sautera „Kino objazdowe” Kadr z filmu Marcina Sautera „Kino objazdowe”

Z pomysłodawcami projektu „Bydgoszcz na Taśmie” Maciejem Cuskem i Ewą Hoffmann rozmawia Emilia Walczak.


EMILIA WALCZAK: Opowiedzcie, proszę, o projekcie „Bydgoszcz na Taśmie”. Czyj to był pomysł, skąd się wziął…?
MACIEJ CUSKE: Nasz projekt dojrzewał w nas wiele lat. Razem z Marcinem Sauterem rozpoczęliśmy drogę filmową w czasie burzliwego przełomu zmian ustrojowych. Gdy chodziliśmy do liceum, na naszych oczach upadały filmowe kluby amatorskie, przyzakładowe sekcje filmowe, archiwa. Pamiętam do dziś smutny widok, gdy wracałem pewnego razu do domu ulicą Podolską. Wzdłuż chodnika fruwały na wietrze kilometry taśm filmowych. Ktoś miał świetną zabawę w rozrzuceniu ich na ulicy. Nie było czego ratować. Co na nich było, pozostanie tajemnicą. Być może kawałek historii, być może nic ważnego. Ale szkoda, że nie potrafimy zawczasu zadbać i docenić tego, co jest cenne w danej chwili, aby zachować to dla potomnych. To się nie odnosi oczywiście tylko do filmów, i to jest smutne. Nam się udało wówczas uratować część materiałów z upadłych klubów SAKF „Jupiter” i AKF „Benefis”. Przez kolejne lata zdobyliśmy trochę materiałów prywatnych filmowców, a także sami zarejestrowaliśmy na taśmie 16 i 8 mm Bydgoszcz z początku lat 90. Kilka lat temu dawny członek AKF „Aquarius” przyniósł do Bydgoskiej Kroniki Filmowej przechowywane pieczołowicie, cudownie zachowane ich materiały. 
To jest kawałek magicznej przeszłości naszego miasta i wpadliśmy na pomysł, żeby się tym bogactwem podzielić. Mało tego, wiemy, że dzięki naszej akcji możemy odnaleźć jeszcze wiele nieodkrytych skarbów przechowywanych przez prywatnych ludzi na strychach, w piwnicach, głęboko w szafie. Właściciele tych materiałów często nie mają możliwości ich obejrzenia. Dzięki naszej akcji będzie to w końcu możliwe.

Jakie lata ma obejmować to archiwum – czy tylko te, gdy dzisiejsza ulica Gdańska była Alejami 1 Maja, a rondo Jagiellonów – rondem XXX-lecia PRL?
MACIEJ: To, czym dysponujemy, to materiały z lat 70., 80., 90. Są tam relacje z mistrzostw żużlowych, wizyty przedstawicieli władzy i kultury w Bydgoszczy, zawody w żeglarstwie na Zalewie Koronowskim, budowa wieżowca Zakładu Urządzeń Okrętowych „Famor”, ćwiczenia z obrony cywilnej, pochód pierwszomajowy, bazar na placu Piastowskim, widoki Wyspy Młyńskiej, Alej 1 Maja, Szwederowa i wiele innych. To ma być zaczyn; mamy nadzieję, że zacznie pączkować. 
EWA HOFFMANN: Nie zamykamy się w określonych ramach czasowych. Interesują nas wszystkie materiały zachowane na taśmach celuloidowych 8 i 16 mm. Sami posiadamy już sporo materiałów, ale jeśli znajdziemy nagrania z lat 50. czy 60., to będzie to dla nas wspaniałe odkrycie. Może znajdziemy materiały nawet z lat 40.?

Czy poszukiwanie wyłącznie starych amatorskich taśm filmowych 8 i 16 mm nie zawęża znacznie obszaru poszukiwań? Myślicie, że dużo osób miało takie kamery?
MACIEJ: Wbrew obawom, to było kiedyś dość powszechne. Nie tak oczywiście, jak dzisiejsze filmy z telefonów komórkowych, ale jednak w wielu rodzinach był wujek, który zawsze na urodziny czy piknik zabierał kamerę i poświęcał na to minutę lub więcej taśmy filmowej. Amatorska taśma była powszechna już nawet przed wojną. O Bydgoszczy mówiło się wówczas „mały Berlin”, „Wenecja Północy”. Któż będący wtedy w posiadaniu amatorskiej kamery oparłby się zarejestrowaniu uroków naszego miasta na taśmie? Byłoby cudownie odnaleźć i takie archiwa. Ale na pewno mamy szansę odnaleźć dużo filmów powojennych, rodzinne materiały, zachowane chwile z uroczystości, świąt, zwyczajnych dni. Bardzo nas interesuje codzienność tamtych czasów.
EWA: Wiele osób może nawet nie pamiętać, że ich rodzice czy dziadkowie nagrywali różne uroczystości, a taśmy zapomniane leżą w kartonach na strychu i w piwnicy. Może dzięki naszej akcji, przegladając zakamarki swoich domów, odnajdą niezwykłe materiały. Czy nie wspaniale byłoby zobaczyć film z urodzin dziadków czy ślubu rodziców? Oczywiście – co warto podkreślić – otrzymane taśmy przepiszemy dla właścicieli na płyty DVD, a materiał zostanie udostępniony publicznie tylko za ich zgodą.

A nie interesują was na przykład taśmy VHS? W latach 90. prawie każdy miał taką kamerę, a lata 90. to też już przecież, w pewnym sensie, historia…
MACIEJ: Świat zachowany na taśmie to dla nas była zawsze magia. Trochę podobnie jak z fotografią. Zawsze czuć różnicę pomiędzy nawet najlepszym zdjęciem cyfrowym a analogowym. To oczywiście odbiór bardzo subiektywny. Ale my trzymamy się naszych odczuć. Wierzymy, że przeniosą się na grono odbiorców.
Jest jeszcze jeden powód. Dla ludzi młodych świat na taśmie to abstrakcja, prehistoria. Często może im się wydawać, że oglądają świat z początku XX wieku. A na tych materiałach jest zarejestrowane pokolenie ich rodziców, dziadków, nie tylko prehistoria. Dlatego cieszymy się, że do naszej akcji wciągnęliśmy również ludzi młodszych, z pokolenia, które tego świata nie pamięta. Coś fajnego się dzieje na styku naszych zamierzeń i ich twórczego podejścia do tej akcji. Materiały VHS, choć już też dzisiaj archiwalne, mogłyby nas jednak przytłoczyć. Powstało ich bardzo dużo. Kto to przekopie? A kto przekopie archiwa z kamer cyfrowych? Kto z telefonów komórkowych? Współczuję przyszłym pokoleniom, które wpadną na ten pomysł. Ale pewnie to będzie ich przeszłość, więc warto wszystkiego dziś nie wyrzucać. Choćby dla nich.
EWA: Taśmy VHS to coś, co prawie każdy z nas w domu posiada. Na nich nagrywane były komunie czy chrzciny w co drugiej rodzinie. Dzisiejsza młodzież pamięta czarne prostokąty, które połykał odtwarzacz VHS. Taśmy celuloidowej nikt z nas nie pamięta, bo większości nie było jeszcze na świecie. Ja o pochodach pierwszomajowych słyszałam jedynie na lekcjach historii czy od rodziców. Czasy, gdy stało się w kolejce po lodówkę, mięso było na kartki, a w sklepach nie było nic oprócz octu, są dla mnie niewyobrażalne. Fajnie byłoby zobaczyć czasy młodości swoich rodziców. Gdzie spędzali weekendy? Jak się bawili? Jakie wydarzenia były dla nich ważne? To wszystko odnajdziemy w starych materiałach.

Czy projektowi będzie towarzyszyć jakaś specjalnie zaprojektowana strona internetowa, czy też może będzie miał swoją odsłonę jedynie na Facebooku?
MACIEJ: Głównym celem naszej akcji jest właśnie stworzenie strony internetowej, która będzie bezpłatna dla wszystkich zainteresowanych. Na niej podzielimy zebrane materiały w wydarzenia, daty, miejsca – tak, żeby każdy mógł się w tym archiwalnym świecie łatwo poruszać. Strona będzie uruchomiona pod koniec roku, ale najpierw zorganizujemy w naszym kinie Orzeł pokaz z muzyką na żywo do fragmentów odnalezionych materiałów. Chcemy, żeby strona dotarła zarówno do młodych i starszych. Jednych będą interesowały ciekawostki w postaci pochodu pierwszomajowego, Dnia Kobiet w zakładzie pracy, innych zmiany urbanistyczne, zmiany pokoleniowe, wydarzenia. Każdy będzie mógł się zanurzyć w przeszłości.
EWA: Internetowe archiwum, które powstanie pod koniec roku, będzie finałem całej akcji. Każdy będzie mógł poszperać w archiwalnych materiałach i obejrzeć interesujące go zagadnienia. Mamy nadzieję, że projekt tak się rozrośnie, że będzie z czego wybierać. Na razie informację o akcji można zobaczyć na stronie internetowej Bydgoskiej Kroniki Filmowej, oraz na fanpage’u projektu na Facebooku.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Czerwiec 2015 Interesuje nas codzienność