zugzwang (28): Uciekinier

Bartłomiej Siwiec Bartłomiej Siwiec

Dopiero niedawno udało mi się przeczytać bestsellerowe wspomnienia Williama Asha Uciekinier. Rzecz o młodości autora, które przypadły na lata wojny, o niezwykłej odwadze graniczącej często z brawurą. Otóż stoi przed nami dwudziestokilkuletni Teksańczyk, ochotnik, wielbiciel przygód i szybkiego spitfire’a, zestrzelony w 1942 roku nad Francją. Niedługo potem trafi on do głównego obozu dla lotników alianckich, do Stalagu Luft III, czyli obecnego Żagania.

Każdy, kto kiedyś podziwiał Steve’a McQueena (filmowy Hilts) z obrazu Wielka ucieczka, powinien wiedzieć, że życiorys Williama Asha mógł posłużyć reżyserowi jako pierwowzór. Na kartach książki autor kilkukrotnie o tym pisze, choć sprawy ostatecznie nie rozstrzyga. Faktem jest, że wśród lotników wziętych przez Niemców do niewoli wielu było takich notorycznych uciekinierów, którzy zanim znaleźli się w nowym obozie, już mieli gotowy plan, jak z niego uciec. Z takim właśnie nastawaniem nasz bohater trafił do Oflagu XXIB w Szubinie, gdzie zaangażował się w kopanie tunelu. Jak twierdził, „bez stawiania oporu cały świat podzieliłby los, jaki spotkał Żydów, socjalistów, Cyganów lub związkowców i prędzej czy później to samo czekało nas wszystkich”. 

Tylko raz na kartach książki pojawia się Bydgoszcz, przez którą próbowali uciec dwaj kumple Teksańczyka. Plan ucieczki był w swej prostocie genialny. O ile większość uciekinierów kierowała się przez Bydgoszcz na północ, idąc mało uczęszczanymi drogami w kierunku – jak to często ujmuje Ash – morza, o tyle tamci dwaj na bydgoskim dworcu spokojnie kupili bilety. Myśleli, że w dworcowej toalecie nic nie może się zdarzyć, a tu niespodziewanie z jednej z kabin wyszedł delikwent, który najpierw spokojnie umył ręce, a następnie udał się tam, gdzie udawał się w czasie wojny „porządny” Niemiec. Kwadrans później gestapowcy obstawili budynek. Eskapiści jednak dobrze porozumiewali się po niemiecku, mieli nieźle podrobione papiery i przygotowaną świetną gadkę o tym, że są zagranicznymi robotnikami. To wszystko było na tyle przekonujące, że puszczono ich, choć i tak później wpadli i zostali odesłani do obozu.

W anglosaskim stylu jest, żeby historia miała swego ghost writera albo co najmniej porządnego redaktora. Roli tej podjął się Brendan Foley. Ważne jest to choćby z tego względu, że książka ta została napisana z dużą dawką poczucia humoru. Jest to bardzo często humor wisielczy, a główny bohater, ileż to razy próbuje uciec i mu to w końcu nie wychodzi, wysyła przekaz: „Wszystko było świetnie zaplanowane, ale…”.

W końcu po prawie rocznym pobycie w Szubinie dochodzi do wielkiej ucieczki, w której uczestniczy też Ash. Dzięki podziemnemu tunelowi 6 dni i 6 nocy korzystał Teksańczyk z wolności, 6 dni i 6 nocy próbował zmylić pościg, ale na nic to się zdało i choć trudna sztuka schwytania zbiegów oddziałom policyjnym nie powiodła się, to prawie zawsze w takiej sytuacji państwo hitlerowskie mogło liczyć na oddanych sprawie cywilów. Amerykański lotnik znalazł się tym razem w inowrocławskim więzieniu, wśród – jak wspominał – najdziwniejszej w historii grupy jeńców zebranych do kupy w jednym więzieniu. Oprócz więźniów politycznych i Żydów spotkał tam sutenerów, drobnych złodziejaszków, a także niemieckich dezerterów.

Książkę Uciekinier czyta się z zapartym tchem. Miałem czasami wrażenie, że Ashowi nie chodziło o to, żeby uciec, ale żeby uciekać. To fascynowało go najbardziej. W jednym miejscu nawet napisze, że podczas ucieczki postawiono na nogi całą hitlerowską policję, że tej niewielkiej grupki uciekinierów szukało prawie 300 tysięcy ludzi, w tym również funkcjonariusze gestapo, SA i wojska, a także sporo ochotników, którzy mieli jakiś interes w tym, żeby się państwu przypodobać, a oni, zbiegowie, mieli tego świadomość, że na kilka dni wiążą swoją ucieczką całkiem znaczne siły wroga. Dla autora to był ważny osobisty wkład w ostateczne zwycięstwo.

W postscriptum do książki William Ash napisał coś, co może nie jest wybitnie odkrywcze, ale w czasie długotrwałego pokoju wydaje się przez ludzi zapomniane. Niewielu przecież wie, jak smakuje wyjście z tunelu, który drążyło się wiele miesięcy, albo jak cudownym uczuciem jest głęboki oddech zimnego nocnego powietrza. Jak niewiele trzeba, żeby być szczęśliwym, choć przez chwilę, z niemiecką policją na karku, a jednak szczęśliwym.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Czerwiec 2015 zugzwang (28): Uciekinier