Na początek sezonu piłkarskiego

Na początek sezonu piłkarskiego Fot. Wojtek Wilczyk / Hiperrealizm.blogspot.com

Dwieście dwudziesta szósta reminiscencja Georges’a Pereca ze zbioru wspomnień zatytułowanych Pamiętam że brzmi: „Pamiętam «tenis w brodacza»: liczyło się brodaczy ujrzanych na ulicy: 15 za pierwszego, 30 za drugiego, 40 za trzeciego, oraz gem za czwartego” (Wydawnictwo Lokator, Kraków 2013, s. 73). Owa francuska niewinna gra z połowy XX w. miała być ponoć nawiązaniem do tzw. „tenisa w Żyda” z czasów II wojny światowej – gorzkiej zabawy opisywanej m.in. przez niedawnego noblistę Patricka Modiano w niewydanej – jak na razie – w Polsce powieści zatytułowanej oryginalnie Les Boulevards de ceinture z 1972 r.

Odetchnąć można by z ulgą na myśl, że czasy tego typu – delikatnie mówiąc – napiętnowań mamy już na szczęście za sobą i że nigdy już one nie powrócą, no bo jakże by inaczej? Nauczeni przez Historię – tę przez duże „H” – nigdy już do wielkich zbrodni na ludzkości nie dopuścimy…

Mhm… Można by, owszem, czemu by nie, gdyby tak nie śledzić, chcąc czy nie chcąc, tych wszystkich doniesień prasowych. Ot, choćby i taka notka z dnia 17 kwietnia 2013 r., zamieszczona w „Dzienniku Łódzkim”, a zatytułowana: Kibice ŁKS-u „rzucali w Żydów”. Prokuratura umorzyła sprawę:

„Łódzka prokuratura umorzyła postępowanie dotyczące imprezy zorganizowanej przez stowarzyszenie kibiców ŁKS Łódź, w trakcie której jedną z atrakcji była gra «rzuty w Żyda». Śledczy sprawdzali, czy doszło wtedy do publicznego nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym i wyznaniowym. Jak poinformowała w środę PAP zastępca prokuratora rejonowego Łódź-Polesie Ewa Wiśniewska postępowanie umorzono «wobec braku znamion czynu zabronionego».

Pod koniec lutego tego roku «Gazeta Wyborcza» napisała, że jedną z atrakcji turnieju organizowanego przez stowarzyszenie kibiców ŁKS była gra «rzuty w Żyda», polegająca na rzucaniu w tekturową postać ubraną w strój piłkarza Widzewa. Według gazety na filmie z imprezy zamieszczonym w Internecie widać było, jak grupa chuliganów odśpiewuje różne piosenki; wśród nich były zarówno antysemickie, jak i obrażające lokalnego rywala (…)”.

Na początku grudnia minionego roku swą premierę miał sążnisty album fotograficzny Wojciecha Wilczyka Święta Wojna (Wydawnictwo Karakter, Galeria Atlas Sztuki, Kraków 2014), dokumentujący naścienne kibicowskie, a raczej: kibolskie (wszak nie każdy kibic jest od razu, z automatu, bandytą, jak choćby mój tata nim nie jest) tytułowe batalie (głównie łódzkie właśnie, ale także śląskie i małopolskie). Choć akurat „batalie” to za mało powiedziane – bo to jest właśnie Wojna – taka przez duże „W”. Wojna na noże, siekiery, kastety i maczety; wojna na pięści i na bejsbole; wojna na śmierć i życie. Niejeden kibol już wszak zginął w niejednej ustawce i niejeden „mural” na jego cześć i chwałę już zmalowano…

Tu odsyłam do Wilczyka.

„To jest konflikt, który nas nie dotyczy”; „to jest inny, któryś tam świat”; „niech się szczeniaki pozabijają nawzajem” – powiecie Państwo zapewne. Zgoda. Lecz sprawa ta ma jeszcze jeden aspekt, i jest to aspekt – w kontekście przywołanej na początku tego tekstu wojennej gry „tenis w Żyda” – niezwykle niepokojący. Niepokoi bowiem to, że te wszystkie współczesne kibolskie porachunki są zawsze, ale to ZAWSZE podszyte pierwiastkiem antysemickim. „JŻS” – „Jeb** Żydów Siekierami”, „ŚŻK – Śmierć Żydzewskiej Kur***” (przy czym Żydzew to oczywiście łódzki Widzew – śmiertelny przeciwnik ŁKS-u, ryczącego mu na meczach: „Waszym domem Auschwitz jest / cała Polska o tym wie / że czerwona armia ta / cała pójdzie do pieca / Do gazu RTS!”); gwiazdy Dawida dyndające na szubienicach, „Żydy do gazu”, „Jude raus”, czy choćby, last but not least, taki nasz lokalny akcent: „Jazda z Żydami, Zawisza – jesteśmy z wami!”.

Pełną wersję „śpiewnika” znaleźć można w Internecie na oficjalnych kibicowskich (kibolskich) stronach.

Niepokojące jest to, że te antysemickie kibolsko-piłkarskie, nomen omen, zagrania są na tyle krótkowzroczne, że ich autorzy nie potrafią dojrzeć ani tego, co wydarzyło się te 70 lat temu, ani też tego, co może (możliwe, że również za ich pośrednictwem) wydarzyć się już za lat 5, 10 czy 15. Nastroje w Europie są wszak ostatnio dość „brunatne”…

Krótkowzroczność, a więc – nie owijajmy tu już w tę w łódzką bawełnę – głupota. A przecież: „Nic nie jest tak nieskończone i niebezpieczne jak głupota” – pisał, przestrzegając, W.G. Sebald…

Podsumowując, myślę sobie, że – mimo wszystko – cały ten modianowski wojenny „tenis w Żyda” miał wydźwięk o wiele słabszy i mniej oburzający, aniżeli dzisiejsze, dosadne i alarmujące, „rzuty w Żyda” – kamieniem czy nożem, choćby i zbukiem – nawet jeśli był to wtedy w Łodzi (tej „ziemi obiecanej”…) Żyd tekturowy. Bo on będzie przecież tekturowy do czasu; później zyska trzeci wymiar, ciało i całą resztę. Poza tym jasne jest też to, że celem „rzutu” (obelgi, ciosu, strzału) wcale nie musi tu być Izraelita – równie dobrze pasowałby (i pasował!) Włoch Dino Baggio, który w 1998 r., podczas meczu na stadionie Wisły Kraków został ugodzony w głowę nożem typu butterfly rzuconym z trybuny; Brazylijczyk Daniel Alves, w którego hiszpańscy kibole rzucili z sektora bananem; albo na przykład Polak – kibic wrogiej drużyny.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Kwiecień 2015 Na początek sezonu piłkarskiego