Moralitet niesiony muzyką

RIGOLETTO. Ł. Goliński jako Sparafucile i L. Skrla w roli tytułowej RIGOLETTO. Ł. Goliński jako Sparafucile i L. Skrla w roli tytułowej Fot. Andrzej Makowski

Rigoletto Verdiego, którego premiera odbyła się 18 i 19 października, będzie można w bydgoskiej Operze Nova zobaczyć dopiero w drugiej połowie stycznia. Zostało więc sporo czasu, by zarezerwować sobie wieczór na pójście do opery. A warto. Zarówno miłośnicy pięknej muzyki i śpiewu, jak też oczekujący od opery wydarzenia scenicznego, będą z pewnością zadowoleni. Premierowe przedstawienie mogłoby bowiem gościć na każdym europejskim festiwalu, wystawiając jak najlepsze świadectwo artystom, którzy je zrealizowali.

Procentuje praca konsekwentnie, od lat, prowadzona ze wszystkimi zespołami bydgoskiej opery. Orkiestra kierowana przez Macieja Figasa dynamicznie, z temperamentem i precyzją, sterowała całością przebiegu przedstawienia w sposób wyważony. Dzięki temu muzyka Verdiego, pozbawiona emocjonalnych przerysowań, nabierała lirycznego oddechu, czujnie i muzykalnie towarzysząc śpiewakom.

Bardzo dobrze wypadł także męski chór Opery Nova przygotowany przez Henryka Wierzchonia. Co prawda jego partia w Rigoletcie nie jest specjalnie rozbudowana, ale ma piękne fragmenty, dające pole do popisu, co też zostało w bydgoskiej realizacji w pełni wykorzystane.

Balet, po raz pierwszy pracujący w tej realizacji pod kierownictwem Jakuba Lewandowskiego, wypełniał scenę sprawnie, choć może nieco zbyt licznie. Świetnie wypadł z pewnością w sekwencji nawiązującej do scenerii nocnego klubu, gdy tancerki – ukryte za filarami – bardzo sugestywnie budowały ruchami rąk i nóg erotyczny klimat zarówno sceny, jak i arii.

Wreszcie soliści. Ileż w tej operze wspaniałych do wyśpiewania fraz, ile koloraturowych popisów i melodii pełnych najgłębszych emocji!

Gilda Krystyny Nowak, niewinna i delikatna, wiarygodna w roli kruchej, a jednocześnie pełnej determinacji dziewczyny, zachwycała piękną liryczną barwą głosu i interpretacją wyszlifowaną w najdrobniejszych detalach, podaną z wielką starannością i precyzją. Chciałoby się, by ta młoda wokalistka została jeszcze długo z nami i pojawiała się jak najczęściej na bydgoskiej scenie.

Pavlo Tolstoy w partii Księcia, śpiewający pewnie, nienagannie pod względem intonacji, z wysokimi dźwiękami brzmiącymi pięknie i z blaskiem, również nie zawiódł publiczności. Kunsztu wokalnego trudno mu odmówić. Mnie zabrakło w samej postaci uwodzicielskiego wdzięku, ale może taki miał być w tej realizacji. Wszak Książę być może bawi się kobietami bardziej z nudów niż z przemożnej chęci. Rządzi bowiem Księżna, co wymownie pokazano w scenie pojawienia się pazia-kobiety, w dodatku z rozkazem.

Zwracał też uwagę Sparafucile kreowany przez Łukasza Golińskiego, dysponujący mocnym i mrocznym basem, ubrany w kostium ni to sycylijskiego mafiosa, ni to heavymetalowca. Również jego sceniczna siostra, Dorota Sobczak w roli Maddaleny, dzięki wykreowaniu niejednoznacznej postaci „ladacznicy z zasadami” i ładnie brzmiącemu mezzosopranowi, musiała się podobać.

Dla Leszka Skrly, kreującego postać tytułową, jest to już kolejny Rigoletto na kolejnej operowej scenie. Artysta obdarzony jest głosem może niezbyt pięknym w barwie, lecz o wielkiej mocy, skali i sile ekspresji, co ma w tej partii duże znaczenie. Muzykalność czy kunszt wokalny – nic ze sztuki śpiewu go nie zawiodło. A jednak jego Rigoletto sprawiał wrażenie, jakby przeniesiony został z innej inscenizacji.

Dramatyczny w geście, bardzo ekspresyjny w ojcowskiej rozpaczy, stworzył niemal realistyczną postać z XIX-wiecznej opery, podczas gdy wszyscy pozostali na scenie byli trochę z baśni, trochę z moralitetu czy nawet powiastki filozoficznej o złych skutkach złego wychowania. Bowiem realizatorki przedstawienia, owszem, opowiadały historię o chybionej zemście obracającej się przeciwko mścicielowi; o zakochanej kobiecie zdolnej do złożenia ofiary z własnego życia w zamian za życie ukochanego; o lekkomyślnym hedoniście otoczonym przez schlebiający mu dwór; o samotnym nieszczęśniku, który wszystkie uczucia skupił na córce, izolując ją od złego świata, który sam współtworzył; ale przede wszystkim chciały tę melodramatyczną opowieść uczynić uniwersalną. I to, co zamierzyły, zrealizowały w sposób spójny i przemyślany.

Wszyscy realizatorzy, zarówno reżyserka Natalia Babińska, scenografka Diana Marszałek, projektantka kostiumów Martyna Kander, jak i sekundujący im choreograf – stworzyli świat umowny i nierealny. Umowni są dworzanie w zwierzęcych maskach; symboliczne jest domowe więzienie Gildy, podkreślone długim szalem wiążącym ją z niebiosami, a może ojcowską miłością… (Jeden z recenzentów rozbawił mnie pisząc, że: „śpiewaczka wykonując arcytrudne koloratury cały czas miota się walcząc z firanką”, i gromiąc inscenizację).

Zepsucie dworu i czystość uczucia Gildy. Ten kontrast ma podkreślać raz jaskrawa i barokowo przesadna, raz bardzo ascetyczna scenografia. Zwierzęce maski dworu mają owo zepsucie, „zezwierzęcenie” podkreślać. Tak jak dość ostentacyjna scena seksu między Maddaleną a Księciem czy nogi tancerek w tle arii. Między tymi dwoma światami miota się Rigoletto, przyklaskujący krzywdzie wyrządzonej córce hrabiego Monterone, swoją córkę trzymający z dala od dworu. Jeszcze nieświadomy, że niedługo będzie czekać, aż spełni się klątwa rzucona na niego przez ojca pohańbionej dziewczyny. A w obu światach naraz żyć się jednak nie da.

W wywiadzie udzielonym „BiK-owi” przed premierą reżyserka powiedziała: „Zamierzam pokazać karykaturalny świat dużych chłopców w kontraście do pięknego, czystego, niebiańskiego świata Gildy”. Udało się. A że muzycznie całość spełnia oczekiwania nawet wybrednych melomanów, przypuszczam, że o bydgoskiej realizacji Rigoletta jeszcze wiele dobrego usłyszymy, a też posłuchać i zobaczyć pójdziemy, bo warto.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy BiK w podróży Grudzień 2014 Moralitet niesiony muzyką