Bydgoska Kronika Filmowa – kronika ludzkich historii

Kadr z filmu "Azyl", w reż. Macieja Jasińskiego i Jarosława Piskozuba Kadr z filmu "Azyl", w reż. Macieja Jasińskiego i Jarosława Piskozuba

Monika Grabarek: Jak to się wszystko zaczęło? Opowiedz, proszę, o początkach BKF-u…
Maciej Cuske: Zupełny początek – to było jeszcze w telewizji, pamiętam, że zrobiliśmy takie duże fajne warsztaty z Marcinem Sauterem. Zawsze bardzo chcieliśmy coś takiego zrobić, ale było nam tu trochę ciasno, dusiliśmy się w tym mieście, odbijaliśmy się od ścian, czuliśmy, że nie bardzo jest tu dla nas miejsce. W 2006 roku wróciliśmy do Bydgoszczy po Szkole Wajdy, po swoich pierwszych sukcesach, i pomyśleliśmy, że fajnie byłoby tu działać, nie chcieliśmy wyjeżdżać stąd jak wszyscy. Zapragnęliśmy stworzyć takie miejsce, w którym coś powstaje, gdzie będziemy czuć się dobrze, zamarzyliśmy o miejscu, którego nam bardzo brakowało, gdy byliśmy bardzo młodzi. I tak zrodziła się idea Bydgoskiej Kroniki Filmowej. Ale sama nazwa – Bydgoska Kronika Filmowa – powstała dawno temu, jak byliśmy dwudziestoletnimi chłopakami, nawet stworzyliśmy jej pierwsze odcinki. To miała być taka kronika absurdu, miała dokumentować fakty, które nie istnieją, wydarzenia naszego miasta, które nigdy się nie zdarzyły. Z tym pomysłem poszliśmy do powstającej wówczas w Bydgoszczy telewizji, powstało kilka odcinków, ale coś poszło nie tak, potem ktoś nas wykolegował z tego pomysłu… I na tym się skończyło. Po latach trochę poważniej podeszliśmy do tego tematu i tytułu.

Monika Grabarek: Masz dar do pracy z młodzieżą i dzięki temu to wszystko zagrało.
Maciej Cuske: Nie ukrywam, że bardzo lubię pracę z młodymi ludźmi. Mam coś takiego w swoim charakterze, że bardzo chcę robić coś sensownego w swoim życiu, nie chcę zaśmiecać tego świata. Jest to trochę walka z wiatrakami, nie jest to proste, ale staramy się. Bardzo chcieliśmy stworzyć miejsce z prawdziwego zdarzenia, na dobrym poziomie, naprawdę czegoś nauczyć tych młodych ludzi. Przekazać swoją filmową pasję i wiedzę młodym ludziom.

Monika Grabarek: Potem były warsztaty, w marcu pięć lat temu znaleźliście swoją siedzibę w ówczesnym MOK-u.
Maciej Cuske: Tak, to była już druga generacja BKF, po dłuższej przerwie zrobiliśmy nowy nabór, tamci nasi podopieczni już wydorośleli, poszli w świat i trzeba było stworzyć na nowo grupę, z którą chcieliśmy pracować. Odbył się nabór, potem poważne, dobre warsztaty, które wyłoniły ekipę, z którą jesteśmy związani do dziś. Zebrał się fantastyczny skład, dostaliśmy wtedy od miasta sprzęt i możliwości działania. To był świetny, twórczy czas. Dużo się działo, MOK potem zamienił się w Miejskie Centrum Kultury, w którym jesteśmy do dziś. Staramy się co roku robić warsztaty, po których zawsze ktoś z nami zostaje. Nie chcemy, żeby BKF skostniał, nie chcemy w tej pracy się nudzić, zatem robimy różne ciekawe rzeczy, np. ogólnopolskie warsztaty filmowe w Ostromecku. Wymyślamy różne fajne akcje. Podczas Camerimage chcemy młodzież czynnie angażować w ten festiwal. Stąd projekt Mistrzowie światła i film o festiwalu od kuchni, wysłaliśmy ich na plan do naszego przyjaciela Leszka Dawida, dzięki temu mogli uczestniczyć w wielkiej filmowej przygodzie. Zrobiliśmy bardzo fajny spot reklamowy, który leciał w kinach, staramy się, żeby było rozwijająco i ciekawie. Teraz znowu dołączyło do nas paru nowych, zdolnych ludzi i staramy się działać.

Monika Grabarek: Plany na przyszłość?
Maciej Cuske: Są może nawet zakusy, żeby stworzyć szkołę filmową tu, u nas w Bydgoszczy… Oczywiście wiem, jakie to byłoby trudne. Potrzebna jest do tego potwornie ciężka praca, żeby taka szkoła na siebie zarobiła, utrzymała się, była konkurencyjna, no i ogromny nakład finansowy, by pozyskać uznane nazwiska wykładowców. Na razie chcemy, żeby rozwijała się Kronika w takiej formie, w jakiej jest teraz, i trzymała wysoki poziom. BKF to przede wszystkim opowiadanie o ludziach stąd, bohaterami naszych filmów są mieszkańcy naszego miasta, to kronika ludzkich historii. Kronika zapisuje również to, jak zmienia się Bydgoszcz, na przestrzeni tych wszystkich lat utrwaliła miasto, którego już nie ma…


Monika Grabarek: Jakie były wasze początki w BKF-ie?
Maciej Jasiński: To było pięć lat temu, w marcu wzięliśmy wtedy udział w bardzo reklamowanych warsztatach. Brało w nich udział dwadzieścia osób, wyselekcjonowanych, a potem z tej dwudziestki zostało dziesięć i stanowiło ścisły skład BKF-u. Zawsze interesowałem się filmem i poczułem, że mogę w Kronice robić fajne rzeczy, że to właśnie chcę robić.
Jarek Piskozub: Pamiętam, że szedłem ulicą i zobaczyłem ogłoszenie o warsztatach filmowych, zgłosiłem się. Szukałem czegoś więcej niż tylko kółka fotograficznego i właśnie w BKF-ie znalazłem taką możliwość.
Maciej Jasiński: Ważna jest dla nas wszystkich tu rola Marcina Sautera i Macieja Cuskego. Oni nas wyszkolili bardzo pod względem technicznym. Dla mnie to był pierwszy poważny kontakt z kamerą. To bardzo ważne – mieć takiego mentora, nauczyciela, który cię prowadzi. Taka nauka od strony technicznej, praca ze sprzętem to jest coś podstawowego, bez nauczyciela nic nie obędzie. Oni naprawdę przekazali nam dużo swojej wiedzy i doświadczenia. Bardzo nam pomagają swoim artystycznym spojrzeniem. Często spędzamy wiele godzin przy filmie, coś nam nie wychodzi, a wystarczy jedno spojrzenie i uwaga Marcina czy Macieja, a wszystko nagle układa się w jedną spójną całość.
Jarek Piskozub: Przede wszystkim nauczyłem się tu opowiadania historii. To jest dla mnie najważniejsze. Łączenie w sensowną całość scen filmowych, żeby to wszystko grało. Techniczne sprawy oczywiście też są bardzo ważne, ale umiejętność prowadzenia historii, żeby łączyła się ze zdjęciami w spójną całość – to jest najważniejsze.
Wszyscy w BKF-ie mamy poczucie, że robimy coś fajnego i wartościowego. W naszych filmach bardzo utożsamiamy się z naszym miastem. To Bydgoszcz i jej mieszkańcy najczęściej są bohaterami naszych filmów. Świetnym przykładem jest tu projekt Od świtu do zmierzchu

Działy:
Monika Grabarek

Monika Grabarek

Pedagog, dziennikarka radiowa (Radio Kultura).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start