Muzyczna podróż na Bałkany

Collegium Vocale: Patrycja Cywińska-Gacka, Janusz Cabała, Michał Zieliński i Łukasz Hermanowicz Collegium Vocale: Patrycja Cywińska-Gacka, Janusz Cabała, Michał Zieliński i Łukasz Hermanowicz Fot. Dariusz Gackowski

Przeciętnemu zjadaczowi chleba Serbia raczej rzadko kojarzy się z muzyką – zdecydowanie częściej z politycznymi awanturami, których tam, w centrum „kotła bałkańskiego”, nigdy nie brakowało. Przypomnijmy: w Sarajewie zabójstwo arcyksięcia Franciszka Ferdynanda dało początek I wojnie światowej; a nie tak dawno krwawym walkom o Kosowo kres położyła dopiero interwencja wojsk NATO. A przecież muzyka łagodzi obyczaje. Całe szczęście współczesną Serbię można postrzegać już inaczej. W zaprzyjaźnionym z Bydgoszczą Kragujevcu (czytelnikom pamiętającym dawniejsze, „jugosławiańskie” czasy może kojarzyć się z zastavą – samochodem produkowanym właśnie w tym mieście) powstał międzynarodowy festiwal muzyczny. W tym roku na jego otwarcie zaproszono bydgoski zespół muzyki dawnej Collegium Vocale. O garść muzycznych refleksji z tego pobytu poprosiłem Michała Zielińskiego – założyciela i kierownika muzycznego zespołu.

KS (Karol Szymanowski): Chyba zgodzisz się ze mną, że muzyka dawna, mimo swych niezaprzeczalnych wartości, nie jest jednak artystyczną propozycją dla masowego odbiorcy. Wykonawcy motetów, madrygałów, chansons czy innych utworów popularnych w dawnych wiekach raczej nie zapełnią publicznością stadionów, a i płyty z taką muzyką rzadko w sprzedaży osiągają statusy mierzone szlachetnymi kruszcami. Tym bardziej warto doceniać inicjatywy, których celem jest propagowanie muzyki niekomercyjnej, adresowanej do grona może mniej licznego, ale szukającego w świecie dźwięków wartości innych niż tylko akompaniament do tańca. Często organizacją takich przedsięwzięć zajmują się sami muzycy – pasjonaci, którzy wydeptując urzędnicze ścieżki w poszukiwaniu niezbędnych środków, są w stanie doprowadzić do realizacji projektów ciekawych i wartościowych. Czy podobny schemat miał miejsce również w Kragujevcu? Z czyjej inicjatywy powstał Internacionalni Festival Kamerne Muzike „Convivium Musicum”?
MZ (Michał Zieliński): Do Serbii pojechaliśmy na zaproszenie Filipa Tomicia, dyrektora artystycznego Festiwalu „Convivium Musicum”. Ta kilkudniowa impreza jest dedykowana przede wszystkim klasyczno-romantycznej muzyce instrumentalnej, ale w tym roku organizatorzy postanowili urozmaicić ofertę i zaprezentować miejscowej publiczności utwory wokalne okresu renesansu, rzadko wykonywane w tym kraju. W trakcie poszukiwań odpowiedniego zespołu natrafili na stronę internetową Collegium Vocale i nawiązali kontakt. Dość istotną przeszkodą w urzeczywistnieniu tej współpracy okazał się skromny budżet festiwalu i kwestia pokrycia kosztów naszego uczestnictwa. Ponieważ Bydgoszcz i Kragujevac łączy umowa o partnerstwie i współpracy, prezydent Rafał Bruski zgodził się wyasygnować potrzebne środki. 
Wspomniany Filip Tomić oraz Jovana Radovanović, Ivana Bajčetić-Antonijević i Anja Lazarević są utalentowanymi, młodymi, pełnymi zapału instrumentalistami i muzykologami, którzy postanowili ożywić życie kulturalne swojego miasta poprzez organizowanie na początku kwietnia cyklicznego festiwalu muzyki kameralnej.
Wbrew zgłaszanym przez nich obawom nasz koncert spotkał się ze sporym zainteresowaniem i został przyjęty nad wyraz entuzjastycznie (musieliśmy dwukrotnie bisować). Owa niepewność wynikała z faktu, że w Serbii nie ma rozwiniętej tradycji wykonawstwa muzyki renesansowej i trudno było liczyć na dużą frekwencję. Spośród kilku działających na tamtym terenie zespołów uprawiających muzykę przedbarokową, które osiągnęły profesjonalny poziom i zyskały szerszą renomę, warto wymienić Ensemble Renaissance i Flauto Dolce.

KS: Pojechaliście do Kragujevca samochodem. Daleka droga. Ale w pewnym sensie była to też muzyczna podróż. Jadąc przez ponad pół Polski, mijaliście tereny, gdzie powstawały kujawiaki, oberki, mazury – które dzięki fortepianowej stylizacji Chopina i Szymanowskiego mógł poznać cały świat. Nasz staropolski „chodzony”, by zyskać nieśmiertelność, musiał wyemigrować aż do Francji i powrócić do nas jako polonez. Południowi sąsiedzi dali światu polkę, dalej Węgrzy czardasza. Czy Serbom, pomimo wieloletniej okupacji tureckiej, udało się zachować kulturalną odrębność i wnieść do europejskiej muzyki jakąś charakterystyczną dla siebie wartość?
MZ: W Serbii nie zdążyła się wykształcić autonomiczna muzyka dworska (polifoniczne chansons, madrygały itp.), gdyż od 1389 roku, kiedy to wojska serbskie uległy w bitwie na Kosowym Polu potężnej armii Turków osmańskich, rozpoczęła się trwająca przeszło cztery stulecia (do 1804 roku) islamska okupacja. W XV i XVI w. rozwijała się za to muzyka religijna, związana z dominującym na tych terenach wyznaniem prawosławnym. Serbskie śpiewy cerkiewne kształtowały się początkowo pod wpływem monodii bizantyjskiej, aby w XIX wieku zbliżyć się stylistycznie do wielogłosowych kompozycji chóralnych twórców rosyjskich m.in. Lwowa, Czesnokowa, Czajkowskiego, Rachmaninowa. Międzynarodową sławę zyskały nagrania Divny Ljubojević, wokalistki, założycielki chóru Melodi.
Poza tym trzeba oczywiście wspomnieć o bardzo atrakcyjnym w odsłuchu serbskim folklorze, który wpisuje się w typowy dla Bałkanów styl, oparty na bogatej improwizowanej ornamentacji i nieregularnej podstawie metrycznej (tzw. rytmy aksakowe).

KS: W dorobku Collegium Vocale znajduje się już dziesięć płyt, z bardzo zróżnicowanym repertuarem. Czy ze strony organizatorów były jakieś sugestie co do programu koncertu? Czy chcieli, abyście zaprezentowali publiczności muzykę polską, czy też woleli poznać waszą interpretację utworów czołowych twórców renesansu? A może zainteresowały ich oryginalne kompozycje, możliwe do usłyszenia tylko w waszym wykonaniu? Myślę tu o repertuarze z płyty „Na fraszki Jana z Czarnolasu” i o twoich kompozycjach jako Michała z Bydgoszczy.
MZ: Nie było wstępnych sugestii co do repertuaru. My jednak podczas występów zagranicznych priorytetowo traktujemy popularyzację dorobku polskich kompozytorów renesansowych, toteż pierwszą część naszego koncertu wypełniła muzyka religijna Wacława z Szamotuł, Mikołaja Gomółki i Cypriana Bazylika. Nie obawialiśmy się prezentowania utworów w języku polskim, gdyż już wcześniej (choćby podczas koncertów we Florencji i Rzymie w 2012 r.) mieliśmy okazję przekonać się, że te niezbyt skomplikowane od strony wykonawczej pieśni, przy odpowiednio pogłębionej wyrazowo interpretacji, mają dużą moc oddziaływania na słuchaczy. Nawet jeśli odbiorcy z powodu bariery językowej nie są w stanie wniknąć w warstwę semantyczną, udaje nam się wykreować nasyconą emocjonalnie, modlitewną aurę, która poprzez swój uniwersalny wydźwięk staje się czytelna także dla obcokrajowców. Repertuar drugiej części koncertu miał bardziej kosmopolityczny wydźwięk, gdyż zaprezentowaliśmy kilkanaście chansons i madrygałów kompozytorów europejskich, m.in. Orlanda di Lasso, Clementa Janequina, Ludwiga Senfla, Juana del Encina, Johna Dowlanda, w tym także jedną z fraszek Michała z Bydgoszczy.

KS: W przyszłym roku Collegium Vocale obchodzić będzie 25-lecie swego istnienia. To piękne osiągnięcie – rzadko który zespół może się poszczycić takim jubileuszem, a przecież dla Bydgoszczy to też duma i splendor. Nadarza się zatem doskonała okazja do przygotowania specjalnego muzycznego projektu, wydania nowej płyty, organizacji trasy koncertowej z zaproszonymi gośćmi itd., itd. Jak planujecie uczcić to wydarzenie?
MZ: Mówiąc szczerze, nie myśleliśmy jeszcze o tym. Pewnie wzorem poprzedniej okrągłej rocznicy zorganizujemy jubileuszowy koncert w Ostromecku lub Lubostroniu, lecz nie planujemy jakiejś większej fety z tytułu obchodów ćwierćwiecza działalności artystycznej Collegium Vocale. Znamy swoje miejsce w szeregu i zdajemy sobie sprawę z faktu, że wykonujemy niszowy rodzaj muzyki (jak całkiem słusznie zauważyłeś na początku naszej rozmowy). W rodzinnym mieście trudno nam konkurować z atrakcyjnymi, trafiającymi do szerszych gustów ofertami Filharmonii Pomorskiej czy Opery Nova, toteż nasze występy wzbudzają raczej niewielkie zainteresowanie miejscowych melomanów.
Mimo to staramy się robić swoje, gdyż uprawiamy muzykę przede wszystkim dla własnej satysfakcji i przyjemności wspólnego śpiewania. Kiedy podczas próby lub koncertu udaje się uchwycić spójne brzmienie, nawiązać nić porozumienia na czysto muzycznym, asemantycznym poziomie komunikacji, ogarnia nas uczucie, którego nie zazna żaden słuchacz. Każdy z członków kwartetu staje się wówczas jedną z równowartościowych strun dobrze zestrojonego instrumentu, która generując własne drgania rezonuje jednocześnie z pozostałymi, tworząc niepowtarzalną harmonię i dając poczucie estetycznego spełnienia.
Za największe osiągnięcie Collegium Vocale uważam to, że choć śpiewamy razem od blisko 25 lat (tzn. ja i Janusz Cabała, gdyż Patrycja Cywińska-Gacka i Łukasz Hermanowicz są w zespole krócej), ciągle nam się chce! Nieustannie odkrywamy dla siebie nowych kompozytorów, nowe interesujące utwory, które wzbogacają naszą wrażliwość i życie wewnętrzne. Także muzyczne peregrynacje (jak choćby ta ostatnia, do Serbii), związane z poznawaniem innych kultur, inspirują do dalszej eksploracji fascynującego świata dźwięków.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Maj 2015 Muzyczna podróż na Bałkany