Dwaj pisarze

Bartłomiej Siwiec Bartłomiej Siwiec

Berlin Zachodni, rok 1963. W skromnie urządzonym mieszkaniu spotykają się dwaj pisarze. Pierwszy, urodzony w Olsztynie, w międzywojennej Bydgoszczy pozostawił swoje serce. Tak przynajmniej wspominał miasto nad Brdą. Drugi, urodzony w Małoszycach, okres dojrzewania i młodości spędził w stolicy. Obydwu wygnała ze swoich lokalnych ojczyzn wojenna zawierucha (Gombrowicz tuż przed wojną wyjechał do Argentyny, a później, gdy zobaczył co się w Europie dzieje, postanowił najgorsze przeczekać na emigracji), a teraz (o ironio historii!) spotykają się na niemieckiej ziemi. Tadeusz Nowakowski pracuje dla monachijskiej rozgłośni Radio Wolna Europa, a Witold Gombrowicz przyjechał do Berlina na zaproszenie amerykańskiej Fundacji Forda. 

Autor Ferdydurke jest w dobrej formie. Pochłania kilka papierosów z rzędu. Rozmowa szybko schodzi na temat właśnie dokończanej przez Gombrowicza kolejnej powieści. Nowakowski, gdy dowiedział się, że książka zatytułowana będzie Kosmos, skomentował: „Skromny tytuł. Nie ma co”.

Już wtedy w Berlinie Gombrowicz zdecydował, że nie wróci do Buenos Aires, ale do końca nie wiedział, jaka będzie jego przyszłość w Europie. Zwierzył się Nowakowskiemu, że raczej nie będzie mieszkał na stałe w Paryżu, w którym spędził poprzedni miesiąc. Stolica Francji nie była już dla niego tak atrakcyjna jak w latach trzydziestych. Bardzo poważnie rozpatrywał zamieszkanie w Hiszpanii, ze względu na bardzo dobrą znajomość języka hiszpańskiego, którym na co dzień posługiwał się w Argentynie.

Nowakowski dość namolnie próbował zachęcił swojego interlokutora do głębszych rozważań nad kwestią polskości. Gombrowicz uciekał od takich tematów: „Gdy piszę, nie jestem, powtarzam, ani Polak, ani Chińczyk. Ja jestem Gombrowicz”.

Autor Pornografii znany był z tego, że bardzo ostro rozprawiał się z polską literaturą. W Dziennikach znalazły się mocno ironiczne zapiski dotyczące prozy Sienkiewicza. Źle również wypowiadał się o twórczości Mickiewicza, demaskując jego zasługi, i w rozmowie z Nowakowskim uderzył też w ten krytyczny ton. Stwierdził, że literatura polska, będąca bardzo pedagogiczną, zawsze chciała jednostkę poddać albo narodowi, albo katolicyzmowi, i w tym względzie za bardziej wartościową uważał literaturę francuską. Przy okazji dodawał też, że spory wpływ na jego twórczość wywarła filozofia niemiecka.

Ale pisarz, który trzy dekady później zostanie pochowany w Bydgoszczy, nie poddaje się. Wciąż drąży temat polskości i pyta Gombrowicza, czy czuje się pisarzem emigracyjnym. Można się jedynie domyślać, że autor Kosmosu nerwowo sięga po kolejnego papierosa. Odpowiada, że go to nie zastanawia, że o tym nie myśli: „Powtarzam, jestem sobą i tylko sobą”.

Myślę, że dla Nowakowskiego, twórcy ciekawego i nietuzinkowego, a jednak mocno polskiego, te tematy były bardzo ważne, jeśli nie najważniejsze. Polak, polskość, naród, pisarz emigracyjny – słowa odmieniane przez wszystkie przypadki. Nie może odpuścić. Pyta się po raz kolejny zniecierpliwionego Gombrowicza w zasadzie o to samo i tym razem otrzymuje ostrą odpowiedź: „Czy pisarz mieszka w Ciechocinku, czy w Nowym Jorku (…) liczy się tylko to, co i jak pisze. Ważne jest, że to, co pisze, ma charakter uniwersalny”.

Ta ciekawa rozmowa jest dla mnie pewnym punktem odniesienia. Otóż spotkali się dwaj krańcowo różni pisarze. Pierwszy, o sporym talencie i niemałym dorobku, porzucił Londyn dla rozgłośni Radio Wolna Europa i świetnie na tym wyszedł. Dzięki tej posadzie jego głos był słyszalny w komunistycznej ojczyźnie. Jego główne dzieła przetłumaczono na kilka języków obcych. W RFN – jako były więzień hitlerowskich obozów – był ogólnie szanowany, a jego teksty można było przeczytać w najbardziej poczytnych zachodnioniemieckich gazetach. Moim jednak zdaniem do pełni szczęścia brakowało Nowakowskiemu wyzwolenia się ze swojej polskości. To zresztą nie tylko jego problem, ale prawie całej polskiej kulturalnej emigracji, która bawiła się w szufladkowanie, w zastanawianie, kto był pisarzem katolickim, kto emigracyjnym, a kto prawdziwym patriotą, kto trzymał z Grydzewskim, a kto z Giedroyciem.

Jeden Gombrowicz, na którego twórczość duży wpływ wywarła argentyńska izolacja, był trochę ponad wszystkich. Doskonale zdawał sobie sprawę, że literatura, żeby uzyskać miano uniwersalnej, musi wnieść się ponad szyld z napisem „naród”, a twórca powinien pozostać sobą i tylko sobą – tak mało i tak dużo jednocześnie.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p