Nasłuchiwanie. O pisarstwie Kazimierza Kummera

Kazimierz Kummer Kazimierz Kummer

Dwa żywioły: literacki i dziennikarski, pulsują w prozie Kazimierza Kummera. Dwa – zdawałoby się – odrębne sposoby relacjonowania rzeczywistości tutaj przenikają się i zaskakują czytelnika zarówno tematyką, jak i nieprzypadkową konstrukcją opowieści. Autor bacznie przypatruje się życiu, a najbardziej interesuje go pojedynczy człowiek i jego zmaganie z losem. Ten efektowny konglomerat reporterskiej dociekliwości i wrażliwości staje się swoistym literackim stygmatem Kummera. Prowadzi do powstania tekstów niejednoznacznych gatunkowo, a dzięki temu frapujących, zagnieżdżających się w wyobraźni. Być może dopiero ze współczesnej perspektywy, korzystając z najnowszych doświadczeń literatury i wiedzy na temat języka mediów, w czasach, gdy powieściopisarze coraz częściej odrzucają fikcję, a wybitni reportażyści stają się autorami książek, jesteśmy w stanie docenić walory tego pisarstwa.

 

Kazimierz Kummer nie jest znany szerokiej publiczności. Poza powieścią (mikropowieścią) Klatka wydaną w 1962 roku, istotnie, najbardziej dojrzałą pozycją w jego spuściźnie, większość utworów nie doczekała się wielu czytelników i profesjonalnych komentarzy. Niesłusznie. Przyczyn absencji tego autora w obecnej świadomości literackiej należy przede wszystkim upatrywać we przerwanej zbyt wcześnie biografii pisarza, który zginął tragicznie, zanim jeszcze na dobre rozpoczął swoją zawodową drogę. Miał wówczas zaledwie 28 lat. Klatkę wydano już po jego śmierci.

Odrębną grupę tekstów stanowią słuchowiska pisane dla rozgłośni Polskiego Radia w Bydgoszczy, z którą Kummer był związany od 1959 roku. Wyraźnie w nich widać, że praca radiowa nie była przez niego traktowana jako mniej istotny element twórczej aktywności. Kummer rozumie radio, jego osadzenie na słowie, potrzebę konkretu i ekonomii wypowiedzi. Uczy się dźwiękowego obrazowania, domykania scen, struktury dialogu. Wpisuje się tym samym w imponującą tradycję współpracy pisarzy z radiem, która rozpoczęła się jeszcze przed wojną. Dla radiowego Teatru Wyobraźni pisali m.in.: Witold Hulewicz, Konstanty Ildefons Gałczyński, Józef Czechowicz, Jerzy Szaniawski. Niektórzy z nich (Hulewicz, Czechowicz, a także Czesław Miłosz czy Jan Parandowski) byli etatowymi pracownikami rozgłośni, choć nie zawsze w redakcji literackiej. W latach powojennych wielu znakomitych twórców próbowało swych sił w dramacie radiowym, nadając tej dziedzinie twórczości mikrofonowej wyraźny walor literacki.

Słuchowisko oparte było na słowie i integralnym tekście autorskim, a jego rangę wyznaczała zarówno treść, jak i forma. Był to dramat odważny w wyborze tematów i oryginalny w ich ujęciu, odznaczał się celnością rozpoznania rzeczywistości i prawdą psychologiczną. Te cechy dramatu i zawarte w nim humanistyczne treści, wrażliwość na moralny aspekt rzeczywistości, historii, ludzkich działań, czyniły z niego ważne zjawisko, które zyskało miano polskiej szkoły słuchowiskowej (S. Bardijewska, Nagie słowo. Rzecz o słuchowisku, Warszawa 2001, s. 163).

Ów twórczy mariaż radia i literatury pieczętują nazwiska Zbigniewa Herberta, Włodzimierza Odojewskiego, Stanisława Grochowiaka, Sławomira Mrożka, Jerzego Krzysztonia, Ireneusza Iredyńskiego czy Ernesta Brylla. W ten nurt wpisuje się również twórczość Kazimierza Kummera.

Urodzony w 1934 roku, rówieśnik Hłaski, pokoleniowo zbliżony do Bursy czy Stachury, choć nie nosił piętna pisarza „wyklętego”, pozostawał na uboczu. Szukając nowych tematów, penetrował obszary ludzkiej biedy i słabości, samotności i wciąż żywego w owych latach wspomnienia wojny. Prócz literackiego talentu miał w sobie tę niepokorną, czasem zadziorną chęć dotykania spraw trudnych i bolesnych, dzięki czemu docierał do najintymniejszych zakamarków ludzkiej duszy. Może właśnie dlatego, że sam nosił w sobie ranę wojny, doświadczenie najtrudniejszych lat stalinizmu, poryw młodzieńczego buntu, wspomnienie więzienia, koszar i ciężkiej fizycznej pracy, potrafił zrozumieć swoich rozmówców jako reporter. Próbował doszukać się wewnętrznej prawdy o nich samych. Ta dziennikarska szkoła cierpliwego wsłuchiwania się w drugiego człowieka sprawiła, że jego literaccy bohaterowie nie są papierowi, lecz dosadni, autentyczni, mocujący się z życiem „na serio”. Kummera nie zadowala banał. Odrzuca proste, gładkie odpowiedzi. Nie znosi wielosłowia i retorycznej frazy. Dla niego (i jego bohaterów) życie jest rzeczywistym wyzwaniem. Zapis owego mocowania się z losem znajdujemy w prezentowanych utworach. „Ludzie, którzy dużo cierpieli, potrafią całe swoje życie zamknąć w krótkiej fabułce” – mówi reporter radiowy w opowiadaniu Bal, przekonując swego rozmówcę, by najbardziej dramatyczne wspomnienia z pobytu w obozie streścił w krótkiej, wyrazistej anegdocie. Notabene, Kummer wykorzystuje podobną taktykę narracyjną: buduje zwarte epizody, ogranicza wypowiedzi narratora na rzecz dynamicznego dialogu (ew. monologu), pozwalając czytelnikowi bezpośrednio „posłuchać” postaci. Stwarza odbiorcy okazję, by sam odkrył jej punkt widzenia, by spotkał się z nią niejako twarzą w twarz.

Zwraca uwagę niezwykła zdolność Kummera do obserwacji rzeczywistości, diagnozowania jej problemów, jątrzących się, gangrenicznych ran. I to od pierwszych utworów. Zatrzymuje się choćby nad psychiką dziecka doświadczającego przemocy i upokorzenia (Ulica) czy chłopca zmuszonego do zastrzelenia ukochanego psa (Pies). Potrafi przekonująco odmalować, co dzieje się w duszy mężczyzny, który – jak Boguś Hałajko – odkrywa niewierność ukochanej (Otello), lub – jak Kaczmarek – niezdarnie próbuje odnaleźć swoje miejsce po latach nieobecności w rodzinnym mieście (Ojczyna). Sprawnie konstruuje obrazy, całe sceny reportażowe, dzięki którym czytelnik zaczyna rozumieć, niemal odczuwać na sobie emocje bohatera. Kummer bowiem wchodzi głęboko w świat swoich bohaterów. Przyłapuje ich w momencie bezkompromisowej szczerości, gdy zerkają na swoją twarz (Widziała siebie w lustrze), w chwili prawdy o sobie (Autobiografia z przyimkami).

Proza Kummera, choć nierówna, jeszcze nie do końca precyzyjna, chce być wierna tzw. prawdzie psychologicznej. Opisywane wydarzenia stają się scenerią dla wewnętrznego dramatu pojedynczego człowieka. Ten sposób ujmowania rzeczywistości bliski jest standardom współczesnego reportażu – najbardziej rozbudowanemu gatunkowi dziennikarskiemu, wyraźnie nawiązującemu do literatury:

[…] pisanie o zdarzeniach i bohaterach plastycznie, by odbiorca nie tylko umiał sobie prezentowane historie wyobrazić, ale by je przeżywał z bohaterami, układanie faktów w taki sposób, by robiły wrażenie na czytelniku, konstruowanie wyraźnych point, pokazywanie przede wszystkim człowieka i jego problemów (K. Wolny-Zmorzyński, Posłowie [w:] 100/XX. Antologia polskiego reportażu XX wieku, red. M. Szczygieł, t. 2, Wołowiec 2014, s. 943).

Dziennikarskich proweniencji można dopatrywać się także w pisarskim stylu Kummera, swoistej architekturze zdań i kompozycji tekstu. Już pierwsze zdanie energicznie wprowadza czytelnika do wnętrza zdarzeń, nadaje tempo opowieści. Zwykle jest to bowiem krótka, prosta fraza: „Mieszkam w swoim pokoiku śmieszny i ogłupiały” (Autobiografia z przyimkami), „Spróbuję spisać swoją maleńką, zwariowaną biografię” (Życiorys młodego wariata), „Był to wysoki, szpakowaty pan. Miał twarz płaską, skupioną i zimną” (Wysoki mężczyzna), początek opowiadania Siekiera: „Ni fryzjer, ni chłop − po prostu wsiowy pijaczyna. Franek Cisowa stał przed sądem słuchając głośno i wolno odczytywanego aktu oskarżenia”. Nie tylko krótkie objętościowo utwory cechuje dbałość o dynamikę. Powieściową Klatkę rozpoczyna podobna konstrukcja: „Od dwóch tygodni leżałem w zasmrodzonej, mrocznej salce. Łóżkiem byłą mi podłoga, a pierzyną płaszcz żołnierski. Prócz księżyca nie widziałem tu żadnego światełka. Słyszałem jedynie półgłosem wydawane komendy i gorączkowy tupot żołnierskich butów na placu ćwiczeń”.

Zacytowany powyżej pełny akapit utworu demonstruje technikę pisarską Kummera, bazującą na prostych, intensywnych znaczeniowo zdaniach o nieskomplikowanej składni. Wykorzystując w ten sposób ekonomikę słowa, buduje niepowtarzalny rytm swojej prozy.

Ten pozornie prosty język charakteryzuje dążenie do precyzji. Autor poszukuje konkretu, by uczynić go siłą swego przekazu. Unika pustosłowia, fraz „przepływających przez palce”, niewiele znaczących. W maszynopisie Siekiery zdecydowanym ruchem wykreśla potoczne, urzędowe sformułowanie „zabił ostrym narzędziem”. Zmienia na: „siekierą”. W ten sposób zdanie staje się nie tylko krótsze, ale poprzez odniesienie do rzeczywistego przedmiotu porusza wyobraźnię odbiorcy. Autor ucieka od językowych oczywistości, leksykalnej kalki.

Nieprzypadkowe są też epitety. Zwykle oszczędnie stosowane w opisie przedmiotów i postaci. Ważne są rzeczowniki zapełniające przestrzeń wymownymi rekwizytami: „Przyniesiono mu ubranie z magazynu. Wiatrem podszytą marynarkę i żółte półbuciki. Więźniowie chciwie brali do rąk scyzoryk, skórzany portfel, koszule i krawat” (Poczciwiec), „Kobiety biegły po cukier, chleb, słoninę i proszek do prania” (Klatka). Często znajdujemy także odwołania do wrażeń słuchowych, które ożywiają przekaz, czyniąc go bardziej sugestywnym. Najpełniej widać to na przykładzie Klatki: „Wokoło panował spokój. Czasami stuknęło wiadro na ulicy, skrzypnęła furtka, plasnęła o ziemię dojrzała gruszka – poza tym cisza” czy w innym miejscu: „W zupełnej ciszy słychać było tylko stukot końskich kopyt i turkot dział. Po chwili, gdy żołnierze wyrównali krok, usłyszałem, jak głucho dudni bruk”. Dźwiękową klamrą zamyka się także opis sceny aresztowania głównego bohatera:

„Usłyszałem tak dobrze znany mi stuk rygli zamkowych w komorze nabojowej.
– To pomyłka. Ja jestem zupełnie kimś innym. To nie ja! – zawołałem.
W parku krzyknął głośno wyrwany ze snu ptak”.

Ten pobieżnie zrekonstruowany warsztat pisarski pokazuje nie tylko wrażliwość autora, ujmującą zdolność dostrzegania detali otaczającej go rzeczywistości, lecz przede wszystkim umiejętność oryginalnego obrazowania, nieoczywistego posługiwania się słowem.

Oprócz historycznej osnowy Klatki, opartej na autentycznych losach Kazimierza Zabłockiego wykorzystanego przez hitlerowską propagandę, sposób prowadzenia tej opowieści jest jej zasadniczym atutem… Warto, by tym pisarstwem zajęli się przenikliwi badacze literatury.

Kiedy przyglądam się utworom Kazimierza Kummera i jego poczynaniom dziennikarskim, gdy spoglądam na listę słuchowisk i kolejny raz czytam biografię, nie mogę zignorować silnego skojarzenia z twórczością dziennikarza i pisarza – tym razem z Lublina – Zbigniewa Stepka. Byli niemal równolatkami. Stepek dwa lata starszy (urodzony w 1932 roku), także studiował polonistkę (Kummer w Poznaniu, Stepek na KUL). Obaj skończyli studia w 1956 roku i wpadli w wir pracy dziennikarskiej. Zbigniew Stepek trafił do redakcji literackiej Polskiego Radia w Lublinie, w latach 1958–1966 był jej kierownikiem. W radiowym archiwum zostawił po sobie kilka słuchowisk, reportaży, audycji literackich, okolicznościowych nagrań. Mierzył się także z typowo literackim tworzywem – wydał tom opowiadań zatytułowany Ręka ze snu (1957) oraz powieść Most (1972).

Jak by nie było dość zbieżności w ich losach, obu nietuzinkowych dziennikarzy, a zarazem dobrze rokujących literatów, łączy ryzykowna gra z życiem. Kummer pływał, mimo skłonności do skurczy, co prawdopodobnie było przyczyną jego tragicznej śmierci. Stepek bez reszty oddał się wspinaczce wysokogórskiej. Zginął w Himalajach w 1973 roku. Jego przyjaciel, także pisarz i dziennikarz, Mirosław Derecki, zanotował, że był jednym z tych, którzy „nie potrafili się zmieścić w otaczającym ich wymiarze świata” (M. Derecki, Partyzant, „góral” i książę poezji, „Kamena” 1983, nr 7, [online] http://biblioteka.teatrnn.pl/dlibra/Content/10499/Partyzant_goral_i_ksiaze_poezji.pdf, dostęp 13 listopada 2014). Zaskakująco paralelne jawią nam się te biografie…

Obaj twórcy znani są dziś wyłącznie w środowisku regionalnym. Każdy z nich zasługuje na to, by wyrwać go z kręgu „lokalnego” artysty i reportera relacjonującego bieżące sprawy lat 50. czy 60. Dziś twórczość Kummera, dzięki wytrwałej pracy wydawcy, otwartości bliskich pisarza, ma szansę na dotarcie do nowych pokoleń czytelników i badaczy słowa. Nawet jeśli obok tekstów znakomitych pozostawił po sobie także te jeszcze niedoskonałe, zasługuje na uważną lekturę. Z kolei dla znawców mediów jego pisarstwo może stać się znakomitym studium reporterskiej dociekliwości i zapomnianej sztuki wsłuchiwania się w rzeczywistość.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start